„Przeszłość jest moim cieniem, zawsze obecnym, zawsze przy mnie” – „I niech zginę” autorstwa Sarah Pinborough

Tańczę taniec poruszanych wiatrem liści – pełen nieoczywistości i obłędu.

Sekrety noszę w sobie.

Tęsknię do księżyca, a niebu pozwalam zatopić mnie w nocnej czerni.

Żyję zmysłami i roztrząsam drobiazgowo.

Pamiętam zawsze.

 

Przeczytałam kolejną po „13 minutach” książkę autorstwa Sarah Pinborough, czyli „I niech zginę”, którą udało mi się dorwać w promocyjnej cenie w „Biedronce”, ale ponoć żadna z nich nie jest tak dobra jak „Co kryją jej oczy” o czym kiedyś sama będę musiała się przekonać – tymczasem ta prezentuje się naprawdę przyzwoicie 😉

 

Lisa prowadzi dość nudne i monotonne życie: od 10 lat pracuje w tym samym biurze, gdzie utrzymuje dobre relacje z szefową Penny, samotnie wychowuje 16-letnią córkę Avę, nie widuje z nikim innym poza przyjaciółką Marylin, stara się odpierać zaloty Simona Manninga i nie przejmować fałszywą Julią, która całkiem niedawno dołączyła do zespołu.

Jednak zaczyna dręczyć ją niepokój, którego początkowo nie potrafi wyjaśnić, ale gdy ktoś podstawia jej maskotkę Piotrusia królika, w radiu dedykuje piosenkę Frankie Vein „Odjedź kochanie” i tłucze szybkę ze zdjęciem już wie, że upomina się o nią przeszłość –przerażająca przeszłość.

Odtąd staje się czujna i zalękniona, przez co wzmaga kontrolę nad dorastającą córką, której taki nadzór zwyczajnie nie odpowiada, bo pragnie być sławna i lubiana, bezstresowo trenować pływanie, spędzać czas z Angelą, Jodie oraz Lizzie, z którymi tworzy grupę MojeSucze, przeżyć swój pierwszy raz z Courtney’em, a przede wszystkim poznać tajemniczego rozmówcę z Facebooka – niestety jej  życie obraca się o 360°, kiedy w trakcie corocznego festiwalu nad rzeką ratuje tonącego chłopca, bo okazuje się, że nikt nie jest tym za kogo się podawał: nawet ona sama.

Koszmar z Dziewczynką B w roli głównej powraca.

A przysięga z ręką na sercu i niech zginę pobrzmiewa w uszach niczym najgorsza klątwa.

 

Tutaj chodzi o to, by zorientować się kto tak naprawdę jest kim, bo każdy kłamie bez mrugnięcia okiem.

 

„I niech zginę” to thriller o kobietach i ich mrocznych sekretach, który czyta się szybko, lekko i przyjemnie (książka liczy 383 strony – Wydawnictwo Prószyński i S-ka), bo raz, że język jest bardzo przystępny, dwa, że fabuła nie należy do tych skomplikowanych, jakoś szczególnie trzymających w napięciu i uruchamiających w mózgu wszystkie możliwe trybiki: raczej łatwo się domyślić w jakim kierunku biegnie ta historia, choć w kwestii zakończenia autorka trochę zahaczyła o nierealne światy.

Dużo zwrotów akcji.

Przeplatanie przeszłości z teraźniejszością.

Perfekcyjnie wykreowane postaci.

Wydarzenia opowiedziane z perspektywy 3 bohaterek: Lisy, Avy oraz Marylin.

Cała masa emocji, oszustw, traum, niedomówień i psychologicznych rozgrywek.

Strach zawsze czai się w pobliżu.

W każdej grupie kobiet zawsze jest jedna, na którą trzeba uważać.

Plotki szybko się roznoszą. Jak ogień przeskakują z jednej osoby na drugą.

Tajemnice mogą być fajne.

Ukrywanie uczuć jest wyczerpujące.

Łatwo można zapomnieć człowieka.

Uroda otwiera wiele drzwi, chociaż to tylko łut szczęścia albo efekt wielu starań. Nikt nie powinien naprawdę ufać urodzie. Nie dla niej samej.

Życie to szereg umów.

Doświadczenie uczy, co znaczą różne rodzaje bólu.

Ludzie chcą wyznawać sobie różne grzechy, ale niektóre trzeba dźwigać samemu.

To najlepsza cecha hoteli. Zawsze ktoś śpi. Nigdy nie jesteś zupełnie sam, a wokół panuje kojąca kliniczna czystość i bezosobowość.

Jak łatwo jest się stać kimś innym.

Zdaje się, że na świecie jest wiele odmian szaleństwa.

Kłamstwa o wiele trudniej wbić sobie do głowy niż prawdę.

Zawsze musi dojść do rachunku krzywd.

Czy jesteśmy tylko kalkomanią dorosłości, naklejoną na nasze dzieciństwo?

Starzejemy się, ale nie dorastamy. Nie zmieniamy się naprawdę.

Niecierpliwość to wróg sukcesu.

Wszyscy wierzą w życiorysy, jakby mówiły prawdę o człowieku, choć czasem są tylko dekoracją.

Przeszłość jest zawsze z nami, jak cienie, od których nie możemy się uwolnić.

Widzimy to, co chcemy widzieć. Wierzymy w to, co mamy przed oczami.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Literatura, Literatura i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *