To My Sami jesteśmy autorami naszej bajki w życiu, czyli udana kontynuacja kultowego filmu: „Planeta Singli 2” w reż. Sama Akiny

Tak to już jest w polskiej kinematografii, że gdy jakiś film uzyskuje masę pochwał, a tłumy zalewają sale z obitymi czerwonym pluszem krzesłami i chrupiącymi nachosami, to nadchodzi taki moment, że producenci wpadają na pomysł, by ten sukces toczyć i stworzyć kolejną część (chcę wierzyć, że nie tylko dla kasy, ale również dla spragnionego kontynuacji widza).

Rzecz ma się nie inaczej w przypadku kultowej „Planety Singli” , która to w 2016 roku przyciągnęła przed ekrany rzesze ludu pożądającego w końcu udanej komedii romantycznej (bo wszyscy wiedzą, że stworzenie dobrej komedii jest ogromną sztuką), która nie zażenuje, a pozwoli widzowi 5 x po, czyli pośmiać się, popłakać, powzdychać, pozazdrościć i pomarzyć.

W ten oto sposób doczekaliśmy się „Planety Singli 2” w reż. sama Akiny i już na wstępie zaznaczę, że jest nie mniej fajna jak jej poprzedniczka, a może nawet fajniejsza? Bo jest jeszcze więcej pierwszorzędnego humoru i jeszcze więcej wzruszeń, a sam początek wydaje się tym ciekawszy, iż łamie trochę tradycyjną cukrową konwencję, bowiem produkcja zaczyna się od…

…rozstania. Tak. Ania (Agnieszka Więdłocha) i Tomek (Maciej Stuhr) po bardzo burzliwej wymianie zdań postanawiają się rozejść, ponieważ ona pragnie ślubu oraz dziecka, z kolei on nie jest na taką stabilizację gotowy. I gdy już każde z nich się spakowało, wsiadło w samochód, ustawiło w mediach społecznościowych status „wolny” i pojechało w swoją stronę, to niezawodny Marcel (Piotr Głowacki) zawarł umowę na wigilijne widowisko, które mają poprowadzić właśnie Ania i Tomek postrzegani jako najbardziej znana, lubiana i idealna para show biznesu. Dla niej jest to szansa na wypromowanie dzieciaków z ogniska muzycznego, dla niego otworzą się drzwi do otrzymania nowego show, stąd dla dobra sprawy postanawiają chwilę poudawać, a potem ostatecznie się pożegnać.

Impreza ma również promować pionierską aplikację „Grawitacja” – jej zadaniem jest obliczanie w procentach dopasowania do siebie partnerów, według której Tomek i Ania pasują do siebie w zaledwie 8%, ale już jej pomysłodawca – szykowny, ultranowoczesny Aleksander (Kamil Kula) ma z Anią wynik 92%, jednak czy to wystarczy? Czy technologia jest w stanie zastąpić prawdziwą miłość i czy jest w stanie wziąć pod uwagę, że ludzie będąc ze sobą są w stanie polubić coś, czego wcześniej nie lubili, tylko dlatego, że wiąże się to z tym, kogo się kocha?

Tutaj, choć nie trudno domyślić się odpowiedzi, każdy przekona się w trakcie seansu jak rzecz potoczyła się akurat u tych bohaterów 🙂

Drugi wątek należy do genialnej, wybuchowej i przekomicznej pary, czyli Oli (Weronika Książkiewicz) oraz Bogdana (Tomasz Karolak), bez których totalnie nie wyobrażam sobie tego filmu, ponieważ wnoszą swoimi postaciami i towarzyszącymi im perypetiami ogrom absurdu i pozytywnej energii! Tym razem akcja koncentruje się na uczestniczeniu w zajęciach w szkole rodzenia prowadzonych przez boskiego jogina Panira (Bartosz Porczyk).

Jest jeszcze ciut walcząca o uwagę różowowłosa Zosia (Joanna Jarmołowicz), popijająca herbatę z prądem (którą pomyłkowo przed występem wlewa w siebie sam Witold Paszt) piosenkarka Beata (Izabella Miko), która raz, że stara się uwieść Wilka, a dwa, że postanawia samodzielnie udoskonalić kolędy, szef telewizji Kamil (Karol Strasburger) ustawicznie przybywający z nonsensownymi sugestiami dotyczącymi show (a to wkręcenie psa rozbijającego balony, a to przyodziane w złoto tancerki; bo mają dużo odsłon w Internecie) i odnaleziona matka Marcela, czyli Magda Lisowska (Antonina Choroszy).

Niespodzianką jest tu nieduża rola odegrana przez popularną blogerkę modową Maffashion oraz przez znanego z MasterChefa Juniora Mateusza Biernata (świetnie wypadł!).

Jednak tym razem nie podoba mi się wątek z Krystyną – mamą Ani – (Danuta Stenka), która nagle zapomniała o swojej rozpaczy za zmarłym mężem i postanowiła przygruchać sobie na super ognisty seks, wystylizowany zgodnie z musicalem „Upiór w operze”, znacznie młodszego taksówkarza Radka Zawadzkiego (Aleksandar Milićević) – to przykre i dramatyczne, że ludzie potrafią tak szybko zapomnieć o utracie bliskiego i zastąpić go kimś innym.

„Planeta Singli 2” to naprawdę udana komedia romantyczna w świątecznej atmosferze, na którą warto pójść dla śmiechu, dla łez, dla fantazji. To coś lekkiego, coś, co w przeciwieństwie do prawdziwego życia i tak musi mieć szczęśliwe zakończenie i dobrze, bo w takich produkcjach o to chodzi.

Niezbyt chcę zwracać uwagę na to, że wątki czasem niezgrabnie się przeplatały albo że przede oczami chamsko przybliżono mi „Princessę”.

Jest czule. Jest romantycznie. Zabawnie. Smutno. Wesoło. Bez żenujących dowcipów. Bez nadmiernego roztkliwiania. Nic się nie dłuży. Ogląda się przyjemnie. We wszystkim zachowano równowagę.

Polecam 😉

A w walentynki „Planeta Singli 3”!

* wszystkie ilustracje pochodzą ze strony: https://www.filmweb.pl/film/Planeta+Singli+2-2018-804915

Zaszufladkowano do kategorii Film | Dodaj komentarz

Wienerstänger – szwedzkie maślane ciasteczka z dżemem

Jak jestem w ciasteczkowych klimatach, to dzisiaj Wienerstänger, czyli szwedzkie ciasteczka z dżemem, które wykonuje się błyskawicznie i z niewielu składników. Ot wystarczy po prostu wrzucić wszystko do miski (autorka sugeruje zmiksować masło z cukrem, a potem dodawać stopniowo resztę, ale ja to pominęłam i jak widać wyszło 🙂 ), szybko zagnieść, potem uformować wałeczki takie jak przy kopytkach, pośrodku zrobić wgłębienie, wypełnić je dżemem (ja zdecydowałam się na wiśniowy, ponieważ akurat taki miałam w domu, ale następnym razem wybrałabym malinowy, bo taki jako pierwszy przyszedł mi na myśl, tyle że nie chciało mi się iść specjalnie po jeden słoik do sklepu xD), po upieczeniu wystudzić i już chłodne pokroić w ukośne kawałki.

Ciasteczka są przepyszne: kruchutkie i maślane 😉

Przepis na Wienerstänger – szwedzkie maślane ciasteczka z dżemem (26 sztuk) (Przepis pochodzi z bloga: http://kuchniaagaty.pl/)

Składniki:

  • 210 g mąki pszennej (tortowej)
  • 80 g cukru
  • 125 g masła
  • 1 jajko
  • 0,5 łyżeczki aromatu waniliowego
  • 0,5 łyżeczki proszku do pieczenia
  • szczypta soli
  • ulubiony dżem

Sposób przygotowania:

Ze wszystkich składników (poza dżemem) zagnieść ciasto, które należy uformować w wałeczki (takie jak do kopytek) o szerokości i wysokości około 2-3 cm.

Wałeczki ułożyć na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia, lekko je spłaszczyć i na środku wykonać wgłębienie, zamykając końcówki ciasta, by uniknąć wypłynięcia dżemu.

Wgłębienie wypełnić dżemem.

*ja upiekłam z podwójnej porcji

Piec około 12 minut, w temperaturze 220°C.

Wyjąć. Wystudzić. Bardzo ostrym nożem pokroić w ukośne kawałki.

Zaszufladkowano do kategorii Ciasteczka, Przepisy, Przepisy | Dodaj komentarz

Dwukolorowe ciasteczka brookies

Jesienią i zimą jakoś chętniej sięga się po ciasteczka, bo tak przyjemnie schrupać w chłodny wieczór coś dobrego do filiżanki parującej kawy albo herbaty 😉

Ja proponuję dzisiaj brookies, czyli dwukolorowe ciasteczka: część jasna jest krucha, maślana i waniliowa, z kolei ciemna trochę przypomina brownie, bo jest bardziej wilgotna i mocno kakaowa.

Ciasteczka nie są pracochłonne, a jak uroczo wyglądają i wspaniale smakują; na przykład w połączeniu z miętowo-cytrynową herbatą 🙂

Przepis na dwukolorowe ciasteczka brookies (25 sztuk) (Przepis pochodzi z bloga: http://ilovebake.pl/)

Składniki:

  • 1 szklanka mąki pszennej (tortowej) + 2 łyżki
  • 115 g miękkiego masła
  • 0,5 szklanki cukru
  • 1 jajko
  • 1 żółtko
  • 1 łyżeczka ekstraktu z wanilii 
  • 1 czubata łyżka gorzkiego kakao
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 1/4 łyżeczki sody
  • szczypta soli

Sposób przygotowania:

Masło zmiksować z cukrem na puch, potem dodać jajko, żółtko oraz wanilię – połączyć. Następnie do mieszanki wsypać szklankę mąki przesianej z solą, proszkiem i sodą – zmiksować. Ciasto podzielić na 2 części: do jednej dodać 2 łyżki mąki, a do drugiej czubatą łyżkę gorzkiego kakao – wymieszać i schłodzić w lodówce przez 1h.

Po upływie wskazanego czasu nabierać małą łyżeczką część jasną i część ciemną i lekko zwilżonymi dłońmi połączyć je i uformować z nich kulkę.

Gotowe ciasteczka poukładać na blaszce wcześniej wyłożonej papierem do pieczenia.

Każdą kuleczkę spłaszczyć na grubość około 0,5-1 cm.

Piec około 10-15 minut, w temperaturze 180°C.

Wyjąć. Wystudzić.

Zaszufladkowano do kategorii Ciasteczka, Przepisy, Przepisy | Otagowano , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

„Jak mam rozumieć siebie, jak ja się nawet nie lubię. Nienawidzę.” – „7 uczuć” w reż. Marka Koterskiego

Kiedy po raz pierwszy obejrzałam „Dzień świra” w reż. Marka Koterskiego (a byłam wtedy jeszcze w szkole podstawowej; pamiętam, że w cenie promocyjnej albo za jakieś punkty – zapewne za paliwo – rodzice kupili wtedy 2 kasety VHS: „Poranek kojota” i właśnie „Dzień świra”) to już wtedy wiedziałam, że ten film zawsze, ZAWSZE będzie plasował się pośród szczególnie przeze mnie cenionych, bo raz, że uderza tam uniwersalna i gorzka prawda o człowieku, dwa, że jest to ukazane w tak absurdalno-groteskowej formie, jak absurdalno-groteskowy potrafi być tylko Los (człowiek też, ale on jednak może zadecydować czy zachowa się jak pajac, a Los po prostu robi swoje w doczesności śmiertelnika i kompletnie nie pyta go ani o pozwolenie, ani o to czy czas, miejsce i sposób, żeby się wydarzyło są odpowiednie), a trzy, że specyficzny język, swoista poetyka wypowiedzi wspaniale oddają te paranoje i chaos, nadmiar w głowie tudzież tworzenie się w danej chwili jakieś myśli.

Do moich ulubionych fragmentów należy dyskusja z „facetem z harmoszką” i z obcą facetką ze sklepu, która wypycha go palcem jak jakieś odarte z godności dziecko i ciamka mu krówką nad uchem, złośliwy zakup „Kobiety” w kiosku, lekcja, gdy złudnie oddaje się „tej jednej, co słucha”, podróż pociągiem, gdzie spotyka skłócone małżeństwo, stado jedzących hamburgery siostrzyczek, „skretyniałą idiotkę” z psem, grubego chłopaczka pałaszującego chipsy z równie grubą matką, która odmawia, a mimo to ciągle bierze ostatniego, „głupią pizdę”, gdaczącą z „tępymi cipami” i zbyt głośno i zbyt szybko grających w karty mężczyzn, do tego należy dodać wszystkie natręctwa Adasia Miauczyńskiego (Marek Kondrat), jak choćby: wciąganie brzucha „na dzień cały”, upuszczanie zużytej prasy w przedpokoju, otwieranie drzwi balkonowych, żeby  to wywietrzyć tytoniowy wczorajszy posmród, napuszczanie gorącej wody do garnka stojącego w zlewie, by wstawić mleko w celu zagrzania, 7 łyków mineralnej niegazowanej (w ogóle podporządkowanie liczbie 7, co znamionuje, że bohater maniakalnie dąży do doskonałości), opłukiwanie twarzy z omiataniem, osobniczy sposób siadania na kanapie, całowanie stópki Jezuska przed wyjściem z domu, no i oczywiście warta przytoczenia w całości „Modlitwa Polaka”:

Gdy wieczorne zgasną zorze, 
Zanim głowę do snu złożę,
Modlitwę moją zanoszę 
Bogu Ojcu i Synowi:
»Dopierdolcie sąsiadowi! 
Dla siebie o nic nie wnoszę, 
Tylko mu dosrajcie proszę.«

Kto ja jestem? Polak mały
Mały, zawistny i podły.
Jaki znak mój? Krwawe gały.
Oto wznoszę swoje modły
Do Boga, Marii i Syna:
»Zniszczcie tego skurwysyna
Mego brata, sąsiada,
Tego wroga, tego gada.«

»Żeby mu okradli garaż,
Żeby go zdradzała stara,
Żeby mu spalili sklep,
Żeby dostał cegłą w łeb,
Żeby mu się córka z czarnym
I w ogóle żeby miał marnie,
Żeby miał AIDS-a i raka.«
Oto modlitwa Polaka.

oraz te fragmenty:

Boję się rano wstać. Boję się dnia. Codziennie. Rano boję się otworzyć oczy ze strachu przed świtem – zupełnie nie wiem, co zrobić z nadchodzącym dniem. No nie mogę. O kurwa. W Imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. Mam niby jakieś obowiązki, a przecież… pustka, jakby zupełnie nie miało znaczenia czy wstanę, czy nie wstanę, czy zrobię coś, czy nie zrobię. Ja pierdolę. Higiena-jedzenie-praca-jedzenie-praca-palenie-proszki-sen. Ja pierdolę. Kurwa.

Co za ponury absurd… Żeby o życiu decydować za młodu, kiedy jest się kretynem?

Nie, no to nie do wiary. Nie, to być nie może. Osiem lat podstawówki i cztery liceum. Potem pięć, bite, studiów, dyplom z wyróżnieniem, dwadzieścia lat praktyki, i oto mi płacą, jak by ktoś dał mi w mordę. Ja pierdolę, kurwa! O, bracia poloniści, siostry polonistki, sto trzydzieścioro było nas na pierwszym roku. Myśleliśmy, że nogi Boga złapaliśmy, że oto nas przyjęto do szkoły poetów. Szkoła poetów, Dżizus, kurwa, ja pierdolę! Przez pięć lat stron tysiące, młodość w bibliotekach. A potem bida, bida i rozczarowanie! A potem beznadzieja i starość pariasa i wszechporażająca nas wszystkich pogarda, władzy od dyktatury, aż po demokrację, która nas, kałamarzy, ma za mniej niż zero. Dlaczego władza każdej maści ma mnie za nic? Czy czerwona, czy biała, jestem dla niej śmieciem, kurwa! Pod każdą władzą czuję się jak kundel! Czemu nie jestem chamem ze sztachetą w ręku? Ktoś by się ze mną liczył gdybym rzucił cegłą! A przecież stanowimy sól ziemi. Tej ziemi! Mimo że nie jesteśmy prymitywną siłą, dyktaturami zawsze wstrząsają poeci! Wtedy nas potrzebują, zrozpaczone masy, które nie widzą dalej niż kawał kiełbasy! Które nie widzą dalej…

Zatem, gdy po latach nadarzyła się okazja, by zgłębić dzieciństwo Adasia (tym razem w rolę wcielił się Michał Koterski i wyszło mu to genialnie) i choć po części uświadomić sobie dlaczego tak się ukształtował (bo przeszłość ma na człowieka znacznie większy wpływ niż mu się wydaje), to bezzwłocznie zarezerwowałam bilety na niedzielny, popołudniowy seans „7 uczuć” w reż. Marka Koterskiego.

I poszliśmy. W niedzielę dość chłodną i ponurą – podobnie jak ten film, jak jego przesłanie.

Bo mimo że to chwilami zabawna, to w gruncie rzeczy bolesna historia, dotycząca nie tylko Adasia, ale również jego kolegów i koleżanek (tym samym dzieciństwa każdego człowieka), która zostaje opowiedziana u pani psycholog (użyczyła głosu Krystyna Czubówna) na zasadzie klatek wspomnieniowych przez już dorosłego, w dalszym ciągu nie potrafiącego poradzić sobie i z samym sobą i z funkcjonowaniem w rzeczywistości, bohatera.

Adaś jest osobnikiem niezdarnym, zagubionym, skrajnie zakompleksionym, sfrustrowanym i zalęknionym; i chyba właśnie dlatego mówi się do niego „Adasiu”, a nie „Adamie” – to dorosły mężczyzna, ale zamknięty w kokonie dziecięcych niepokojów oraz niewyjaśnionych trosk.

To mężczyzna, który nie umie ani rozpoznać, ani przeżywać 7 podstawowych uczuć, jakimi są: strach, smutek, wstyd, zazdrość, złość, wstręt oraz radość, ponieważ nikt z dorosłych go tego nie nauczył, nikt go nie uświadomił i nie podarował mu szansy, kompletnie bagatelizując jego chłopięce odczuwanie, myślenie, dostrzeganie tudzież rozumienie świata.

A przecież dziecięce strapienia nie są mniej ważne od tych, z którymi zmagają się dorośli, są tak samo istotne, tyle że z nich składa się dziecięca codzienność – i trzeba się nad nimi pochylić, trzeba wyjaśnić, by wprowadzić jakiś porządek, ustabilizować, przerobić je i pomóc wymodelować osobowość, pojąć samego siebie i otoczenie, nauczyć się reagować i doświadczać; jakoś ten prywatny świat w tym ogólnym posegregować, by sobie zwyczajnie radzić.

Adaś sobie nie radzi.

Adaś w ogóle nie wie kim jest i co czuje. On trwa w natręctwach, obawach, niejasności i chaosie, ponieważ stłumił go wstyd, izolacja, lekceważenie, szablony, kłamstwa, zawody i inne okrucieństwa. Dorośli (czyli rodzice, nauczyciele, znajomi) nie zważali na słowa i czyny względem jego osoby, okazali totalny brak zainteresowania emocjami, nie pytali i nie słuchali, bo przecież powinien myśleć i doznawać dokładnie tak jak oni w tym momencie, zupełnie ignorując fakt, że ten bagaż trzeba sobie skompletować, a żeby był stateczny oraz poukładany, to potrzeba wsparcia kogoś, kto ma to już za sobą, więc ta znajomość powinna być przydatna.

A jednak nie jest, bo zdaje się, że dorośli zapomnieli, że też byli kiedyś dziećmi, więc patrzą na wszystko ze swojej dorosłej perspektywy, bo czym są młodzieńcze zmartwienia przy ich poważnych udrękach?

No jak się okazuje również poważnymi udrękami, tyle że w świecie dziecka, bo tak się składa, że ono akurat jest dzieckiem, wobec tego ma dylematy odpowiednie dla tego etapu, na którym się znajduje – i ono będzie kiedyś dorosłe i będzie miało dorosłe problemy.

Ale to jakim tym dorosłym będzie zależy w dużej mierze od podejścia dorosłych do niego wtedy, gdy jest jeszcze dzieciakiem.

Kuleje również bezsensowny system szkolnictwa (niekwestionowane realizowanie tego całego programu, wkuwanie i recytowanie słowo w słowo i tym podobne bzdury), brak indywidualnego podejścia i do dziecka i do ucznia, środowisko w jakim dorasta, ciągłe powtarzanie tych samych błędów oraz nieumiejętność wyjścia ponad społeczne, rodzinne, wychowawcze czy właśnie edukacyjne schematy i społeczne postrzeganie.

„7 uczuć” to smutny i dramatyczny film o koszmarach z dzieciństwa, które potem wloką się za dorosłymi przez resztę życia. To uświadomienie jak bardzo trzeba słuchać tego małego, jak współodczuwać, starać się pojąć i wyjaśniać. To także nostalgiczna podróż wstecz, przywołująca wspomnieniowy uśmiech na widok skakania na skakance pomiędzy lekcjami, wpisywania do pamiętników, przygotowywania do szkolnego wystawienia „W pustyni i w puszczy” albo obrzucania dobrze znanymi powiedzonkami i wierszykami.

Znakomitym zabiegiem jest odegranie ról dziecięcych przez dorosłych (i fenomenalnych) aktorów (chociażby pojawia się Katarzyna Figura, Marcin Dorociński, Gabriela Muskała, Tomasz Karolak, Andrzej Chyra i Cezary Pazura), co po pierwsze kojarzy się z ekranizacją „Ferdydurke” Gombrowicza (do niej nawiązuje również upupianie, gęby, swoisty język, klimat groteski, absurdu i przerysowania), a po drugie utwierdza w tym, że masa dorosłych jest nadal spłoszonymi „dorosłymi dziećmi”, które sobie wegetują w obrębie stereotypów i wyuczonych ról.

Trochę zawiodło mnie zakończenie, bo choć jest przygnębiające i tragiczne, to zbyt dosłownie  przez Woźną (Sonia Bohosiewicz) wykrzyczane (za dużo też wulgaryzmów, przez co zamiast przeraźliwego i wzmocnionego stało się po prostu niesmaczne i męczące), a myślę, że niedopowiedzenie dałoby tu miejsce na samodzielne refleksje – zresztą do wniosków wcale nie jest trudno dojść.

To trzeba obejrzeć.

Wszystkie ilustracje pochodzą ze strony: https://www.filmweb.pl/film/7+uczu%C4%87-2018-810503

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii, Film | Dodaj komentarz

Szybkie śmietankowe ciasto ze śliwkami i kruszonką

Na samym początku moje kochane łobuzy: po lewej Klara, a po prawej Ofelia, które z niebywałą namiętnością obrabiają od kilku dni najnowszą zabawkę 😉

A teraz kolej na przepis.

Czasem brakuje czasu albo siły na upieczenie ciasta, ale pozostaje ochota, ewentualnie wizja nadciągających gości – wtedy też trzeba sięgnąć po coś szybkiego i bezproblemowego, jednak zawsze pysznego.

I takie też jest śmietankowe ciasto ze śliwkami oraz kruszonką, które nieodmiennie kojarzy mi się z wiejskim porankiem: wilgotne, mięciutkie, długo utrzymujące świeżość, dość wysokie, gdzie na spód nie zapadają się śliwki (bo jest odpowiednio gęste), ze zrównoważoną dzięki chrupiącej słodyczy kruszonki kwasowością.

Jest jesiennie, smacznie, bez użycia miksera, ekspresowo i bardzo aromatycznie 😉

Przepis na śmietankowe ciasto ze śliwkami i kruszonką (tortownica o średnicy 24 cm lub forma 33 x 23 cm) (Przepis pochodzi z Moich Wypieków)

Składniki:

  • 2,5 szklanki mąki pszennej (tortowej)
  • 3/4 szklanki cukru 
  • 200 g masła
  • 125 ml mleka 3,2%
  • 1 szklanka śmietany 18%
  • 2 jajka
  • 0,5 łyżeczki sody oczyszczonej
  • 2 łyżeczki pasty z wanilii lub ziarenka z 1 laski wanilii (użyłam 2 łyżeczki aromatu)
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia

Kruszonka:

  • 0,5 szklanki mąki pszennej (tortowej)
  • 1/3 szklanki cukru
  • 50 g masła

Dodatkowo:

  • około 10 dużych, świeżych, odpestkowanych śliwek

Sposób przygotowania:

Składniki na kruszonkę zagnieść i umieścić w zamrażarce.

Masło i mleko podgrzać do rozpuszczenia się masła – odstawić.

W misce wymieszać przy użyciu rózgi kuchennej: jajka, śmietanę, cukier i wanilię.

Następnie do powstałej mieszanki dodawać przesianą mąkę z sodą i proszkiem oraz jeszcze ciepłe masło z mlekiem – na zmianę, w 2 lub 3 turach, mieszając rózgą do połączenia.

Ciasto wlać do formy wcześniej wyłożonej papierem do pieczenia, powciskać w nie odpestkowane śliwki (rozcięciami ku górze) i obsypać startą (lub rozkruszoną w rękach) na tarce kruszonką.

Piec około 40 minut (lub trochę dłużej; do suchego patyczka), w temperaturze 180°C.

Wyjąć. Wystudzić.

Przed podaniem można z wierzchu oprószyć cukrem pudrem.

Zaszufladkowano do kategorii Owocowe, Przepisy, Przepisy | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Nienawidzę

Nienawidzę dzisiejszego dnia. Nienawidzę.

Nienawidzę odkąd mam dla kogo „świętować” 🙁

Nie będę.

Zaszufladkowano do kategorii Życie, Życie | Dodaj komentarz

Babeczki Ciasteczkowy Potwór

To chyba jeden z najbardziej uroczych wypieków: babeczki wzorowane na Ciasteczkowym Potworze z Ulicy Sezamkowej, czyli niebieskim, kudłatym żarłoku z ogromnymi, rozbieganymi oczami, który podstępem (czasem nawet siłą) wyjadał wszystkie ciasteczka (ale nie tylko, bo jak już się rozjadł, to zjadał dosłownie wszystko; włącznie z kubkami i talerzami), rozrzucając przy tym okruszki i niemiłosiernie ciamkając.

źródło ilustracji: https://etui-gsm.pl/sklep/etui-3d-samsung/etui-case-guma-3d-pokrowiec-nakladka-jelly-sklep-tanio-na-telefon-smartfon-samsung-galaxy-core-ciasteczkowy-potwor/

Nie ma jednego przepisu na te babeczki, bo tutaj bardziej chodzi o wygląd, zatem ja zdecydowałam się na puszyste, maślane, mocno cytrynowe ciasto, gęsty, aksamitny, zabarwiony na niebiesko krem na bazie serka mascarpone i śmietany 36% (można też zabarwić wiórki kokosowe na niebiesko i przykleić na przykład na „Nutellę” albo wykorzystać krem maślany), a otwór gębowy przed wciśnięciem kruchego ciastka z kawałkami czekolady wypełniłam masłem orzechowym z kawałkami orzechów. Oczy to pokrojone w plasterki pianki i draże kakaowe.

Wypiek ten nie należy do przesłodzonych, bo sam krem choć jest słodki, to w sposób przyjemny, do tego sok z cytryny nadaje lekkiej kwasowości, z kolei masło orzechowe jest słone.

Babeczki pięknie i dowcipnie się prezentują, ale też cudnie pachną i po prostu są smaczne.

Jest z nimi trochę zabawy (jednak bez przesady), no ale… warto 😉

Przepis na babeczki Ciasteczkowy Potwór (12 sztuk) (Ciasto na babeczki pochodzi z Moich Wypieków)

Składniki:

Ciasto cytrynowe:

  • 1,5 szklanki mąki pszennej (tortowej)
  • 115 g miękkiego masła
  • 3/4 szklanki cukru 
  • 2 duże jajka
  • 0,5 szklanki kefiru, maślanki lub kwaśnej śmietany 12%
  • skórka otarta z 2 cytryn
  • 1 łyżka soku z cytryny
  • 1,5 łyżeczki proszku do pieczenia

Niebieski krem śmietankowy:

  • 250 g serka mascarpone
  • 100 ml śmietany 36%
  • 2 łyżki cukru pudru
  • 0,5 łyżeczki aromatu śmietankowego
  • 1 tubka niebieskiego barwnika spożywczego (użyłam Dr. Oetkera 10 g)

Dodatkowo:

  • 12 okrągłych kruchych ciastek z kawałkami czekolady (wykorzystałam te z Milki)
  • 12 łyżeczek masła orzechowego z kawałkami orzechów
  • biała i czarna masa cukrowa/marcepanowa lub pokrojone w plasterki pianki Marshmallow + draże kakaowe (na oczy)

Sposób przygotowania:

Masło utrzeć z cukrem na puch, po czym, cały czas miksując, dodać jajka, następnie skórkę i sok z cytryny – wymieszać.

Do utartej na gładko masy dodawać na zmianę mąkę przesianą z proszkiem i śmietanę, mieszając szpatułką, tylko do połączenia się składników.

Ciastem cytrynowym wypełnić foremki do muffinów do 3/4 wysokości.

Piec około 20-25 minut, w temperaturze 180°C.

Wyjąć. Wystudzić.

Chłodne babeczki naciąć tak, jakby chciało się odciąć ich wierzch, ale nie do końca, tylko trochę więcej niż do połowy: w środku nacięcia posmarować łyżeczką masła orzechowego i wetknąć ciastko. Z wierzchu posmarować lub wycisnąć z worka cukierniczego niebieski krem śmietankowy (zmiksować składniki na gęsto), a na niego przykleić oczy (uformować z masy cukrowej lub marcepanowej albo pianki pokroić w plasterki i nakleić na nie draże).

Przechowywać w lodówce.

Zaszufladkowano do kategorii Babeczki, muffiny, tartaletki | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

„Łatwo przywyknąć do chłodu i mroku. Człowiek znoszący je wystarczająco długo zdoła pogodzić się ze wszystkim” – „Histeryczki” autorstwa Roxane Gay

Cała spowiłam się nocą; nocą chłodną i bezgwiezdną, nocą, w której księżyc skrył się za woalką z mgły. Nie muszę chcieć nic.

Patrzę obłąkańczym wzrokiem na ten krajobraz w mroku pogrążony – szukam wytchnienia, bo w środku jestem zatłoczona.

Nie ma wiatru, więc tylko mój oddech porusza ukruszonymi liśćmi – drżą z zachwytu i przerażenia.

Pachnie niepewnością jutra.

Ludzkie Dusze tak pełne niepokoju.

Ludzkie serca krwawiące.

Ludzkie umysły grzeszne i szalone.

Kobiety, które potrafią więcej.

Kobiety stłumione i upozorowane.

Matki. Kochanki. Żony. Siostry. Córki. Sąsiadki. Artystki. Furiatki. Marzycielki. Zabójczynie. Drapieżnice. Mścicielki.

Spełnione i nie.

Doświadczające.

Wszystkie piękne.

Niedoceniane.

Uwielbiane.

Kochające na zabój i na zabój nienawidzące.

Wrażliwe Mocarki.

Pamiętliwe zawsze.

Przypadkiem natrafiłam na książkę „Histeryczki” autorstwa Roxane Gay, którą przeczytałam w nikłym blasku świecy, aromatyzującej przestrzeń pokoju drzewem i kandyzowanymi skórkami. Czytałam w półmroku, by nie popsuć atmosfery, bo tam ciemność jest nieograniczona: lepka, zimna i zatrważająca. Niewidzialny ból sączy się wszystkimi porami – nieproszony, lecz wtłoczony brutalnie.

Lubię takie przypadki, bowiem ta pozycja aż kipi od emocji: jest odważna, pikantna i frustrująca.

Są tu kobiety poniżane, odrzucane oraz krzywdzone – okaleczone już do końca swoich dni, zdeformowane drugim człowiekiem, jednak odważne.

Porwane, przetrzymywane i wielokrotnie gwałcone przez zwyrodniałą gnidę z ciężarówki pomalowanej w rozgwieżdżone niebo siostry, „biała dziewczyna z czarnym tyłkiem” zhańbiona przez Williama Livingstona III oraz dziewczyna zbiorowo zgwałcona w sekretnej leśnej kryjówce przez własnego chłopaka i stado jego dyszących, śmierdzących kwaśno i metalicznie kolegów. Przerzucana od jednego do drugiego bliźniaka mężatka, która z przyjemnością zanurza się w kłamstwie, bo mąż jest agresywny, a brat dotyka ją z jakąś zgnębioną łagodnością. Marcy wtłoczona w próżność, kult bogactwa i szczupłości. Porzucana przez każdego Bianca i seksualnie wykorzystywana gruba oraz brzydka Milly. Pierworodna ciągnięta przez ojca pod pozorem łowienia ryb do przyczepy kochanki i te, które miały tatków pijaków. Romansująca z księdzem Rebeka. Mąż sugerujący związek otwarty, zdradzana, bo krucha, osobliwa i widząca więcej połowica, przed którą nazbyt trzeba się wysilać oraz wzajemnie zdradzające się małżeństwo. Matki, które straciły dzieci, co to chodzą po pięknych oraz pustych domach i na nowo uczą się oddychać i córki przez te matki znieważane.

Najbardziej porusza udawanie i niezrozumienie – wydumana siła i społeczna nonszalancja, ale ta siła choć fasadowa, to z zewnątrz szpachluje, zatem nie pozwala upaść, lecz pcha do przodu z podniesioną głową, mimo że w głębi broczy w rozpaczy.

Po tym co przeszyły nie ugną się nigdy, choćby ktoś błagał o litość i przebaczenie.

Zawsze będą potrafiły wyliczyć wszystkie urazy, bo nienawidzą swoich oprawców, a przez nich nierzadko samych siebie.

To trudna i szczera książka.

Jest to zbiór 21 opowiadań, liczących w sumie 262 strony (Wydawnictwo Poradnia K.), a prezentują się one następująco:

Pójdę za tobą 

Siostra była moją jedyną ostoją, cała reszta straciła sens.

Moje ciało stało się niczym (…) stanęłam w kącie – chciałam zawinąć nas w ściany.

Zamknął nasz świat w kilku ślepych pokojach tego domu, w całości wypełnionym nim samym.

Woda, cały jej ciężar 

Nie mógł znieść wilgotnej zgnilizny, którą za sobą ciągnęła. To było za wiele, to nieustanne kapanie, ten wszechobecny rozkład.

Znamię Kaina 

Będąc razem i przeżywając coś wspólnie, są najcudowniejsi. Liczba dwa daje im poczucie bezpieczeństwa.

Histeryczki 

Kiedy usiadła przy kuchennym stole i zaczęła się przypatrywać, jak matka dezynfekuje ranę alkoholem, niczego nie pragnęła bardziej, niż ją rozdrapać i sprawdzić, ile potrafi sobie zadać bólu.

Są miejsca dla ludzi, którzy mają sekrety. A ona ma sekrety. Tyle sekretów, że czasem grozi jej, że się nimi zadławi. Chadza do miejsc dla ludzi z sekretami i czeka.

Jest coś takiego w ciałach wystawionych na wieczny spoczynek: szeroko otwarte oczy, posiniałe wargi, sztywne kończyny, chłodna skóra. Można powiedzieć, że wreszcie zaznały spokoju.

Floryda 

W Naples wszystkie kobiety wyglądały tak samo: szczupłe, opalone, z twarzami wystruganymi przez jednego chirurga i zapadniętymi od bezlitosnej głodówki. Na dość pełną sylwetkę Marcy gapiły się z obrzydzeniem lub zazdrością, a może czymś pośrednim. Wieczorami Marcy zamartwiała się swoją pupą i udami, a mąż powtarzał nieodmiennie: Skarbie, jesteś idealna. Wtedy czerwieniała z złości, bo robił to tak odruchowo, że wręcz obraźliwie.

Uśmiechała się uprzejmie, bo rozumiała tych ludzi i mechanizm, który pozwalał im istnieć tylko wobec innych.

La Negra Blanca 

(…) więc tylko wyciągnie rękę i pokona dzielący ich dystans. Z nadzieją, że to wystarczy.

Dziecinna rączka 

Uśmiecham się i proszę, żeby nienawidził mnie mocniej. Robi to, aż spomiędzy ud rozpływa mi się przyjemna obolałość, a głową uderzam o zagłówek. Teraz jestem.

Północ 

Mam słabość do uroczych facetów, którzy powracają w błyskotliwym stylu.

Irytacja ma gorzki smak.

Niszczenie ma ogromny urok.

Jak 

Mieszka na północy, gdzie gwiazdy mają sens.

Miały ten moment dobrze przećwiczony, lecz gdy nadszedł, uświadomiły sobie, że po tych wszystkich latach i wszystkich niegodziwościach nie zostało już nic do powiedzenia.

Siedzieli nieporuszeni, na wstrzymanym oddechu, wpatrzeni wprost przed siebie.

Requiem dla kryształowego serca 

Ten, który rzuca kamieniem, człowiek dobry, choć niedoskonały i skłonny sobie pofolgować, poznał swoją żonę na plaży, po burzy z piorunami, która rozpętała się tej nocy, gdy niebo oparło się ciemnościom, choć wciąż świeciły na nim gwiazdy. W pierwszej chwili dostrzegł tylko nieznaczną bruzdę, jaką wyżłobiło w piasku jej ciało. Podszedł bliżej, bardzo ostrożnie – i wtedy ją ujrzał: ciało skąpane w świetle księżyca, jasno błyszczące oczy. Zakochał się z miejsca, niezdolny uwierzyć w to, co przed nim leżało. Jej piękno, tak zagadkowe i hipnotyzujące, przebiło mu się przez skórę, przesączyło do krwi i ciasno oplotło wokół serca.

Nie myślał, jak to będzie: kochać kryształową kobietę.

W przypadku śmierci mojego ojca 

Nie kochał chyba nawet mnie, ale uwielbiał nas unieszczęśliwiać i dręczyć swoją obecnością.

Dotknąć dna 

Cieszył mnie ten poranny rytm i poczucie, że jestem do czegoś przydatna.

Nie mogłam wytrzymać w domu, w którym nie było powietrza.

Zły ksiądz 

Decyzja o wstąpieniu do seminarium i przyjęciu święceń kapłańskich nikogo nie zaskoczyła bardziej niż samego Michaela Patricka Minty’ego. Przekonywał sam siebie, że to proste życie: nie trzeba za dużo myśleć i nie trzeba zabezpieczać niczyjego bytu. Nie żeby Mickey Minty nie był w stanie wziąć za nic odpowiedzialności, jednak biorąc pod uwagę oczekiwania matki, brakowało mu siły na więcej. Miał swoich parafian, ale koniec końców zawsze mógł się zamknąć na plebanii, nie musząc troszczyć się o nikogo poza sobą. Było to jakąś pociechą i pozwalało lepiej znosić rygory kapłaństwa. Mickey Minty nie lubił słuchać. Ludzkie głosy, wysokie i rozhisteryzowane, lub przeciwnie, niskie i bojaźliwe, czy w ogóle jakiekolwiek głosy, drażniły go i przyprawiały o mdłości. Niekiedy wysłuchiwał tylu słów opisujących z detalami tyle grzechów, żalów, nadziei, pragnień i potrzeb, że gorące fontanny kwasu aż paliły go w gardle, gdy skryty w konfesjonale wiercił się nieswojo w trakcie szczególnie długiej litanii ludzkich ułomności. Obowiązek troskliwego niesienia pociechy i odpuszczania win –  to było zwyczajnie za wiele. Jeszcze gorsze było to pełne wiary wyczekiwanie jego odpowiedzi, pilne nadstawianie ucha i gorliwe odprawianie zadanej pokuty. Nie znosił tej ich wiary. Wiary, że pokaże im drogę, i wiary, że o ich wiarę będzie walczył. Wiary, że to wszystko ma sens, i wiary, że jest coś większego od nich samych. Mickey Minty sam miał tej wiary na lekarstwo, więc swoich parafian zwyczajnie okłamywał, i to tak brawurowo, że chociaż był niewierzący, obawiał się o swoją duszę śmiertelnie.

Jestem złym człowiekiem.

Związek otwarty 

Dyskutujemy właśnie zażarcie, czy jogurt może się przeterminować, kiedy mąż proponuje, żebyśmy zostali razem, ale spotykali się z innymi. Twierdzi, że ciekawi go pomysł związku otwartego.

Uprzejmie odmawiam i powtarzam, że nie jestem skłonna otwierać swojej połowy małżeństwa.

Poklepanie 

Kiedy zaczynałam pierwszą klasę, mama odprowadziła mnie na rozpoczęcie roku szkolnego. Stanęłyśmy u podnóża wielkich ceglanych schodów wiodących do szkoły, kiedy ujęła mnie za rękę.– Niech no na ciebie popatrzę. – Po czym pośliniła kciuk i przygładziła mi nim brwi. Poprawiła mi rąbek sweterka. Kazała stać nieruchomo. Poczułam zapach jej perfum i nabrałam nadziei, że zostanie ze mną przez cały dzień. I wtedy powiedziała: –Zakoleguj się z najbrzydszymi dziećmi z klasy. Z tymi najbardziej samotnymi, zdanymi tylko na siebie. Nie znajdziesz lepszych przyjaciół, a przy okazji podniesiesz sobie samoocenę. Po czym poklepała mnie po głowie i popchnęła na przód.

Atuty 

Milly jest gruba i brzydka, ale nieźle obciąga, więc rzadko nie ma z kim pójść do łóżka, co nie znaczy, że nie jest samotna. Ma ładną buzię, ale to bez znaczenia, bo jest gruba.

Ledwie pamiętała, co to za uczucie: naprawdę pragnąć mężczyzny.

Nic nie czuła, ale perfekcyjnie wzbudzała w facetach przekonanie, że jest inaczej. Czasami prawie sama w to wierzyła.

Wie, jak trudno zmienić świat. Kiedyś spróbowała, ale zdążyła zmądrzeć.

Gęstość kości 

Potrzebuję tych chwil, by pamiętać, za co go kocham, nawet gdy go nienawidzę.

Jestem nożem 

Wiara mojego męża jest krucha. Moja mnie opuściła.

Ofiara ciemności 

To było mroczne i obrzydliwe: obserwować chciwość w przebraniu dobroci.

Obsesja trwa tak długo, jak długo ma się czym karmić.

Gdy ktoś zostanie zainfekowany jakąś szaloną myślą, niewiele można zrobić, by go od niej uwolnić.

Słowa nie napełniają wiarą niewiernych.

Zbrataliśmy się z zimnem i ciemnością, właśnie tak. Nauczyliśmy się kochać inne światło: nocne, bladoniebieskie. W księżycowym blasku świat wydawał się czystszy. Oswojenie z jego mroczną erą było jedynym sposobem na odnalezienie szczęścia. Tym, czego pragnęliśmy jeszcze mocniej niż słońca, była odrobina pokoju, który dałoby się nieść w sercach i rękach.

Rzeczy szlachetne 

Duma robi zabawne rzeczy z czasem. A głupia duma jest jeszcze gorsza.

Cudzy bogowie 

Jesteś radością mojego życia. Jestem jednym wielkim chaosem, ale będę radością twojego (…) Potrafisz mnie przejrzeć dotykiem, przedrzeć się przez brzydotę, którą noszę pod skórą, sprawiasz, że czuję, nie pozwalasz się rozpaść, umieszczasz moją skórę z powrotem na właściwym miejscu.

* w naczyniu dynia zapiekana pod owsianą kruszonką

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii, Literatura, Literatura | Dodaj komentarz

Halloweenowe babeczki z nietoperzami

Zbliża się bardzo sympatyczny, bo pełen wampirów, kościotrupów, Frankensteinów, nawiedzonych piratów, wiedźm i duchów dzień, czyli Halloweeen!

Z tej okazji postanowiłam upiec babeczki zwieńczone uroczymi małymi krwiopijcami 😉

Ciasto babeczkowe wykonane z dodatkiem „Coca-Coli” jest delikatne, wilgotne oraz mięciutkie, krem waniliowo-ciasteczkowy gęsty i aksamitny – i tę część robi się bardzo szybko, dopiero przy nietoperkach jest więcej pracy, ale to dobry egzamin z cierpliwości ;p

Nietoperze można zrobić z ciastek „Oreo”, ale można też wykorzystać tańsze, dostępne w LIDLU, „Neo”. Oczy niby mają być z „mini Oreo” lub „mini Hitów Black&White”, ale po odwiedzeniu 5 sklepów i nie znalezieniu ani jednych, ani drugich zdecydowałam się zastąpić je marcepanowymi kartofelkami, które przekroiłam na pół. Źrenice miały być bardziej płaskie i okrągłe, jednak prawdopodobieństwo 24 sztuk brązowych „M&m’sów” w paczce jest nikłe, więc użyłam arachidów w czekoladzie. A kły są z kolei powycinane z pianek „Marshmallows” – grunt to poruszyć fantazję i się nie poddawać xD

Wbrew pozorom babeczki wcale nie należą do szczególnie słodkich wypieków.

Uwaga: lepiej zaopatrzyć się w większą ilość ciastek, bo lubią się złośliwie kruszyć!

No ale efekt cieszy oczy i podniebienia 😉

Inne halloweenowe propozycje:

  1. Upiorne ciasteczka, czyli Paluchy Wiedźmy
  2. Tort piernikowy z kremem dyniowym i wizerunkiem kota
  3. Cynamonowe pierożki z dyniowym puree
  4. Pełnoziarniste muffinki dyniowo-orzechowe z cynamonowym lukrem
  5. Torcik dyniowo-pomarańczowy z kremem orzechowym, białą czekoladą i orzechami pekan

Nim podam przepis – miłość!

Przepis na Halloweenowe babeczki z nietoperzami (12 sztuk) (Przepis pochodzi z Moich Wypieków)

Składniki:

Ciasto:

  • 200 g mąki pszennej (tortowej)
  • 4 łyżki gorzkiego kakao
  • 160 g cukru trzcinowego
  • 150 ml napoju „Coca – Cola”
  • 100 ml oleju słonecznikowego
  • 2 jajka
  • 2 łyżeczki ekstraktu z wanilii
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia

Krem waniliowo-ciasteczkowy:

  • 300 ml śmietany 36%
  • 125 g serka mascarpone
  • 2 łyżki cukru pudru
  • 2 łyżeczki ekstraktu z wanilii 
  • 50 g ciasteczkowych okruszków (bez nadzienia) z „Oreo” lub „Neo” (dostępne w LIDLU)

Nietoperze:

  • 12 dużych ciastek typu „Oreo”, „Neo”
  • 12 ciastek „mini Oreo” lub „mini Hit Black&White” na oczy (użyłam kartofelków marcepanowych) + 3-4 sztuki na uszy
  • brązowe M&m’s/draże czekoladowe na źrenice (użyłam arachidów w czekoladzie)
  • pianki „Marshmallows” na kły

Sposób przygotowania:

W jednym naczyniu wymieszać suche składniki: mąkę pszenną, proszek do pieczenia, gorzkie kakao oraz cukier, a w drugim mokre, czyli roztrzepane jajka, colę, olej i ekstrakt z wanilii – zawartość obu naczyń połączyć i wymieszać do połączenia się składników.

Ciastem wypełnić papilotki do 3/4 wysokości.

Piec około 25 minut, w temperaturze 175°C.

Wyjąć. Wystudzić.

W tym czasie przygotować krem waniliowo-ciasteczkowy (śmietanę, mascarpone, cukier puder i ekstrakt z wanilii zmiksować na gęsto, a potem delikatnie wmieszać bardzo drobne ciasteczkowe okruszki) i nietoperze:

duże ciastka „Oreo”/”Neo” podzielić na pół (ja delikatnie podważałam małym nożykiem, ale można też nitką) i do tej części z kremem przykleić podzielone na pół suche ciastko (można przykleić lukrem królewskim, roztopionymi w mikrofali piankami, kremem czekoladowym, itd.) – to będą skrzydła. Następnie z małych ciastek pozbawionych kremu powycinać trójkąciki i przykleić jako uszy:

Nietoperze obrócić i z przodu przykleić te części małych ciastek z kremem, a na ich środku M&m’s/draże czekoladowe/orzechy w czekoladzie – to będą oczy (ja przekroiłam kartofelki marcepanowe na pół i wcisnęłam arachidy w czekoladzie).

Z białej części pianek powycinać maleńkie trójkąciki i przykleić poniżej oczu jako kły.

Wystudzone babeczki ozdobić z wierzchu kremem waniliowo-ciasteczkowym, do którego należy wbić nietoperze.

Przechowywać w lodówce.

Zaszufladkowano do kategorii Babeczki, muffiny, tartaletki, Przepisy, Przepisy | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Babeczki dyniowe z pomarańczową glazurą

Jeszcze jeden pomysł na wykorzystanie ciasta dyniowego, z którego upiekłam TEN torcik – tym razem w mniejszej i skromniejszej, ale nie mniej pysznej wersji: mięciutkie, wilgotne babeczki oblane błyszczącą glazurą pomarańczową.

W trakcie ich pieczenia pięknie pachnie dynią, a połączenie dyni i pomarańczy jest równie wspaniałe jak czekolady z wiśniami lub bezy z malinami 😉

Takie akurat do filiżanki herbaty, na podwieczorek.

Przepis na babeczki dyniowe z pomarańczową glazurą (12 sztuk) (Przepis pochodzi z Moich Wypieków od Pani Doroty; zmieniłam smak glazury)

Składniki:

Ciasto:

  • 3 szklanki mąki pszennej (tortowej)
  • 1 szklanka cukru
  • 1 szklanka puree z dyni
  • 4 jajka
  • 230 g masła (roztopionego i wystudzonego)
  • 1 szklanka śmietany 18% 
  • szczypta soli
  • 2 łyżeczki sody oczyszczonej
  • 1 płaska łyżka cynamonu
  • 2 łyżeczki aromatu pomarańczowego

Glazura pomarańczowa:

  • 2 łyżki gęstej konfitury pomarańczowej
  • 1 szklanka cukru pudru 
  • 1 łyżka mleka
  • 2 łyżki masła
  • 1/4 łyżeczki cynamonu
  • 0,5 łyżeczki ekstraktu z wanilii

Sposób przygotowania:

Składniki suche przesiać, połączyć i odstawić.

W drugiej misce połączyć puree z dyni, jajka, śmietanę, aromat pomarańczowy i masło.

Suche składniki wsypać do mokrych – wymieszać ręcznie, przy użyciu rózgi kuchennej, aż masa stanie się jednolita.

Ciastem dyniowym wypełnić foremki na babeczki.

Piec około 30-35 minut, w temperaturze 180°C.

Wyjąć. Wystudzić.

W tym czasie przygotować glazurę pomarańczową: wszystkie składniki umieścić w niedużym garnku i, od czasu do czasu mieszając, zagotować do połączenia i uzyskania dość gęstej, jednolitej konsystencji.

Wystudzone babeczki oblać z wierzchu glazurą pomarańczową.

Zaszufladkowano do kategorii Babeczki, muffiny, tartaletki, Przepisy, Przepisy | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz