Cmentarny szyk mody

Uroczystości Wszystkich Świętych oraz Dzień Zaduszny zostały wprowadzone do liturgii kościoła powszechnego w średniowieczu. Dzień 1 listopada poświęcano zmarłym zbawionym, natomiast 2 listopada tym, których dusze mogą zostać ocalone dzięki ofiarom i modlitwom. Ogień zostawiany na grobach oczyszcza, ogrzewa, daje bezpieczeństwo, nadto jest wyrazem pamięci o bliskich, ale też nieznanych i opuszczonych. Dawniej wierzono, iż dusze zmarłych przebywają w tych dniach wśród żywych – z tego powodu pozostawiano otwarte furtki, drzwi. A ponieważ sądzono, że przybędą one głodne i spragnione dzień wcześniej przyrządzano pierogi, chleby, gotowano bób, kaszę, kutię, stawiając przy nich wódkę. Obok lokowano mydło, wodę, dodatkowo wieszano ręcznik, by mogły się obmyć. Tego dnia żebrak modlący się przed kościołem był szczególnie hojnie obdarowywany, bowiem pokładano ufność, że albo jest on zastępcą zmarłych, albo osoba zmarła wcieliła się w jego postać. W niektórych regionach Polski ludzie do dziś wierzą, że w Noc Zaduszkową, o północy, dusze zbawione zbierają się w kościele, gdzie zmarli: ksiądz, organista, kościelny odprawiają dla nich mszę – trzeba mieć na uwadze, że przekraczając wtedy próg kościoła można narazić się na śmierć.

Współcześnie ludzie w dalszym ciągu gromadzą się przy grobach bliskich, zapalają znicze i odmawiają modlitwę – tradycja więc trwa dzielnie w zakamarkach społecznej pamięci, co pozwala jej z roku na rok praktykować wcześniej wymyślone. W tym celu pokonuje się masę kilometrów, które czasem okazują się  być zgubne – a w zasadzie nie ONE, lecz PRĘDKOŚĆ, z jaką pragnie się je przemierzyć – pośpiech złym doradcą. Drodzy Państwo, nie chodzi o to, by szybko a o to by w ogóle, bo szkoda, udając się w ciszy celebrować święto zmarłych, uczynić je swoim własnym, z tak błahej przyczyny. Naprawdę cudownie, że się pamięta, że się wspomina, zanosi modły, ale… niestety dostrzegłam wielce niepokojące zjawisko, które określę mianem cmentarnej mody na targowisku plotki.

Stuk, puk, stuk, puk, puk, stuk – idą wylakierowane nowością buty w towarzystwie buduarowego płaszcza. Nieopodal intensywną woń perfum rozpyla militarna dwurzędówka, kąśliwie zerkająca na mijające ją zwierzęce motywy i futrzany kołnierz. Ciemne okulary chronią przed jesiennymi promieniami, zaś sztywno uformowany kapelusz dumnie spoczywa na równie sztywnym koku. Rzut okiem w prawo, rzut w lewo iii… jest! Znienawidzona koleżanka z podstawówki; los nie obszedł się z nią równie łaskawie. Ale zaraz, zaraz, bo w pobliżu stoi ta wiecznie chichocząca damulka i teraz jakby nie jest jej do śmiechu – spokojnie, poratuje sąsiadka z lat szaleńczej młodości – damulka to wdowa, z czwórką dzieci, chłop się zapił, pieniędzy nie ma – co zrobić. Przy okazji podszepnie, że szesnastoletnia córka Heli w ciąży, że Franek z drugiej ławki w więzieniu, Zocha starą panną, Krzysiek ma kochankę a Alfred nogę stracił – taka dola. Ta gruba, ta siwa, tamta jejmość odsztachnięta według aktualnych trendów, ta z kolei przygarbiona, ten dziad, tamten śmierdzi, ci zamożni, dzieci się kształcą, śluby pobrały. Na bogato. Szmery rozbrzmiewają, msza toczy się własnym rytmem, plotka plotkę goni, bo przecież całe wieki się nie widzieli, tyle się zmieniło, klękają-klękamy, trąby zagłuszają koniec zdania, powtórz-powtarzam, mając już na myśli coś innego do powiedzenia. Drzewa szumią, z pikowanych kurtek drobne pyłki zdejmują skórzane rękawiczki, śmiech przytłumiony, bo tego, co przed chwilą usłyszałeś byś się nie spodziewał. Znak pokoju. Wzrok wodzi po złotych napisach; kto umarł, kiedy, dlaczego – obróć się a poinformują, oznajmią z kim spokrewniony, subtelnie wskazując na członków rodziny i przyjaciół. Dzieci przestawiają znicze, niemiłosiernie się kłócąc, bo dana konfiguracja nie jest efektem kompromisu – paluszek bawi się woskiem, zapałka odpala zapałkę. Bukszpan wiecznie zielony, niebieskie barwinki, chryzantemy i astry wdzięczą się w wazonach, bluszcz pospolity wspina się po płycie. W ciągu roku nikt nie ma czasu przyjść i przygotować, dzień wcześniej – każdy. Błogosławieństwo wśród pogłosek. Przed bramą rozwija się handel; znicze, kwiaty dla zapominalskich, oferta najmłodszych to obwarzanki, cukierki i balony.

Ci milczący z pokorą rozpamiętują, ocierając ukradkiem szczerą łzę utraty. Nie trzeba im mody, sensacji – wystarczy funeralna fotografia i pamięć.

Niech więc dzień Wszystkich Świętych nie będzie dniem Wszystkich Wystrojonych, bo święci zapewne jeszcze WSZYSCY nie są. Lepiej więc pomodlić się o ich dusz zbawienie niż rozglądać się kto komu zawinił, jak mu się żyje i czy ma ładniejszą garsonkę.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii, Życie i oznaczony tagami , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *