Ważne pytania bez ważniejszych odpowiedzi

Rozwiesiłeś tęskną płachtę Panie Boże –

wypełniło się wewnętrzne łzawe morze.

Co zawinił, że Zabrałeś mu istnienie?

W licytacji przegrał doczesności mienie?

 

Czemu to jest taki proces utajony?

Czemu podział na dwa światy ustalony?

W moich żyłach krwawią bólem rzeki rwące,

w głowie mętnych pytań mnożą się tysiące:

 

Czy ma bezszelestny kącik w miłym Niebie?

Czy z rozterką zawsze może przyjść do Ciebie?

Czy chwilami ciut nie miewa się sierocy?

Czy za dnia weselszy jest niż ciemnej nocy?

 

Czy nie bywa czasem trochę zagubiony?

Czy z gorszego został tako ocalony?

Czy z uśmiechem nurza w światła się błękicie?

Czy mu lepsze Tamto niźli tutaj życie?

 

Czy pogodził się z tak ułożonym planem?

Czy nie poczuł krzywdy uzyskanym banem?

Czy ma całe doby stąpać rozmodlony?

Czy bezwzględnie w półpas ciągle słać pokłony?

 

Czy w anielskim chórze raźnie podśpiewuje?

Czy wyniki meczów sobie podpatruje?

Czy to wszystko to go aby nie przerasta?

Czy nie krzyczy: »koniec, nie chcę, no i basta«!

 

Może umysł mój zbyt płytko to pojmuje?

Ciało umrze, ale dusza cnót zyskuje?

Czy to kara, czy nagroda za postawę?

Może niepotrzebnie rozpętuję wrzawę?

 

Może Ty go Tam Potrzebowałeś?

Może już z nim porozmawiać Chciałeś?

Wspólnie zasiąść bez urazy czyja wina,

uświadomić, że to ziemskie czysta kpina.

 

Machnąć ręką, że to przecież jest początek;

tamto to był tylko ludzki marny wątek!

Życie sercem Tu zaprocentuje;

żadnych zmartwień i problemów nie odczuje.

 

Sam Najwyższy Swym ramieniem go otoczy,

spojrzy tak z miłością w te łagodne oczy – rzecze:

»ale fajnie, że już jesteś u Mnie

twa obecność Mnie nastraja dumnie!

 

Całe wieki w chmurach nań Czekałem;

wśród przyjaciół jeszcze ciebie Tu nie Miałem!

Zaraz, czemu twoja mina takaż krzywa?

Nie na próżno Raj Ten Rajem się nazywa!

 

Słuchaj, Drogi Towarzyszu: grad pretensji już przed Tobą miało wielu!

Pełen relaks, wszak dotarłeś już do celu!

Rozgość się! Nie każdy Tutaj trafi,

bo chce przynależeć do piekielnej mafii.

 

Się rozejrzyj co za cud-miód krajobrazy!

To autentyk – nie spod pędzla bohomazy!

Barwne kwiaty, dzikie rzeki porywiste,

szumy lasów, a powietrze jakie czyste!

 

Tyle pięknych majstersztyków ci Pokażę,

jak odmówisz, to zwyczajnie się Obrażę!

Do obiadu gratis polewają wino!

I za darmo jest lokalne kino!

 

Trwanie nieograniczone czasem!

Ani brudem! Ani miastowym hałasem!

Pieniądz nie jest nienawiści kością,

nie reagujemy prymitywną złością.

 

Zero chorób, wojen i kanalii,

plotek, mrozu, skwaru, nieprzydatnych żali!

Tu spraw ważkich nie roztrząsasz na błahostki.

Dozwolone w dobrym tonie przyjemnostki!

 

Myśmy jedną poczciwą RODZINĄ:

nieoznakowaną żadną głupią spiną!

Lubisz spokój? Masz tam chatkę zbitą z desek –

na podwórku poszczekuje znany piesek.

 

Drobnych niedociągnięć może miałeś kilka,

ale przecie sarna leży obok wilka.

Lecz okraszon typową skromnością:

RZECZY WIELKIE CZYNIŁEŚ Z MIŁOŚCIĄ!

 

Uwierz, zyskasz nową perspektywę:

człowiek żyje – chociaż ciało nie jest żywe!

W tej rozpaczy ich pozostawiłeś,

bo tak dobry w codzienności człeku byłeś«.

 

Na to westchnie sobie po cichutku,

chcąc usilnie zrzucić ciężar bliskich smutku.

»Wiem, potrzeba czasu – POMALUTKU.

Ale Będę cię Pocieszał aż do skutku«.

 

Tylko ziemscy non stop w troskach zatraceni,

bo są Boskiej panoramy pozbawieni.

(autor: Ja)

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii, Moje wiersze i oznaczony tagami , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *