Zakazy, nakazy są źródłem ekstazy

Nigdy nie lubiłam, gdy mi kazano, jakkolwiek. Podobnie było, gdy mi zakazywano. Bo jakim prawem kazać mi lub zakazać w moim samodzielnym życiu? Pytałam siebie wielokrotnie. No jakim prawem? Ano PRAWEM LEPSZOŚCI, czyli: „tak będzie dla ciebie lepiej” – a skąd wiesz rodzicu, sąsiedzie, nauczycielu, koleżanko, obca kobieto, że będzie? A skąd wiesz, co ja uważam za lepsze od gorszego? Właściwie to nie masz pojęcia co mi się tam w umyśle kotłuje, o czym świadomie marzę, o czym nocami śnię, czego pragnę spróbować, jak to postrzegam, jak zareaguję, co mi to przyniesie, czego mnie nauczy. Nawet ja sama nie wiem, więc z jakiej racji ty? Że niby doświadczenie? Dobre sobie, każda sytuacja odrębna. A jak będzie korzystnie to co wtedy? Przyznasz, że nie miałeś racji? I co z tego wyniknie, że mogłam, a jednak się nie podjęłam? Strata dla mnie, ty umywasz rączki. Bo jak źle, to osobiście wyciągnę wnioski i w podobnej sytuacji postąpię inaczej. Tak oto, w ogromnym skrócie, wyglądały moje dziecięce rozważania.

I czujnie obserwując rzeczywistość, społeczeństwo, reakcje robiłam tak, jak w moim mniemaniu było słusznie. Intuicja była mi mapą, niezależność sterem. Bo… Muszę? Nic nie muszę. Nie wolno? Wszystko mi wolno, jeśli uznam to za sensowne, bo zrozum, że słucham co do mnie mówisz człowieku, jak opowiadasz mi o świecie, gdyż więcej widziałeś, poznałeś – ja to wiem, i ta treść jest do przemyślenia, natomiast sposób jej przekazania zupełnie beznadziejny. Mów tak, by rozwijać wyobraźnię, by pouczać rozsądnie, zarazem z delikatną stanowczością, mądrością płynącą z praktyki. Nie wchodź. Nie rób. Nie krzycz. Nie pij. Nie pal. Nie idź. Nie skacz. Tu dygnij. Tam nie. Tego obdarz sympatią. Tamtą znienawidź. Uśmiechnij się. Nie zerkaj. Zasłoń usta. Dłuższa spódnica. Grubsze rajstopy. Nie farbuj włosów. Nie spaceruj nocą. Siedź tak a nie inaczej. Myśl w taki a taki sposób. Tak nie wypada a tak już wypada. Nie szalej. Na wakacje tylko z rodzicami. Studiuj to. Pracuj tam. Nie garb się. Nie wychodź przed szereg. Za nim też nie podążaj. Nie pociągaj nosem. To ma cię śmieszyć. Tu milcz. Bądź mi dumą (czyli rób jak żądam). A najlepiej postępuj tak, jak ja (to irytuje mnie niesamowicie plus: powiedz tak… Nie powiem. Powiem tak, jak będę chciała). To tylko puste hasła, które odpowiednio nieuzasadnione:

1. rozpłyną się w eterze, zostaną zapomniane, zlekceważone

2. izolując od realnej makabryczności, ukształtują rzekomą łagodność otoczenia, tym samym wszczepią naiwność, a naiwni prędzej zatapiają się w bagnie

3. uczynią człowieka niepewnym siebie, posłusznym, elastycznym

a chyba najgorsze z tego wszystkiego to:

4. staną się bodźcem zachęcającym, impulsem buntu, często prowadzącym do celowego popełniana potwornych błędów, bo…

5. sprawią, że spuszczony z łańcucha w przyszłości będzie tak wygłodniały niemożnością, że zrobi wszystko co nieprzyzwoite naraz – znam takich wielu.

Bo w życiu chodzi o to, by rozmawiać, a w tej rozmowie uwzględnić, że każdy jest jednostkowy. Nie można zakazywać, rozkazywać, lecz tłumaczyć, wysłuchać, w końcu zrozumieć, że coś, co cieszy ciebie niekoniecznie raduje jego. Złego smakuje się chętnie, bo nęci, bo bywa atrakcyjne, ale można z niego zrezygnować, gdyż nie jest egzystencjalną koniecznością. Człowiek ma wolną wolę, i otrzymując ofertę świata: wyboru powinien dokonać niezależnie, bo w całym szeregu sytuacji znajdzie się sam i kto mu wtedy podpowie? Mądrości się uczy, a pewne prawdy, rady należy przekazać konstruktywnie: to jest ten fundament. Czasem imitowaną tęsknotą, by było lepiej, doprowadza się do gorszego. Tych „lepiej” jest wiele, niekoniecznie twoje. A jeśli sądzisz, że wyłącznie ono jest poprawne to popełniasz błąd, przed którym przecież tak bardzo chcesz ustrzec bliskiego.

A co o tym myślał Jan Sztaudynger?;)

Na tym polega mój pech,
Że cnota mi śmierdzi, a pachnie grzech.

(„Mój pech”)

Cnota z okazją razem noc przespały,
Cnoty nie było, kiedy rano wstały.

(„Nocleg”)

Śliska jest droga cnoty,
Chodzić nią nie mam ochoty.

(„Droga cnoty”)

Gdyś się z jej cnotą już uporał,
Najwyższy czas wygłosić morał.

(„Czas”)

W pogoni za ideałem
Wszystkie świństwa popełniałem.

(„Cel uświęca środki”)

Jestem taki, jak mnie Pan Bóg stworzył,
No – trochem świństwa od siebie dołożył.

(„Jestem taki”)

Chciałaś być moja duszą i ciałem.
Ciało starczyło. Duszy nie chciałem.

(„Po męsku”)

Każda jej pozycja
To już propozycja

(„O jednej”)

Brak okazji, odwagi, ochoty –
Powody niejednej cnoty.

(„Brak trzech O”)

Tak wszyscy ganią porubstwo i ruję,
Nazwa okropna – ale jak smakuje. . .

(„Tak wszyscy”)

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii, Życie i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *