Genialne seriale kryminalne – lista numer 1

Uwielbiam czytać kryminały, oglądać filmy kryminalne, ale również seriale kryminalne, by być w tej zagadce oraz ponurej atmosferze jeszcze dłużej.

Oglądam je nocami.

Postanowiłam więc stworzyć kilka list (tak, kilka, bo jedna byłaby przesadnie długa) z takimi skrótowymi opisami.

Poniższe propozycje są zatrważające, brutalne, mroczne, ale jednocześnie krajobrazowo niezwykle malownicze, w ogóle scenografia jest tu bardzo szczegółowa, z zajmującym drugim planem, bo poza naczelnym śledztwem jest masa innych wątków, wspaniałą muzyką, klimatycznymi zdjęciami, zagmatwaną fabułą, siecią kłamstw i tajemnic, trzymającą w napięciu intrygą, gęstą, wręcz duszną atmosferą, rozmaitymi postaciami oraz nagłymi zwroty akcji. I choć rozwiązania bywają sztampowe, to jednak nie ocierają się o absurd, ale akcja jest przeważnie tak prowadzona, że całość elektryzuje i koniec końców zaskakuje. No chce się to oglądać!

Listę zaprezentowałam od tego, który podobał mi się najbardziej, do tego, który podobał mi się trochę mniej, jednakże wszystkie są naprawdę genialne.

1.”Broadchurch”

Brytyjski serial kryminalny.

3 sezony. Łącznie 24 odcinki.

W nadmorskim miasteczku Broadchurch, tuż pod klifem, na plaży, zostaje znalezione ciało 11-letniego Danny’ego Latimera (Oskar McNamara) – prawdopodobnie sprawca chciał upozorować samobójstwo albo nieszczęśliwy wypadek, ale po wstępnych oględzinach policja uznała, że to morderstwo. Chłopiec był najlepszym przyjacielem Toma Millera (Adam Wilson), czyli syna detektyw sierżant Ellie (Olivia Colman), która wraz z wiecznie zniesmaczonym, zdeterminowanym i nikomu nie ufającym inspektorem Alecem Hardym (David Tennant) jest wytypowana do prowadzenia tej sprawy, która jest tym trudniejsza, że matka chłopca Beth (Jodie Whittaker) oraz ojciec Mark (Andrew Buchan) są jej dobrymi znajomymi. Ojciec zarzuca sobie, że w noc morderstwa zdradził żonę, jego współpracownik Nigel Carter (Joe Sims) staje się głównym podejrzanym, właściciel kiosku Jack Marshall (David Bradley) ma za sobą brudną przeszłość, wzbudzająca strach Susan Wright (Pauline Quirke) miesza w zeznaniach, a mąż sierżant Ellie – Joe (Matthew Gravelle) jest tak bardzo podobny do oskarżonego Nigela. W sprawę angażuje się miejscowa prasa z Maggie Radcliffe (Carolyn Pickles) na czele, duchowo rodzinę wspiera Wielebny Paul Coates (Arthur Darvill), a gdy zabójca w akcie rozpaczy przyznaje się do winy, w sądzie reprezentuje ich znakomita Jocelyn Kinght (Charlotte Rampling), zwłaszcza, że tuż przed rozpoczęciem procesu sprawca postanawia wszystkiemu zaprzeczyć, a na sali sądowej zasłonić się grobowym milczeniem.

W drugim sezonie Alec Hardy postanawia rozwiązać wciąż męczącą go, bo do teraz niewyjaśnioną i już umorzoną sprawę z Sandbrook, gdzie doszło do morderstwa nieletniej Pippy Gillespie (Hollie Burgess), którą zresztą sam wyłowił z rzeki i zaginięcia mającej sprawować nad nią wtedy opiekę Lisy Newbery (ElizaBennett). Szczególnie przygląda się Claire (Eve Myles) oraz Lee (James D’Arcy) Ashworth, którzy byli ich sąsiadami. Niepewność wzbudzają zasuszone kwiaty niebieskich dzwonków i skradziony naszyjnik.

W trzecim sezonie Ellie i Alec muszą dowieść kto dokonał brutalnego gwałtu na dojrzałej kobiecie Trish Witerman (Julie Hesmondhalh) w trakcie 50 urodzin jej koleżanki Cath Atwood (Sarah Parish). Kluczowe stają się tutaj popełnione, ale wcześniej nie zgłoszone analogiczne gwałty, skarpetki drużyny piłkarskiej, niebieska linka, szum wody i odór wódki, z kolei największe wątpliwości wzbudzają: koniecznie chcący wejść w posiadanie jej laptopa mąż Lan (Charlie Higson), z którym obecnie jest w separacji, bowiem w urodziny doszło między nimi do sprzeczki, znający się na komputerach jego dawny uczeń Leo Humprhies (Chris Mason), odwożący gości z imprezy taksówkarz Clive Lucas (Sebastian Armesto), będący ojczymem nastoletniego Michaela (Deon Le-Williams) – kumpla Toma, czyli syna Ellie, wspólnie z którym zostają zawieszeni w szkole za rozpowszechnianie pornografii, obsesyjnie zakochany w Trish pracodawca Ed Burnett (Lenny Henry), którego córka Katie (Georgina Campbell) również prowadzi owe dochodzenie oraz właściciel miejscowego warsztatu samochodowego, mąż solenizantki – Jim (Mark Bazeley), który tego feralnego dnia… przespał się z Trish.

2.”Kruk. Szepty słychać po zmroku”

Polski serial kryminalny.

1 sezon. 5 odcinków.

Ma być 2 sezon.

Inspektor łódzkiego wydziału kryminalnego Adam Kruk (młody – Bogdan Woźniak i Nicolas Przygoda, dorosły – Michał Żurawski) zostaje oddelegowany na Podlasie, do Białegostoku, gdzie doszło do porwania 11-letniego, niewidomego Rafała Morawskiego (Jan Szydłowski) – wnuka bardzo wpływowego biznesmena-kryminalisty Zygmunta (Jerzy Schejbal). Komendant jest sceptycznie ustosunkowany do tej sprawy, ponieważ wiąże się to dla niego z nieprzyjemnym powrotem w rodzinne strony, w których za zawziętymi, wręcz agresywnymi namowami kolegi z dzieciństwa Sławka (młody – Hubert Wiatrowski, dorosły – Cezary Łukasiewicz) musi wyrównać rachunki (może nawet bardziej pomścić, bowiem Sławek pełni tu rolę „mulo”, czyli niespokojnego ducha, który musi rozliczyć się ze sprawami doczesnymi; ewentualnie może być też obrazem stworzonym w zszarganej psychice Kruka, efektem traumy i wyrzutów sumienia) z dramatyczną przeszłością, a konkretnie ze zdarzeniami, jakie miały miejsce w przytułku prowadzonym przez bezwzględnego i cynicznego Krzysztofa Sadko (Henryk Niebudek), na którym także pragnie dokonać zemsty nauczyciel Szymon Wasiluk (Marcin Bosak); ale nie tylko na nim, bo i na samym Zygmuncie Morawskim, który wprawdzie sprawował nad nim opiekę i zadbał o jego wykształcenie, gdy ojciec chłopaka Bogdan (Piotr Dąbrowski) odsiedział za niego karę w więzieniu, jednakże w tym okresie krzywdził go tak strasznie, że teraz Szymon chce odpłacić złem za zło.

Morawski o porwanie oskarża wspólnika swoich ciemnych interesów – „Ruska” (Eugeniusz Malinowski) i nasyła na niego swoich ludzi z policjantem Markiem Kaponowem (Mariusz Jakus) na czele, którzy poddają go okrutnym torturom, za które potem ten weźmie odwet.

Policja w ogóle jest ukazana w okropnym świetle, zwłaszcza, że marionetką w rękach Morawskiego jest sam komendant Stanisław Tylenda (Andrzej Zaborski), który ze strachu przed poniesieniem konsekwencji za czyny z przeszłości robi dla niego więcej niż wszystko.

W tej produkcji jest dużo zabobonów, zaklęć, elementów pozaziemskich, fantastycznych, symbolicznych, jest też doskonała postać Szeptuchy (Danuta Kierklo), co znacznie wpływa na spotęgowanie aury niepokoju.

Jak tu ciemno!
Jak tu ciemno!
Mama, mama,
Posiedź ze mną!

Za firanką ktoś się chowa,
czarne skrzydła ma jak sowa.
Popatrz, popatrz, tam wysoko
świeci w mroku jego oko!
Czy on tutaj nie przyleci?
Czy on nie je małych dzieci?
Mama powiedz mu: „A kysz!”
Mama, śpisz?

Jak tu ciemno!
Jak tu ciemno!
Tata, tata,
Posiedź ze mną!

Tam za oknem wiatr się gniewa,
krzyczy, gwiżdże, szarpie drzewa.
A jak ścicha, zaraz słychać,
jak coś w rurze głośno wzdycha.
Czy to coś, co mieszka w rurze,
to jest małe? Albo duże?
Tata może to jest mysz?
Tata, śpisz?

Jak tu ciemno!
Jak tu ciemno!
Kto posiedzi
teraz ze mną?

Wiem! Pod kołdrę głowę schowam!
Będę dziuplę miał jak sowa,
będę norkę miał jak chomik,
będę miał swój własny domek!
Będę domek miał malutki
i cieplutki, i mięciutki…

Jak tu ciemno!
Jak tu fajnie!
Śpię…

(„Jak tu ciemno”, Danuta Wawiłow)

3. „Las”

Francuski serial kryminalny.

1 sezon. 6 odcinków.

Eve Mendel (Alexia Barlier) jest nauczycielką francuskiego w niedużej wiosce Montfaucon, gdzie w wieku 6 lat zjawiła się w tajemniczych okolicznościach i została przygarnięta przez lekarza Abrahama (Christian Crahay), który znalazł ją brudną oraz zakrwawioną na progu swojego domu; kobieta również nie pamięta własnej przeszłości – nie wie, co ją spotkało ani skąd pochodzi. Pewnej nocy otrzymuje dziwny, wręcz porażający telefon od 16-letniej uczennicy Jennifer Lenoir (Isis Guillaume), który wskazuje na to, że właśnie przed kimś ucieka. W tle słychać szelest liści – kilka dni później w Lesie Ardeńskim zostaje znalezione jej ciało. Śledztwo prowadzą: lokalna policjantka Virginie Musso (Suzanne Clément) oraz nowo przybyły, samotnie wychowujący córkę komisarz Gaspard Decker (Samuel Labarthe). Niestety bardzo szybko za zaginione uznaje się kolejne licealistki – w tym Mayę (Martha Canga Antonio) – córkę Virginii. W toku postępowania pojawia się postać już dawno uznanego za zmarłego, mieszkającego w dziczy Manoy (Gaëtan Lejeune), dużo starszego mężczyzny, skrywającego pod pseudonimem „Henry V”, z którym Jennifer miała romans oraz niosący pomoc Biały Wilk. Wśród społeczeństwa wzrasta panika, zwłaszcza, że historia zostaje połączona z tym, co wydarzyło się tutaj w przeszłości.

4.”Rojst”

Polski retro serial kryminalny.

1 sezon. 5 odcinków.

Ma być 2 sezon.

Lata 80.XX wieku. Małe miasteczko na południowym zachodzie Polski. W lesie, na usytuowanym na obrzeżach osiedlu Gronty zostaje odnalezione ciało zamordowanej prostytutki Lidii (Marta Goc), co pewnie zostałoby przemilczane, ale obok niej są też zwłoki lokalnego działacza komunistycznego, przewodniczącego wojewódzkiego ZSMP Grochowiaka (Robert Czechowski) – ktoś poderżnął im gardła ostrym narzędziem, co potem obraca się przeciwko pięściarzowi, obecnie rzeźnikowi Józefowi Haśnikowi (Marek Dyjak), ale początkowo do morderstwa przyznaje się konkubent prostytutki Woźniak (Kamil Przystał), a ponieważ opinia publiczna się niecierpliwi, to prokurator rejonowy (Ireneusz Czop) kontaktuje się z pracującymi w „Kurierze Wieczornym” dziennikarzami, którzy mają szybko puścić w obieg z góry ustaloną wersję; Grochowiak był powszechnie lubiany i szanowany, zatem muszą to być same pozytywy.

Wezwani na miejsce zbrodni dziennikarze to wielkimi krokami zbliżający się do emerytury i chcący wyjechać do Berlina Zachodniego (w poszukiwaniu tajemniczej Elsy Koepke), bardzo rozsądny oraz doświadczony Witold Wanycz (Andrzej Seweryn) i jego nowy, dużo młodszy kolega: ambitny, ale zbyt narwany Piotr Zarzycki (Dawid Ogrodnik), który przybył tutaj z Krakowa wraz z ciężarną żoną Teresą (Zofia Wichłacz), gdyż pragnął wyrwać się spod wpływów i znajomości ojca (Wojciech Machnicki) – wysoko postawionego działacza partyjnego. Mężczyzna, po wstępnym zapoznaniu się ze sprawą, nie może przeboleć, że został ujęty prawdopodobnie niewinny człowiek, więc zaczyna drążyć, a to stanowczo nie podoba się władzom i społeczności. Przed podobnym dylematem staje Wanycz, dlatego też każdy na swój własny sposób rozpoczyna prywatne śledztwo.

Te wątpliwości podzielają również żona denata Helena (Magdalena Walach), patolog Maryjański (Tomasz Schimscheiner) oraz lekarz z zakładu psychiatrycznego (Andrzej Kłak).

W tym samym czasie dochodzi tu także do samobójstwa nastolatków (skoczyli z dachu wieżowca) – tą, co skoczyła jest Justyna Drewicz (Nel Kaczmarek) – córka Magdy (Gabriela Muskała) i opozycjonisty Kazimierza (Michał Kaleta), będącego już teraz byłym przyjacielem Wanycza (doniósł na niego, ponieważ chciał, by ten za działalność wywrotową otrzymał niższy wyrok), a jej towarzysz to Karol Wroński (Jan Cięciara), czyli piszący wiersze wrażliwy buntownik, którego po śmierci matki samotnie wychowywał ojciec (Artur Steranko).

5.”Capitani”

Luksemburski serial kryminalny.

1 sezon. 12 odcinków.

W luksemburskiej wiosce Manscheid przyjezdny (przez co nie znający lokalnych powiązań i sekretów, do tego swoją gburowatością zrażający do siebie obywateli) inspektor policji sądowej Luc Capitani (Luc Schiltz), towarzysząca mu młodziutka, ambitna funkcjonariuszka Elsa Ley (Sophie Mousel) oraz ciut nierozgarnięty i mający zbyt długi język Joe Mores (Joe Dennenwald) zostają przydzieleni do sprawy 15-letnich bliźniaczek Jenny i Tanji Engel (Jil Devresse) – ciało jednej z nich odkryto w lesie nieopodal wojskowego poligonu (wszystko wskazuje na to, że przedawkowała narkotyki i spadła z dość sporej wysokości), gdzie jednym z żołnierzy jest narzeczony Elsy – Steve (Konstantin Rommelfangen), a druga zniknęła. Samobójstwo ojca Micka (Jules Werner), niedopowiedzenia matki Tessy (Claude De Demo), romanse uwikłanego w politykę ojczyma Roba Berensa (Raoul Schlechter), wykrzykujący alarmujące hasła opóźniony umysłowo mężczyzna Usch Trierweiler (Luc Feit) i babeczki z niebieskimi pastylkami komplikują dochodzenie. Co więcej, śledczy zatrzymuje się w hotelu, którego właścicielką okazuje się długo przez niego poszukiwana Carla Pereira (Brigitte Urhausen), z którą łączy go straszliwa, ważąca na losach dalszej ścieżki zawodowej tajemnica.

*wszystkie ilustracje pochodzą ze strony https://www.filmweb.pl/

Zaszufladkowano do kategorii Film | Dodaj komentarz

Tort migdałowo-waniliowy

Ciasto idealne na Dzień Matki: wytworne, subtelne i przepyszne 😉

Piekąc je, zarówno pod względem smaku, jak i wyglądu inspirowałam się migdałowym tortem szwedzkim, ale tamten jest dużo niższy, ponieważ taki właśnie ma być, a ja chciałam, by ten był wysoki, toteż do dwóch obowiązkowych blatów biszkoptowych dodałam trzeci, co tylko oznacza więcej smacznego – och, bo ten migdałowy biszkopt wykonany bez grama mąki, wyłącznie na bazie mielonych migdałów (myślę, że orzechy laskowe albo włoskie również świetnie się sprawdzą) jest naprawdę smaczny: mięciutki i aromatyczny. Do tego duża ilość tak bardzo puszystego i delikatnego waniliowego kremu, który jest tym cudowniejszy, gdy tort wyciągnie się godzinę przed spożyciem, bo wtedy dosłownie rozpływa się w ustach. I jeszcze te mocno chrupiące, podprażone na patelni płatki migdałów.

Wszystko dla Mamy, za to, że jest i jaka jest.

Przepis na tort migdałowo-waniliowy (tortownica o średnicy 24 cm) (Przepis na biszkopt pochodzi z bloga: http://mojepasjekrakow.blogspot.com/, a na krem z Moich Wypieków)

Składniki:

Migdałowy biszkopt:

  • 375 g zmielonych migdałów
  • 4,5 łyżki bułki tartej
  • 12 jajek (białka i żółtka osobno)
  • 1 i 1/3 szklanki cukru
  • 1,5 kieliszka migdałowej lub orzechowej wódki
  • szczypta soli

Waniliowy krem:

  • 750 ml mleka
  • 10 żółtek
  • 1,5 szklanki cukru
  • 2 budynie o smaku waniliowym (proszek)
  • 2 łyżki mąki pszennej (tortowej)
  • 450 g miękkiego masła
  • ziarenka z 1 laski wanilii

Dodatkowo:

  • wódka migdałowa lub orzechowa (do nasączenia)
  • 200 g podprażonych na patelni migdałów w płatkach

Sposób przygotowania:

Migdałowy biszkopt:

Białka ubić na sztywno ze szczyptą soli, a żółtka z cukrem na jasnożółtą, kremową masę. Do żółtek wlać wódkę – wymieszać, po czym, cały czas delikatnie miksując, naprzemiennie dodawać ubite białko i migdały wymieszane z bułką tartą.

Ciasto przelać do tortownicy (spód należy wyłożyć papierem do pieczenia, a boki wysmarować masłem i oprószyć bułką tartą).

Piec około 40-50 minut, w temperaturze 180°C.

Wyjąć. Wystudzić. Przekroić na 3 blaty.

W tym czasie przygotować waniliowy krem:  połowę mleka zagotować z ziarenkami wanilii. ​W misie miksera umieścić żółtka i utrzeć z cukrem do otrzymania jasnej i puszystej masy. Następnie wsypać budyń, mąkę pszenną, resztę mleka i zmiksować.  Gotową mieszankę wlać na gotujące się mleko – gotować, cały czas mieszając, aż do zgęstnienia budyniu. Zdjąć z palnika, przykryć folią spożywczą i odłożyć do wystudzenia.

Po wystudzeniu utrzeć miękkie masło na puch i stopniowo, łyżka po łyżce, dodawać chłodny budyń.

Wykonanie:

2/3 kremu podzielić na pół do przełożenia tortu, a 1/3 zostawić do posmarowania wierzchu oraz boków.

Pierwszy blat nasączyć wódką, wyłożyć połowę kremu, przycisnąć drugim blatem, nasączyć, wyłożyć pozostały krem, przycisnąć ostatnim blatem, nasączyć, wierzch oraz boki cienko posmarować i do całości poprzyklejać podprażone na patelni płatki migdałowe – schłodzić.

Przechowywać w lodówce.

Zaszufladkowano do kategorii Torty | Dodaj komentarz

Sernik na zimno z malinową panna cottą i białą czekoladą

Okrutnie różowe mi te ciasta ostatnio wychodzą, ale barwy malin nie zmienię. Trudno. Ułożę na czarnym talerzyku ;p

Nielubiany przeze mnie róż lubianych malin jest na szczęście bardzo smaczny i świetnie sprawdza się w różnego rodzaju wypiekach oraz deserach.

Dzisiaj przepis na coś eleganckiego, świeżego, delikatnego oraz wyraziście owocowego, czyli serowy torcik z malinową panna cottą: spód to po prostu zanurzone w malinowej wódce okrągłe biszkopty (oczywiście można upiec, ale tak jest szybciej), na nich piankowa warstwa zimnej masy serowej, potem kremowa, aksamitna panna cotta, roztopiona biała czekolada i dużo świeżych malin 😉

Przepis na sernik na zimno z malinową panna cottą i białą czekoladą (tortownica o średnicy 24 cm) (Przepis pochodzi z Moich Wypieków; sklejka kilku przepisów)

Składniki:

Masa serowa:

  • 250 g twarogu półtłustego lub tłustego (zmielonego trzykrotnie)
  • 250 g serka mascarpone 
  • 0,5 szklanki cukru pudru
  • 1 łyżeczka pasty z wanilii lub ziarenka z 1 laski wanilii
  • 300 ml śmietany kremówki 30% lub 36% (schłodzonej)
  • 10 g agaru (2,5 łyżeczki) + 50 ml wody

Malinowa panna cotta:

  • 200 g malin (świeżych lub mrożonych)
  • świeżo wyciśnięty sok z 0,5 niedużej cytryny
  • 90 g cukru
  • 300 ml śmietany 36%
  • 100 ml mleka
  • 3 łyżeczki agaru + 50 ml zimnej wody

Dodatkowo:

  • wódka malinowa (do nasączenia)
  • świeże maliny (do ozdoby wierzchu)
  • 80 g białej czekolady + 3 łyżki mleka

Sposób przygotowania:

Tortownicę wyłożyć papierem do pieczenia i na spodzie poukładać zanurzone w malinowej wódce okrągłe biszkopty.

Przygotować masę serową: twaróg, serek mascarpone, cukier puder oraz wanilię – zmiksować.

Agar zalać zimną wodą – wymieszać i odstawić na 10 minut, potem postawić na palniku i podgrzać, by się rozpuścił (ale nie doprowadzić do wrzenia!) – delikatnie wystudzić.

Do jeszcze lekko ciepłego agaru dodać łyżkę masy serowej, wymieszać, dodać kolejne 2 łyżki, wymieszać i dodać do reszty sera – dokładnie zmiksować.

W osobnym naczyniu ubić na sztywno schłodzoną śmietanę, dodać ją do masy serowej i połączyć.

Biszkopty zalać masą serową, wyrównać i wstawić do lodówki na 1-2 h.

W tym czasie wykonać panna cottę: w garnku umieścić maliny, cukier oraz sok z cytryny i gotować aż do rozpadnięcia się malin – zdjąć z palnika i przetrzeć przez sitko, by pozbyć się pestek i otrzymać gładki sos.

Agar zalać wodą i odstawić na 10 minut.

Do drugiego garnka wlać śmietanę i mleko – doprowadzić do wrzenia, zdjąć z palnika, dodać agar i mieszać do rozpuszczenia, potem wlać sos malinowy i dokładnie połączyć.

Wystudzić w temperaturze pokojowej.

Chłodną panna cottę wylać na sernik i wstawić do lodówki do jej całkowitego stężenia.

Gdy cały sernik stężeje, ozdobić go z wierzchu roztopioną w mikrofalówce białą czekoladą (już roztopioną umieściłam w worku cukierniczym i odcięłam końcówkę) oraz świeżymi malinami.

Przechowywać w lodówce.

Zaszufladkowano do kategorii Owocowe, Przepisy, Serniki | Dodaj komentarz

Cytrynowo-malinowy tort z bezami

Tort wprost idealny na ciepłe dni: lekki, orzeźwiający, minimalistyczny, z przepysznym,  aksamitnym, odpowiednio kwaśnym kremem cytrynowym, świeżymi malinami oraz słodkimi, chrupiącymi bezami 😉

Bardzo polecam!

Przepis na cytrynowo-malinowy tort z bezami (tortownica o średnicy 23 cm) (Przepis pochodzi z Moich Wypieków od Pani Doroty)

Biszkopt:

  • 3/4 szklanki mąki pszennej (tortowej)
  • 1/4 szklanki mąki ziemniaczanej
  • 3/4 szklanki cukru
  • 5 jajek
  • szczypta soli

Krem cytrynowy:

  • 2 szklanki mleka
  • 3/4 szklanki soku z cytryny (około 4 – 5 cytryn)
  • skórka otarta z 3 cytryn
  • 4 łyżki mąki pszennej (tortowej)
  • 5 łyżek skrobi ziemniaczanej
  • 4 jajka
  • 1 i 1/4 szklanki cukru
  • 370 g miękkiego masła

Dodatkowo:

  • wódka malinowa (do nasączenia)
  • kilka łyżek malinowej konfitury
  • 250-300 g świeżych malin (do środka i na zewnątrz)
  • zmielone biszkopty (do obklejenia boków)
  • bezy (do ozdobienia wierzchu)

Sposób przygotowania:

Biszkopt:

Białka ubić ze szczyptą soli, po czym powoli, łyżka po łyżce, wsypać cukier, następnie, cały czas miksując, wlać żółtka. Na sam koniec masę jajeczną wymieszać ręcznie, szpatułką, z przesianymi mąkami.

Ciasto przelać do wyłożonej wcześniej papierem do pieczenia tortownicy.

Piec około 35-40 minut, w temperaturze 170°C

Wyjąć. Wystudzić. Ściąć górę i przekroić na 3 blaty.

Krem cytrynowy:

W garnku zagotować 1 szklankę mleka z cukrem, a pozostałe mleko zmiksować z mąkami, jajkami i skórką z cytryny. Gotową masę wlać do wrzącego mleka i ugotować na gęsty budyń – zdjąć z palnika, przykryć folią spożywczą i odstawić do wystudzenia.

Masło ubić na puch, potem stopniowo, cały czas ubijając, dodawać do niego wystudzony budyń.

Na sam koniec wmiksować sok wyciśnięty z cytryn – masę wstawić do lodówki, do lekkiego stężenia.

Wykonanie:

Odłożyć kilka łyżek kremu do posmarowania boków i wierzchu (2-3 porządne wystarczą, ponieważ ma to być cienka warstwa). Resztę kremu podzielić na pół.

Pierwszy blat nasączyć wódką, posmarować konfiturą, na nią wyłożyć część kremu, obsypać malinami, przycisnąć drugim blatem, nasączyć, posmarować konfiturą, kremem i obsypać malinami, przycisnąć ostatnim blatem, nasączyć, z wierzchu i po bokach cienko posmarować kremem cytrynowym, do boków poprzyklejać zmielone biszkopty, a wierzch ozdobić świeżymi malinami oraz bezami.

Przechowywać w lodówce.

Zaszufladkowano do kategorii Owocowe, Przepisy, Przepisy, Torty | Dodaj komentarz

Drożdżówki z pistacjami

Gdzie deszcz bardziej płacze: we mnie czy na zewnątrz?

Które niebo jest ciemniejsze?

Ciężko rozdmuchać te chmury…

 

Znacznie łatwiej upiec drożdżówki (naprawdę łatwo!) – zapewniam, że są uroczo zielone i przepyszne: delikatne, mięciutkie, puszyste, aromatyczne, z maślanym posmakiem, nadziane gęstym kremem pistacjowym i dodatkowo chrupiącymi pistacjami, z wierzchu oblane pomarańczowym lukrem – coś wspaniałego 😉

Przepis na drożdżówki z pistacjami (12 sztuk) (Przepis pochodzi z Moich Wypieków)

Składniki:

Ciasto:

  • 540 g mąki pszennej (tortowej)
  • 80 g cukru
  • 10 g suchych drożdży 
  • 250 ml mleka
  • 75 g roztopionego i lekko przestudzonego masła
  • 2 duże jajka
  • 3/4 łyżeczki soli

Nadzienie pistacjowe:

  • 250 g kremu pistacjowego
  • 150 g posiekanych pistacji
  • świeżo otarta skórka z 1 pomarańczy

Dodatkowo:

  • 1 szklanka cukru pudru + 3 łyżki soku wyciśniętego z pomarańczy (na lukier)
  • pistacje (do oprószenia)

Sposób przygotowania:

Z podanych składników wyrobić miękkie oraz elastyczne ciasto drożdżowe, uformować je w kulę, umieścić w oprószonej mąką misce i odstawić w ciepłe miejsce pod przykryciem na 1,5 h.

Wyrośnięte ciasto przełożyć na posypany mąką blat i rozwałkować na kształt prostokąta o wymiarach 40 x 50 cm. Całą powierzchnię posmarować pastą pistacjową, obsypać posiekanymi pistacjami, a na nie zetrzeć skórkę z pomarańczy – zwinąć wzdłuż dłuższego boku w rulon (jak roladę), który należy pokroić na 12 równych kawałków.

Bułeczki poukładać w sporych odległościach na wyłożonej papierem do pieczenia blaszce – odstawić na 30 minut pod przykryciem do ponownego wyrośnięcia.

Wstawić do nagrzanego do 180°C piekarnika i piec przez około 25 minut.

Wyjąć. Wystudzić.

Z wierzchu polukrować (cukier puder utrzeć na gładko z sokiem) i oprószyć pistacjami.

Zaszufladkowano do kategorii Bułki słodkie, Przepisy, Przepisy | Dodaj komentarz

Kakaowa rolada z bitą śmietaną i truskawkami

Już jakiś czas temu w warzywniakach pojawiły się pierwsze truskawki, więc postanowiłam ubogacić nimi jakiś wypiek – wybór padł na roladę, bo jak już upiecze się w swoim życiu pierwszą, to okazuje się, że to bardzo szybkie i mało skomplikowane ciasto, a można wykonać je w naprawdę rozmaitych wariacjach, do tego ta biszkoptowa (bezowa również, ale ona dodatkowo przyjemnie chrupie) zawsze jest lekka niczym chmurka i zawsze cudownie smakuje, a ta na pewno: kakaowy, mięciutki biszkopt nasączony alkoholem, gęsta, soczysta konfitura truskawkowa, puchaty krem śmietanowy, pasek galaretki, czekoladowa polewa i świeże truskawki 😉

Bardzo orzeźwiająca. Przepyszna. Dosłownie rozpływa się w ustach.

Przepis na kakaową roladę z bitą śmietaną i truskawkami (blacha o wymiarach 43x28cm) (Przepis na ciasto pochodzi z bloga: http://gotujebolubie.pl/; piekłam z 1,5 porcji i tyle podaję)

Składniki:

Biszkopt:

  • 83 g mąki pszennej (tortowej)
  • 15 g gorzkiego kakao
  • 105 g cukru
  • 5 średnich jajek (białka i żółtka osobno)
  • 3/4 łyżeczki proszku do pieczenia
  • szczypta soli

Krem śmietanowy:

  • 400 ml śmietany 30%
  • 250 g serka mascarpone
  • 32 g cukru waniliowego
  • 2 łyżki cukru pudru
  • 1 łyżeczka esencji waniliowej
  • 1 fix do śmietany

Polewa:

  • 70 g gorzkiej czekolady
  • 30 g mlecznej czekolady
  • 9 łyżek śmietany 30%

Dodatkowo:

  • 1 galaretka truskawkowa (użyłam tej na agarze) rozpuszczona w 350 ml gorącej wody
  • wódka truskawkowa (do nasączenia)
  • konfitura truskawkowa
  • świeże truskawki (do ozdoby wierzchu i do środka)

Sposób przygotowania:

Galaretkę rozpuścić w gorącej wodzie – przelać do głębokiego talerza lub innego w miarę płaskiego i długiego naczynia (chodzi o to, by dobrze pokroiła się w paski) i odstawić do lodówki do stężenia.

Przygotować biszkopt: białka ubić ze szczyptą soli na sztywną pianę, po czym powoli, łyżka po łyżce, cały czas miksując, wsypać cukier. Następnie dodać żółtka – połączyć. Na sam koniec delikatnie, ręcznie, przy pomocy szpatułki, wmieszać mąkę przesianą z gorzkim kakao i proszkiem do pieczenia.

Gotowe ciasto rozprowadzić równomiernie po dużej blaszce o niskich brzegach wcześniej wyłożonej papierem do pieczenia.

Przygotować lniany ręcznik kuchenny i oprószyć go cukrem pudrem.

Piec około 10-11 minut, w temperaturze 175 °C (wstawić do nagrzanego piekarnika).

Ciasto wyjąć z piekarnika, obrócić do góry dnem, przełożyć na lniany ręcznik, usunąć papier i zwinąć roladę wzdłuż dłuższego boku (razem z ręcznikiem) – odstawić do wystudzenia.

W tym czasie przygotować krem śmietanowy: serek mascarpone zmiksować ze śmietaną, cukrem waniliowym, cukrem pudrem, esencją i fixem.

Odłożyć 4 porządne łyżki do ozdoby.

Kilka truskawek pokroić w plasterki.

Wykonanie:

Wystudzoną roladę odwinąć, usunąć ręcznik, delikatnie nasączyć wódką, posmarować  konfiturą, na niej równomiernie rozprowadzić krem śmietanowy, wzdłuż dłuższego brzegu, na całej długości, ułożyć pasek wycięty z galaretki, a na pozostałej powierzchni kremu poukładać pokrojone w plasterki truskawki. Roladę zwinąć w taki sam sposób jak była zwinięta wraz z ręcznikiem (zawijać od strony galaretki), z wierzchu oblać polewą czekoladową (zagotować śmietankę, zestawić z palnika, wrzucić połamaną na kostki czekoladę, chwilę odczekać i wymieszać na gładki sos) – schłodzić.

Przed podaniem ozdobić z wierzchu odłożoną bitą śmietaną i świeżymi truskawkami.

Przechowywać w lodówce.

 

Zaszufladkowano do kategorii Owocowe, Przepisy, Przepisy, Rolady | Dodaj komentarz

„To, co najważniejsze, znajduje się pod skórą” – „Polowanie na niebieskie migdały” autorstwa Agnieszki Kacprzyk

Niebieskie niebo zapłakane niebieskością.

Niebieski pas tęczy.

Woda wyciszona błękitem albo wzburzona spienionym granatem.

Niezapominajki. Chabry. I hiacynty.

Jagody. Jeżyny.

Niebieskie suknie zwiewne lub brokatem obciążone.

Niebieskie ptaki, motyle czy niebieskie koty.

Szafir. Topaz. Och, niebieski diament.

Niebieskie oczy…

Niebieskie latawce i balony.

Czystość. Spokój. Magnateria.

Rzadkie piękno.

Smutne i tak mocno rozmarzone.

Niebieskie migdały, które od lat pochłaniam garściami.

„Polowanie na niebieskie migdały” autorstwa Agnieszki Kacprzyk.

 

13-letnia Irenka Korcz mieszka w Poznaniu i właśnie przechodzi „tak zwany okres buntu”: nie znosi swojego „paździerzowego imienia” (otrzymała je po Irenie Santor), wręcz czuje się nim upokorzona, ma banalną urodę (nawet uważa się za brzydulę), jest zbyt chuda, głupia, ubrana jak ostatni w kolejce, do tego we wszystkim hamuje ją nieśmiałość, więc na tle prześlicznych oraz przebojowych koleżanek wypada po prostu nędznie. Nikt jej nie kocha, nie lubi oraz nie rozumie. Jest nudna, nic nie umie, pochodzi z równie nudnej i raczej biednej rodziny, na którą składa się pracująca w wydawnictwie Mama, freelancer Tata, co to od czasu do czasu łapie jakieś zlecenia graficzne, ale ostatnio co zarobi, to przepije albo przegra w grach hazardowych, kiczowato wystrojona Babcia Gunia, która trzyma tasak pod łóżkiem, bo ogląda za dużo seriali kryminalnych, co więcej chyba ma romans z żonatym, zafascynowany Spider Manem i wymyślający coraz to nowe biznesy młodszy brat Jasiek oraz najbardziej spoko starszy brat Krzychu, który jednak żyje trochę obok, jednak to dzięki niemu zostaje dostrzeżona przez szkolną elitę, czyli Żanetę i Andżelę, ponieważ zakupił jej na Allegro wystrzałowe trampki – trampki te okazują się biletem wstępu do kręgu tych popularnych, który z bliższej perspektywy jawi się jako ten… płytki? banalny? nużący? Bowiem przypadkowo poznana Grażyna (Myszata), której rodzice są daleko na wyspie, a ona w tym czasie przebywa w chacie elfów usytuowanej w dzikim ogrodzie, co to w środku wygląda niczym muzeum rupieci, z dość często wyjeżdżającą babcią hipiską, jest o wiele bardziej zajmująca: uprawia jogę, pasjonuje się UFO, jeździ na skuterze, godzinami przesiaduje na drzewie z lornetką, śpi w hamaku, karmi wiewiórki, potrafi ugotować spaghetti carbonara i usmażyć naleśniki, nie przejmuje się własną prezencją, nie podrywa chłopaków, nie obgaduje, jest godna zaufania i wymyśla super atrakcje na spędzanie wolnego czasu, aczkolwiek… trzeba wykazać się nie lada odwagą, by się z nią kolegować, bo pośród rówieśników uchodzi za okropną dziwaczkę.

Irenę od tego całego dojrzewania aż boli głowa (!), bo to przecież ono doprowadza do tego, że wielokrotnie daje się zmanipulować, wypowiada przykre słowa, pierwszy raz kradnie, idzie na pierwszą imprezę czy pierwszy raz się upija. Dziwnym trafem występuje w telewizji. Traci pamiętnik. Tworzy genialną biżuterię (czego niestety się wstydzi). Przepada w orzechowym spojrzeniu Bruna. I… ucieka z domu.

Czyha na nią wiele pokus, ale otrzymuje też masę cennych rad – czy ich wysłucha? Jak skończy się ta ucieczka? I czy tylko ona nie jest wolna od problemów?

To pytania do tych, co mają ochotę poznać jej historię 😉

 

„Polowanie na niebieskie migdały” to naprawdę mądra, przyjemna i błyskotliwa książka dla młodzieży, która porusza istotne dla tego niełatwego okresu bolączki, a czyni to w sposób lekki, więc te 254 strony (Wydawnictwo Nasza Księgarnia) można nawet przeczytać za jednym zamachem; to, że styl należy do lekkich wcale nie oznacza, że podejście do młodzieńczych dylematów jest bagatelizowane, wręcz przeciwnie: autorka z troską oraz powagą się nad nimi pochyla – lekkość stylu oznacza tu jego niesamowitą przystępność językową, czego zresztą nie sposób odmówić fabule, bo ta również jest interesująca, co zresztą ciągnie za sobą stwierdzenie, że i postacie są ciekawie wykreowane: każda jest inna, ma własne, specyficzne cechy wyglądu oraz charakteru, osobnicze zachowania, hobby i odzywki, co więcej nie są zaprezentowane tylko powierzchownie i jednotorowo, lecz jest wgląd w ich psychikę, często ukazanie drugiego dna konkretnego działania – Ja swoje serce oddałam Myszatej oraz Mamie: pierwszej za to, że potrafi być autentyczną przyjaciółką, zawsze i wszędzie sobą (i to jak cudownie ekscentryczną sobą!) i ma ogromną umiejętność empatii oraz wybaczania, a drugiej za to, że jest prawdziwą, kochającą Mamą, czyli taką, jaką każdy życzyłby sobie mieć.

Ciepła, choć czasem nastoletnio uszczypliwa, jednak to typowe dla tego wieku, ale ważne, że tutaj wyciąga się z tego wnioski. Przepełniona czułością i szacunkiem dla młodocianych trudności. Odznaczająca genialnym humorem.

No cała paleta nastoletnich kompleksów oraz emocji, charakterystycznych odzywek i poczynań, „pierwszych razów”, na które może przygotować się ten, kto dopiero będzie nastolatkiem, ze zrozumieniem głową pokiwają ci, którzy właśnie są, a z tkliwością, niekiedy może smutkiem albo irytacją przypomni sobie każdy, kto już dawno nim był.

Polecam!

Każdy powinien nosić to, w czym czuje się dobrze.

Zaszufladkowano do kategorii Literatura, Literatura | Otagowano | Dodaj komentarz

„Rany goją się niejednako powoli, a powstała blizna nie zawsze sięga tak samo głęboko, niektóre są głębsze od innych” – „Blizna” autorstwa Auður Ava Ólafsdóttir

Rozpłakane wierzby.

Przerażone ule.

Żałość w sobie kulę.

Z żałości się tulę.

Obtulę.

Podtulę.

I nigdy nie stulę.

 

Jestem mozaiką z części nieposklejanych.

Drażliwie grzechoczę sobie.

Sobą.

 

A niebo pokrywają rozchełstane wiatrem chmury.

Popielate abażury.

Firan kremowe gipiury.

Mgieł glazury.

Błękit bury.

Nie lazury.

 

To tortury są Natury

Że nie dotknę Tej tiurniury.

 

Obłęd ponury.

 

Firmament nieczuły.

 

Okładka jest wściekle żółta.

No… jest.

Wściekle. Zaświadczam.

Ale nie tą żółcią optymistyczną.

Tą zaburzoną.

Poprzebijaną gwoździami.

 

„Blizna” autorstwa Auður Ava Ólafsdóttir.

 

Jonas Ebeneser Snaeland dobiega 50-tki i czuje się po prostu niepotrzebny: żona go zostawiła, córka okazała nie być biologiczną córką, znajomi wykruszyli, ojciec zmarł dawno temu, skurczona do niebytu matka tkwi w domu pogodnej starości i jest niczym migocący płomień świecy lub dmuchawiec, bo nigdy nie wiadomo kiedy kojarzy i się włącza, co dodatkowo negatywnie go nastraja, ponieważ nie chce skończyć tak samo: wyalienowany, w świecie własnych wymysłów, wymarzonych studiów filozoficznych nie ukończył, praca, w ogóle codzienność go nie satysfakcjonuje, wraca do pustego domu, sam jest pusty w środku, brakuje mu ciepła i zainteresowania, wydaje mu się, że wszystko już zrobił i zobaczył, wszystkiego doświadczył, czego miał doświadczyć, więc teraz musi dulczeć w letargu, jest farbką akwarelową i się zmywa, zatem postanawia popełnić samobójstwo – porządkuje dom, rozmawia z ukochaną „Gudrun Lilią Wodną”, od mieszkającego w sąsiedztwie przyjaciela Swana pożycza strzelbę, zabiera wielką skrzynię na narzędzia, wiertarkę oraz dzienniki z czasów młodości, pisze list pożegnalny, bo Czy świat za mną zatęskni? Nie. Czy świat beze mnie będzie uboższy? Nie. Czy świat da sobie radę beze mnie? Tak. Czy świat jest lepszy teraz, kiedy się na nim zjawiłem? Nie. Co zrobiłem, aby go poprawić? Nic, więc  Odchodzę więc na spotkanie z samym sobą.

Z moim ostatnim dniem.

Żegnam wszystko.

Krokusy się otworzyły.

Nic po sobie nie pozostawiam.

Odchodzę z otaczającej wszystko jasności w mrok

i wyjeżdża do przypadkowo wybranego kraju, który przez wojnę stał się ruiną; zniszczenie wszędzie rzuca się w oczy, a ludzie są bladzi i zmęczeni, tam lokuje się w położonym przy plaży Hotelu Silence, w pokoju numer 7, prowadzonym przez rodzeństwo Maj, która samotnie wychowuje synka Adama (narzeczony zginął) i Fifiego, gdzie zaczyna trochę pomagać, wysłuchując okrutnych historii i z czasem okazuje się, że jestem gęstym lasem i mroczną nocą ciemnych drzew; ten, kto nie boi się mojej ciemności, poczuje pod nogami dywan z róż.

 

„Blizna” to surowa, islandzka opowieść, licząca 213 stron (Wydawnictwo Poznańskie), którą pod względem czucia i lubienia dzielę na pół, bo pierwsza połowa „Ciało”, czyli jestem nieszczęśliwy (…) Nie wiem kim jestem. Jestem niczym i nic nie mam mi się niesamowicie podoba, a druga „Blizna” o tym, że mógłbym recytować świat do zmroku, wszędzie coś jest już niekoniecznie, ponieważ zbyt łatwo traci swoje napięcie oraz swoją bolesność: z arcyintrygującej staje się… banalna. Bohater ogłuszony pustką, męczący w nicości, nie dostrzegający sensu, wyprany z emocji, prawie że martwy,  zbyt szybko ten sens odnajduje – jakoś tak niemożliwie tuzinkowo się zbiera i stabilizuje i to jeszcze pod wpływem zderzenia pragnienia śmierci własnej z poczucia marazmu Duszy ze śmiercią dopadającą tragicznie i znienacka tych, co nie chcą (może robi to ze wstydu?). I potem już jakoś tak z górki, pozostawiając duszną atmosferę smutku i zapomnienia oraz ciekawą i głęboką metaforykę daleko w tyle.

O lęku. Otępieniu i nonsensowności. Zgubnym rozgrzebywaniu przeszłości i nakładaniu jej na obraz tu i teraz. Nie tyle wyobcowaniu, co wypłukaniu ze wszystkich emocji. Braku chęci i braku celu. Samotności. Rozczarowaniu. Wrażeniu zbędności. Zobojętnieniu własnym tak strasznym, że nie dostrzega się zobojętnienia innych, bo chociaż bohater należy do tych wnikliwych, to jednak ani nie wyczuwa, ani nie dostrzega, co dzieje się z jego najlepszym przyjacielem. O tym, że jedni mogą, a nie chcą, a drudzy by chcieli, ale nie jest im dane.

I mimo, że akcja koncentruje się na postaci męskiej, to jednak kobiety są tutaj bardzo, BARDZO ważne.

A jak ważne dowie się ten, kto sięgnie po tę książkę.

Polecam, zwłaszcza dla tej pierwszej połowy i dla oszczędnego, trochę sennego stylu.

Jak się tak zastanowić, co na świecie wyprawia się z kobietami, to człowiek się wstydzi, że jest mężczyzną.

Człowiek nigdy nie wie, co myśli kobieta. Niczym się nie zdradzają, a potem nagle mówią, że już człowieka nie kochają. Bo zmieniły się w samotności.

Człowiek jest taki mały.

Ludzie popadają w zapomnienie.

Ludzie nie lubią, jak świat się odradza. Jak wszystko zaczyna się od początku – wszystko poza nimi samymi.

Ludzie wpadają w rozpacz, rozumiejąc sytuację i nie mogąc jej zmienić.

Każde cierpienie jet wyjątkowe i niepodobne i dlatego nie można tego porównywać. Szczęścia natomiast bywają podobne.

Słowo można źle zrozumieć na wiele sposobów.

Wyjaśnienia są mylące, wprowadzają w błąd.

Kobieta to przyszłość mężczyzny.

Zaszufladkowano do kategorii Literatura, Literatura | Otagowano | Dodaj komentarz

Nadrabianie przeszłości – część XV: „Całuski pani Darling” autorstwa Małgorzaty Musierowicz + 3 przepisy

Kiedy jakiś niedaleki czas temu przeczytałam „Cukiernia pod Pierożkiem z Wiśniami” autorstwa Clare Compton i pod jej wpływem upiekłam gorące placuszki, przypomniałam sobie o fantastycznej książce, która znajduje się w mojej biblioteczce, mianowicie „Całuski pani Darling” autorstwa Małgorzaty Musierowicz, czyli literackiej książce kucharskiej dla dzieci, pozwalającej stać się Dzieckiem Kulinarnym oraz Kulturalnym, które przy jej pomocy może nie tylko wyczarować prawdziwe cuda – zarówno w wersji na wytrwanie, jak i na słodko, a tych cudów jest aż… 59! – ale również poznać anegdoty o bohaterach książkowych, historycznych lub mitologicznych, przybliżyć, ubogacić i rozwinąć wycięte z fabuły sceny oraz uzupełnić i uszczegółowić niektóre informacje.

Autorka zaświadcza, że wszystkie przepisy zostały przez nią przetestowane, więc nie ma się czego obawiać, bo gotować potrafi naprawdę każde dziecko! Powinno tylko wyzbyć się obawy przed porażką. Z obawy bowiem rodzi się często panika, a ta z  kolei jest przyczyną takich katastrof, jak: rozlania, stłuczenia, przypalenia, a nawet podpalenia (kuchni)! Proponuję przyjąć specjalną praktykę: spoko. Pewność, spokój i precyzja ruchów. I wiara w sukces. A wtedy wszystko musi się udać!

I uda się, ponieważ zaproponowane smakołyki są naprawdę proste i nie wymagające trudno dostępnych czy wymyślnych składników, do tego opisane w sposób przejrzysty, interesujący oraz czarująco-żartobliwy, a to, w połączeniu z zapewnieniem, że wychodzą przepyszne, po prostu musi zachęcić do ich wykonania 😉

 

I PRZEPIS – CAŁUSKI PANI DARLING

Ja na początek wypróbowałam 3 przepisy i oczywiście 3 są genialne, a zaczęłam od tytułowych Całusków pani Darling, czyli kruchych, kakaowych, niezbyt słodkich ciasteczek, zainspirowanych postacią Mary Darling z „Przygód Piotrusia Pana” autorstwa J.M Barriego, w kształcie serduszek, z wierzchu oblanych polewą z gorzkiej czekolady (może być też biały bądź różowy lukier) i obsypanych właściwie tym, co ma się pod ręką (orzechami, owocami, kandyzowanymi skórkami), bo to, co jest tutaj fajne, to zapewnienie, że małego kucharza nie ogranicza nic poza jego fantazją, zatem nie musi ściśle trzymać się przepisów, lecz samodzielnie kombinować 😉

 

Przepis na Całuski pani Darling (mi wyszło 40 sztuk)

Składniki:

Ciasto:

  • 2 szklanki mąki pszennej (tortowej)
  • 100 g miękkiego masła
  • 100 g gorzkiej, roztopionej czekolady
  • 0,5 szklanki cukru
  • 1 jajko
  • 0,5 łyżeczki proszku do pieczenia
  • szczypta soli

Dodatkowo:

  • 50 g gorzkiej czekolady lub lukier z cukru pudru i soku z cytryny (można go dodatkowo zabarwić sokiem z buraka)
  • migdały w słupkach (mogą być też płatki migdałowe, orzechy włoskie, laskowe lub jakiekolwiek inne, rodzynki, wiórki kokosowe, kandyzowane owoce albo ozdoby cukrowe)

Sposób przygotowania:

Czekoladę roztopić w kąpieli wodnej – odstawić do wystudzenia.

Masło ubić z cukrem na puch, potem, cały czas miksując, dodać jajko, następnie wlać wystudzoną czekoladę, dalej mąkę, proszek oraz sól i zagnieść na gładkie ciasto.

Ciasto rozwałkować na grubość około 3-4 mm i foremką w kształcie serduszka powycinać ciastka.

Ciastka poukładać na wyłożonej papierem do pieczenia blaszce.

Piec około 20 minut, w temperaturze 120 °C (wstawić do nagrzanego piekarnika).

Wyjąć. Wystudzić.

Z wierzchu oblać roztopioną czekoladą lub lukrem i ozdobić wedle fantazji (orzechami, owocami, cukrowymi ozdobami, itd.).

 

II PRZEPIS – CIASTECZKA BOGINI DEMETER

Drugi, nakłaniający do sięgnięcia po książkę „Mitologia” Jana Parandowskiego, przepis, nawiązuje do greckiej bogini Demeter, która stworzyła całą żyjącą przyrodę, w związku z tym jej wypieki zwyczajne muszą obfitować w ziarna i owoce, a jest ich tutaj nie mało, bo pszenica, owies, mak i figa, do tego miód oraz masło, co ostatecznie tworzy kruchutkie, lekko słodkie, pełne Darów Ziemi ciasteczka.

 

Przepis na Ciasteczka bogini Demeter (kwadratowa blaszka o wymiarach 20×20 cm; mi wyszło 12 sztuk)

Składniki:

  • 1 szklanka mąki pszennej (tortowej)
  • 1 szklanka płatków owsianych
  • 100 g miękkiego masła
  • 1 jajko
  • 3 łyżki płynnego miodu
  • 2 czubate łyżki maku
  • 5 posiekanych na drobne kawałeczki suszonych fig
  • szczypta soli

Sposób przygotowania:

Wszystkie składniki wrzucić do miski i zagnieść z nich ciasto.

Ciastem równomiernie wylepić wyłożoną papierem do pieczenia blaszkę.

Piec około 20 minut, w temperaturze 180 °C (wstawić do nagrzanego piekarnika).

Wyjąć. Jeszcze ciepłe pokroić na kwadraty.

*surowe ciasto, zamiast wylepiać nim blaszkę, można też rozwałkować, powycinać kółeczka albo kwadraty, poukładać na  blaszce i upiec.

 

III PRZEPIS – CIASTO HUCKLEBERRY FINNA

Trzeci przepis odnosi się do twórczości amerykańskiego pisarza Marka Twaina, a konkretnie do książki „Przygody Hucka Finna”, a jeszcze bardziej konkretnie do sceny, kiedy Huck oraz Tomek, chcąc ułatwić ucieczkę zbiegłemu Jimowi, piekli na ognisku w lesie, w mosiężnym rondlu z długą drewnianą rączką, podkradniętym wujaszkowi Silasowi, ciasto, w którym ukryli wykonaną z podartego prześcieradła drabinkę sznurkową. To ciasto jest drożdżowe, bardzo miękkie, pachnące oraz puszyste, i choć nie posiada w środku drabinki, to w zamian jest wypełnione wzbogaconą rodzynkami aksamitną masą serową, a jeśli ktoś takowej nie lubi, to może ją zamienić na świeże jagody lub przecier jabłkowy, a wierzch sowicie obsypać słodką, chrupiącą kruszonką albo nawet makiem czy orzechami; oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie, by zamiast słodkiego nadzienia użyć słonego, na przykład jakiegoś sera, warzyw i ziół 😉

 

Przepis na Ciasto Huckleberry Finna (tortownica o średnicy 22 cm)

Składniki:

Ciasto drożdżowe:

  • 300 g mąki pszennej (tortowej)
  • 40 g świeżych drożdży + 2 łyżki ciepłej wody
  • 2 jajka
  • 2 płaskie łyżki cukru
  • 150 g roztopionego i wystudzonego masła
  • szczypta soli

Nadzienie serowe (ewentualnie świeże jagody lub przecier jabłkowy):

  • 500 g twarogu półtłustego (dwukrotnie zmielonego)
  • 50 g rozpuszczonego masła
  • 1 żółtko
  • 32 g cukru waniliowego
  • 2 płaskie łyżki cukru
  • 1 garść namoczonych w ciepłej wodzie rodzynków i obtoczonych w 1 płaskiej łyżce mąki ziemniaczanej

Kruszonka (mak lub orzechy):

  • 1 szklanka mąki pszennej (tortowej)
  • 3/4 szklanki cukru
  • 100 g masła

Sposób przygotowania:

Drożdże rozkruszyć, wrzucić do kubeczka, zalać ciepłą wodą i mieszać do rozpuszczenia.

Mąkę, masło, jajka, sól i cukier umieścić w misce, następnie wlać rozpuszczone drożdże i zagnieść gładkie, lśniące, elastyczne ciasto – uformować je w kulę i odstawić pod przykryciem na 1 h.

W tym czasie przygotować nadzienie serowe (zamiast nadzienia serowego mogą być świeże jagody albo przecier jabłkowy): ser dwukrotnie przecisnąć przez praskę lub maszynkę, wlać roztopione i wystudzone masło, dodać żółtko, cukier i cukier waniliowy – wymieszać na jednolitą masę, a na koniec wsypać odciśnięte z wody rodzynki i delikatnie obtoczone w mące ziemniaczanej.

Wyrośnięte ciasto podzielić na 2 części (większą i mniejszą): większą część rozwałkować na okrągły placek i wyłożyć nim posmarowaną masłem i oprószoną bułką tartą tortownicę (spód oraz boki), środek wypełnić nadzieniem serowym, przykryć drugim rozwałkowanym plackiem (tym mniejszym), starannie zalepić brzegi i sowicie obsypać kruszonką (połączyć wszystkie składniki) albo makiem lub orzechami – odstawić na 30 minut do ponownego wyrośnięcia.

Piec około 1 h, w temperaturze 185 °C (wierzch musi się dobrze zarumienić).

Wyjąć. Wystudzić.

 

Zaszufladkowano do kategorii Ciasteczka, Drożdżowe, Literatura, Literatura, Przepisy, Przepisy | Otagowano | Dodaj komentarz

Tartaletki z lemon curdem, malinami i borówkami

Przepis na weekend, do filiżanki herbaty, na coś niedużego, niby słodkiego, a jednak nie do końca, ale naprawdę przyjemnego, czyli kruche, maślane tartaletki wypełnione dużą ilością aksamitnego, lekko kwaskowatego lemon curdu, z wierzchu ozdobione świeżymi malinami oraz borówkami 😉

Przepis na tartaletki z lemon curdem, malinami i borówkami (15 sztuk o średnicy 9cm) (Przepis pochodzi z Moich Wypieków)

Składniki:

Kruche ciasto:

  • 350 g mąki pszennej (tortowej)
  • 150 g cukru pudru
  • 180 g zimnego masła
  • 1 jajko
  • 1 żółtko
  • 2 łyżeczki aromatu waniliowego
  • szczypta soli

Lemon curd:

  • 3 duże jajka
  • 3 żółtka
  • 240 g cukru
  • 120 g masła
  • skórka otarta i sok wyciśnięty z 3 cytryn

Dodatkowo:

  • świeże maliny i borówki

Sposób przygotowania:

Składniki na ciasto szybko zagnieść, rozwałkować je na grubość około 4mm, powycinać kółka trochę większe od średnicy foremek i wyłożyć nimi foremki na tartaletki delikatnie wysmarowane masłem oraz oprószone mąką pszenną – schłodzić w lodówce przez 45 minut.

Następnie wierzch ciasta oprószyć mąką pszenną, wyłożyć na nie papier do pieczenia, a na papier wysypać kulki ceramiczne, które obciążą ciasto (może być też fasola, ryż).

Piec przez 15-17 minut, w temperaturze 200°C (wstawić do nagrzanego piekarnika; wyjąć, gdy dobrze zezłocą się z wierzchu).

Wyjąć. Wystudzić.

W tym czasie przygotować lemon curd:

Cytryny wyszorować szczoteczką, wyparzyć, otrzeć skórkę i wycisnąć sok.

W niedużym garnuszku, przy pomocy rózgi kuchennej, roztrzepać jajka oraz żółtka z cukrem – podgrzać na małej mocy palnika, cały czas mieszając. Następnie dodać masło, sok i skórkę z cytryn – mieszać do zagotowania i zgęstnienia kremu.

Wystudzić.

*jeśli w kremie pojawią się grudki należy go przetrzeć przez sitko

Każdą tartaletkę wypełnić porządną łyżką (albo nawet 2) lemon curdu i ozdobić malinami oraz borówkami.

Przechowywać w lodówce.

Zaszufladkowano do kategorii Babeczki, muffiny, tartaletki, Przepisy, Przepisy | Dodaj komentarz