Warszawa – część II

Temperatura świata na minusie. Słońce walczy o oddech jak człowiek o realizację wygórowanych celów. Przestrzeń nieba z ledwie naszkicowaną chmurą. Zmęczone powietrze nie chce ożywczo wypełnić piersi. Cherlawe drzewo zgięte w półbólu i półwstydzie. Wolne są ptaki i czasem ci, co potrafią po swojemu, ale lepiej, by bez nadmiernej pychy; czasem, bo Los lubi pogmerać i zaburzyć. Krajobraz się nie pokolorował – matowa szarość poddusza tęskno-obłąkańczy wzrok. Niewiele łąk po obu stronach moich dłoni. Czarnym paznokciem nacinam papierowy kubek i własne myśli. W torbie z wyhaftowanymi księżycami powieść „On” autorstwa Zośki Papużanki, a w głowie strumień świadomości. Pachnie kawą, troskami i miłością. Jedziemy nierównym asfaltem pośród terenów zabudowanych i nie, a milczenie w naszej przestrzeni nie jest tym ciążącym, bo splatamy je sami.

Jedziemy, postukując nogą w przeciwnym rytmie życia.

Jedziemy do Warszawy w jakimś celu i by trochę douzupełnić.

I choć od TEGO lipcowego wpisu byliśmy tam jeszcze dwukrotnie (przebywaliśmy w Hostelu „Puffa”), to nie było mocy i ochoty uwiecznić tego na fotografiach, bowiem za pierwszym razem tak dziecięco wciągnęliśmy się w zamkniętą rzeczywistość Centrum Nauki Kopernik, że zamiar i entuzjazm wyprzedził przemijający czas, z kolei za drugim byliśmy z ukochaną psinką w klinice.

Jesteśmy więc teraz, by w szalonej ciszy zakamarków, pomiędzy jednym a drugim łykiem ciepłych naparów i w lustrze czułych spojrzeń, spędzić pierwsze dni obiecującej kwiaty wiosny.

Tym razem Hostel „Oki Doki” (no nie przesiadujemy w tych super kosztownych, choć i ten w porównaniu do górskich pensjonatów taniuchny nie jest) z zabawnie zaaranżowanymi pokojami – nam przypadł „Dom kota”, który wygląda jak ten przerażająco dziwnie uśmiechnięty z Cheshire z „Alicji w Krainie Czarów”; zwinął się w kłębek w przymocowanym do naściennej rury wiklinowym fotelu.

Niczym z Alicji jest również szachowy stolik i lustro oprawione w ciężką, rzeźbioną ramę. Łazienki są tu ładne i co najważniejsze: CZYSTE. Obszerna szafa. Wygodne łóżko. Duże okno. Tylko czajnik nie odskakuje, gdy woda już bulgocze z wściekłości i zbyt długo nagrzewa się ta prysznicowa. Bardzo miłe Panie w rejestracji.

Zaczynamy oczywiście od Centrum Nauki Kopernik, ponieważ wtedy przeznaczyliśmy sobie na nie zaledwie 3 godziny (które w całości spędziliśmy w galerii RE: Generacja), a to jednak okazało się niewystarczająco, bo potrzeba drugie tyle (pomijając Teatr Wysokich Napięć i Teatr Robotyczny, gdzie nie poszliśmy), by szczegółowo obejrzeć, dotknąć i pokorzystać.

Obecna wystawa czasowa to: „Powietrze – więcej niż nic”, z kolei chwilowo zamknięta jest „Człowiek i środowisko”.

Trochę zdjęć

Powietrzna fontanna z roztańczonymi szarfami

Trąba powietrzna

Poczta pneumatyczna

Pocałunek kul

Tonący statek

Słoń Bernoulliego – z jego trąby wypływa strumień powietrza, który stale unosi nad nią piłkę

Odwrócone wahadło Foucaulta

Fontanna piłek

Gorący balon

Najeżone ciesze – kiedy przekręci się pokrętło ten czarny płyn (ferrofluid) ulega namagnesowaniu, tworząc przestrzennie jeżowate struktury

Tutaj kręciliśmy niebieskim motylkiem

Rysowanie na piasku

Stół Chlandiego – przy pomocy pokrętła wyszukuje się wysokości dźwięków, przy których piasek rozsypany na stalowej płycie układa się we wzory

BębnOscyloskop

„Świrk” – świerk płaczący (świerk pospolity – odmiana inversa, czyli odwrotna); z charakterystyczną wiotką sylwetką, zwisającymi gałęziami oraz opadającym wierzchołkiem

Byli, widzieli, pobawili się

Kolejnym miejscem jest Muzeum Literatury im. Adama Mickiewicza, gdzie poza stałą ekspozycją

Kaseta na karty Adama Mickiewicza, ale tych przedmiotów jest znacznie więcej, na przykład szkło powiększające, zegarek, złote spinki do mankietów, lornetka teatralna, szklanka, karafka, cukiernica, suszka do atramentu, szpilka do fularu

Szkatułka-puzdro na biżuterię Celiny Mickiewiczowej (są także inne przedmioty, jak choćby lichtarzyk, kałamarz, neseser na przybory do pisania), a obok buciki małych Mickiewiczów

jest również wernisaż wystawy poświęcony zmarłemu w zeszłym roku Wojciechowi Młynarskiemu

Diamentowy mikrofon – nagroda Polskiego Radia za całokształt pracy artystycznej

24.Krajowy Festiwal Piosenki Opolskiej – Opole ’87. Nagroda Przewodniczącego Wojewódzkiej Rady Narodowej za twórczość literacką

Potem trochę czasu w Muzeum Karykatury im. Eryka Lipińskiego

Moje ulubione ilustracje

-Nie, do lasu z tobą nie pójdę, bo możesz mi uczynić krzywdę.

-Ależ, przysięgam ci najdroższa, że nie uczynię ci żadnej krzywdy.

-No to po co mamy tam iść?

Anna Gosławska-Lipińska

-Proszę o datek na głodnych.

-Dziękuję, już jadłem.

Fryderyk Kleinman

Człowiek ustosunkowany

Eryk Lipiński

-Dlaczego nosi pani taką gęstą woalkę?

-Bo mam tak wyciętą sukienkę, że mi wstyd przed ludźmi.

Maja Berezowska

Jarmark Przedwyborczy

Jerzy Zaruba

 

I ulubione fragmenty wierszy Juliana Tuwima

 

Z miłością wpadłem już nie raz,

bo mam demokratyczne serce,

I tak się stało, proszę was,

Że zakochałem się w kelnerce.

Gdym ją uścisnął, rzekła: „Nie!

Patrz pan, ze wstydu cała płonę!

Jak z ciastkiem ze mną, wszak pan wie:

Dotknięte będzie policzone!”

[…]

Od czasu, kiedym widział ją,

Minęły zda się trzy kwartały:

Odwiedził kelnereczką mą

Gość wprawdzie mały, ale stały.

A dawny gość dziś kłopot ma,

Na interesie musiał stracić:

Dzwoniłem dawniej na nią ja,

Dziś ona dzwoni: „Proszę płacić”.

(„Przygoda z kelnerką”)

 

Z suchych gałęzi, klamek, haków, 
Z młynów i strychów, wsi i miast, 
Ta klientela głodnych ptaków 
Na szubienicach ma dziś zjazd. 
Z szelek, postronków ma krawaty 
Ta zwisająca wdzięcznie brać! 
Skazańcy to artystokraty , 
A samobójcy plebs, psia mać! 
Po co im przepych złotych sal! 
Na szubienicach mają bal!

[…]

To sznur konopny zrównał stany: 
Wisi bandyta, złodziej, łyk. 
Spod ciemnej gwiazdy jaśnie pany 
Też noszą namydlony stryk. 
Drewniana dama – serc ich pani 
Na balu godnie wodzi rej! 
Ach, bo są mocno przywiązani 
Do lubej szubienicy swej! 
Wiatr im do tańca gra i gra, 
Kruki wtórują: Kra, kra, kra!

[…]

(„Bal wisielców”)

 

Mnie wielkomiejski tłok i szum
I ludzie się znudzili…
Ja pragnę widzieć słodkich dum,
Sielanki i idylli.
To miejskie życie nuży mnie.
Pociągu w dal mnie zawieź!
Ja pola chcę, ja łączki chcę,
Ja chcę pojechać na wieś…

Ja pragnę mieć zielony las
Dokoła swej sadyby.
Po świeżym deszczu, w ranny czas
Tam chodziłbym na grzyby.
O, gdybym co dzień zebrać mógł
Grzybulków kosz pachnących!
I posłać cioci kilka sztuk,
Specjalnie tych trujących.

[…]

Mieć mały, biały domek swój
I ławkę przed tym domkiem.
Na barwnych muszek patrzeć rój
I jeść chlebusia kromkę…
Niech pachnie kwiat,
Niech szemrze zdrój,
Niech drzewa się kołyszą,
A na tych drzewach, Boże mój,
Niech moje wrogi wiszą!

(„Idylla”)

W drodze powrotnej, przy Rynku Starego Miasta 4/6, weszliśmy do sklepu z biżuterią bursztynową, by zobaczyć stałą wystawę „Czas bursztynu” – ekspozycja jest poświęcona historii powstania bursztynu, sposobom jego przetwarzania i wykorzystania na przestrzeni wieków.

Tutaj poza ogromną ilością biżuterii można zobaczyć dziesiątki odmian bursztynu (dla przykładu: czerwony, ziemny mieszany i ziemny przezroczysty, jarzębaty, kredowy, łaciaty, wełnisty, kapuściak, marmurkowy, z chmurką, pasiasty, cukrowy, miodowy, mozaikowy, beżowy)

oraz fantastyczne przedmioty z niego wykonane

Oczywiście wstąpiliśmy do paru kawiarni, by porozmawiać przy filiżance kawy bądź herbaty – tym razem odwiedziliśmy

GREEN CAFFÈ NERO, czyli kawiarnia we włoskim stylu, której myślę nie trzeba specjalnie reklamować, bo wszystko tam jest wspaniałe: kawy, herbaty, czekolady, szejki (na ciepło lub na zimno), ciasta (myślę, że na szczególną uwagę zasługuje tarta cytrynowa, bo wygląda wprost obłędnie), ciastka, muffiny, rogaliki, bagietki, wrapy, panini.

Na naszym stoliku tym razem zagościła zielona herbata z mango, papają, ananasem, płatkami róży, pomarańczą i miodem oraz jeżynowa kawa na podwójnym espresso z mleczną pianką – genialna (poprosiłam o wersję bez bitej śmietany)!

Obecnie jest jeszcze w ofercie kawa o smaku czarnego bzu, ale jak ja byłam, to niestety jej zabrakło.

SŁONY KARMEL

Tutaj przybyliśmy na wieczorną kawę krótko przed zamknięciem, ale mimo wszystko zostaliśmy obsłużeni z serdecznym uśmiechem.

Zdążyłam dostrzec, że jest spory wybór kaw smakowych, ciast (również bezglutenowych) i wypasione desery w postaci: Buble waffle oraz Freakshaki (TUTAJ przepis na moją nie mniej wypasioną wersję!) – chciałam na któryś namówić Mojego Niebieskookiego (bo prezentują się zankomicie), ale nie dał się, bo stwierdził, że o tak późnej porze zemdli go od tylu słodkości.

Zdecydowaliśmy się więc na latte o smaku białej czekolady (z naprawdę OGROMNĄ ilością pianki) i zimową herbatę z dodatkiem cytryny, świeżego imbiru, goździków oraz cynamonu.

Ps. Pani, która nas obsługiwała przemiła!

FRANCUSKA 30

Przed wejściem, na wzór tęczowej alejki w portugalskim miasteczku Águenda, ogródek zadaszony kolorowymi parasolami, a tam…

…po prostu tradycyjne cappuccino, ale za to z uroczym wzorkiem i…

…po prostu brownie, jednak bardzo smaczne i zaserwowane na ciepło

Wybór herbat i kaw (można poprosić o mleko sojowe lub ryżowe) jest jednak zdecydowanie większy (chociażby espresso, flat white, macchiatto, americano, doppio, mocha, latte, frappe, zbożowa, ale też ta parzona w dripie). Do tego jest cydr, są soki, lemoniady, koktajle owocowe, drinki, jogurty z musli, owsianki, croissanty, ciastka owsiane, orzeszki w słoiczkach, hummus, ciasta na słodko (akurat było marchewkowe, sernik, tort bezowy i brownie) i wytrawnie (różne wersje Quiche), kanapki, tosty, tortille, sałatki i zupy.

TO LUBIĘ

Dość ciasna, ale przytulna kawiarenka, która mieści się w wieży kościoła oo. Dominikanów na warszawskiej starówce.

Znaczny wybór herbat (czarne, owocowe, zielone), kaw (klasyczne oraz smakowe: cynamonowa z miodem, czekoladowa z miętą, waniliowa z kardamonem, słodko-ostra z chili, karmelowa z płatkami migdałowymi, czekoladowo-malinowa, do tego mrożona z bitą śmietaną i lodami), czekolad z rozmaitymi syropami (choćby piernikowy, orzechowy, amaretto), koktajli (na soku, mleku lub jogurcie), jest też szprycer (napój na bazie wina i wody sodowej, ewentualnie likieru), wino i miód pitny.

Można tu zjeść śniadanie i kolację: biały/żółty ser, pasty (jajeczna, z cieciorki), sezonowe warzywa i owoce, miód, konfitury, pieczywo, wafle ryżowe, prażone musli, tortille, rogaliki z masłem bądź dżemem.

Mam wrażenie, że świat tutaj zwalnia.

Wypiliśmy tu herbatę mrożoną z pomarańczami, cytryną, imbirem i konfiturą z płatków róży (taki kufel ma 0,5 l)

ZACHCIANEK – PIEROGARNIA POLSKA

Ja, przez wzgląd na to, że zmarzłam, skusiłam się tylko na DRAMATYCZNIE DROGĄ (9 zł jak na parzoną z saszetki, minimalną filiżankę to naprawdę za drogo) herbatę o smaku liczi, z kolei Mój Mi On wziął schaboszczaka z pieczonymi łódeczkami ziemniaczanymi, no ale z wiadomych względów nie będę uwieczniała na fotografii.

Widziałam, że jest spory wybór pierogów i alkoholi.

Ja, jeśli miałabym coś wziąć, to byłyby to pieczone plasterki buraka (chyba z jakimś serem, gruszką i orzechami włoskimi) lub byłaby to deska serów z żurawiną.

Samo pomieszczenie nieduże, ale klimatycznie urządzone (dużo świeżych kwiatów i świec) – znacznie większy jest ogródek na zewnątrz.

Obsługa na wysokim poziomie.

No i na koniec najlepsze:

SŁODKI BEZ, czyli maleńka wegańska cukiernio-kawiarnia (naliczyłam 5 stolików; w tym ławeczka na parapecie i ustawione tuż obok kasy krzesełka na jednej nóżce przy przytwierdzonej do ściany ladzie), gdzie zamówiliśmy

tort czekoladowy z wiśnią na mące migdałowej i ryżowej, słodzony erytrytolem, a żelowany agarem oraz Bezsernik wanilia-malina-mango na śmietance kokosowej i jaglano-daktylowym spodzie, oprószony suszonymi płatkami róży oraz kokosa, a do tego…

…herbatkę owocową „RED KISS” (w jednym dzbanuszku mieszczą się 2 takie filiżanki)

Urzeczona mnogością delikatnych, aksamitnych, niezbyt słodkich, ale smakowo rewelacyjnych i NIEDROGICH wypieków zabrałam jeszcze do domu

warstwowy deser w słoiczku: krem jaglany zblendowany z masłem orzechowym, prażone arachidy, masa karobowa i śmietanka kokosowa oraz…

…przepiękne bezy w kształcie róż wykonane na wodzie z cieciorki

Czy dzięki tym kolejnym pobytom pokochałam Warszawę? Nie. Nawet jej nie lubię. Nie podoba mi się to, że jest tu gęsto od wszystkich i od wszystkiego (dosłownie budynek przy budynku), że jest zbyt rozległa przestrzeń, sam beton – niezauważalna zieleń, ciągłe korki, zgiełk, wysokie ceny, jakiś taki większy chaos, pęd, co naprawdę męczy.

Tym, co mnie tutaj przyciąga są ciekawe zabytki, muzea, kawiarnie (żal, że nie udało nam się wpaść do NANA CAFE, które nęci tym, że poza kawiarnią jest Komisem Rzeczy Pięknych, ale albo byliśmy za wcześnie i nie było czasu, żeby poczekać albo akurat w danym dniu było wcześniej zamknięte), no i Teatr Narodowy oraz Teatr Dramatyczny, więc jeśli jeszcze kiedykolwiek zdecydujemy się tu przyjechać, to właśnie na jakąś konkretną sztukę.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Życie, Życie. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *