Kruche ciasteczka kakaowe z powidłami śliwkowymi

Zainspirowana chłodną pogodą i szumiącymi liśćmi, proponuję przepis na niezwykle szybkie w przygotowaniu kakaowe ciasteczka, przełożone kwaskowatymi śliwkowymi powidłami, które można przygotować nawet dziś – niech to będzie taki przyjemny smakiem oraz zapachem skrawek minionej jesieni (właśnie wtedy je upiekłam i pamiętam, że były cudownie kruchutkie, niezbyt słodkie, ale jakże pyszne) 😉

Przepis na kruche ciasteczka kakaowe z powidłami śliwkowymi (mi wyszło około 40 już złożonych, dość dużych sztuk) (Przepis pochodzi z bloga: https://ala-piecze.blogspot.com/)

Składniki:

Ciasto kakaowe:

  • 3 szklanki mąki pszennej (tortowej)
  • 1,5 szklanki cukru pudru
  • 4 kopiaste łyżki gorzkiego kakao
  • 300 g zimnego masła
  • 6 żółtek

Dodatkowo:

  • 1 słoik powideł śliwkowych

Sposób przygotowania:

Wszystkie składniki wrzucić do miski i zagnieść z nich ciasto, które należy uformować w kulę, owinąć folią spożywczą i schłodzić w lodówce przez 1h.

Po upłynięciu wskazanego czasu ciasto rozwałkować, delikatnie podsypując mąką, i powycinać ciasteczka: w połowie z nich na środku wyciąć wzór mniejszą foremką (u mnie było to serduszko), może być też kieliszek.

Ciasteczka poukładać na blaszce wcześniej wyłożonej papierem do pieczenia.

Piec koło 10-12 minut, w temperaturze 180 °C.

Wyjąć. Wystudzić. Przełożyć powidłami śliwkowymi.

 

Zaszufladkowano do kategorii Ciasteczka, Przepisy, Przepisy | Dodaj komentarz

Drożdżowe pierożki z żółtym serem

Dzisiaj coś wytrawnego, czyli drożdżowe pierożki z sosem pomidorowym i żółtym serem, które są wspaniałym dodatkiem do obiadu (na przykład do talerza zupy), ewentualnie można je zjeść na kolację w wersji solo lub do jakiejś sałatki.

Najlepsze na ciepło, ale na zimno również są smaczne, tyle, że wtedy nie ciągnie się ser 😉

Pierożki pachną cudownie (jak każde ciasto drożdżowe!), z wierzchu są chrupiące, oprószone suszonymi pomidorami i czosnkiem, a w środku puchate oraz mięciutkie.

Przepis na drożdżowe pierożki z serem (około 16 dość dużych sztuk) (przepis z jakiejś stronki internetowej – już nie pamiętam z jakiej)

Składniki:

Ciasto:

  • 650 g mąki pszennej (tortowej)
  • 45 g drożdży
  • 1 jajko
  • 1,5 szklanki letniej wody
  • 1 płaska łyżeczka soli
  • 1 płaska łyżeczka cukru
  • 2 łyżki oleju

Dodatkowo:

  • sos pomidorowy
  • ser żółty
  • 1 jajko wymieszane z 1 łyżką mleka
  • suszone pomidory z czosnkiem
  • ketchup

Sposób przygotowania:

Drożdże pokruszyć, wsypać cukier, 1 łyżkę mąki i rozpuścić w letniej wodzie – odstawić na 15 minut.

Mąkę przesiać, wymieszać z solą, potem dodać jajko, olej oraz rozczyn – wyrobić elastyczne ciasto i odstawić pod przykryciem na 1h.

Gotowe ciasto jeszcze raz zagnieść, rozwałkować, powycinać kółka, posmarować sosem, położyć ser i uformować pierożki – odstawić na 30 minut do ponownego wyrośnięcia.

Pierożki z wierzchu posmarować jajkiem wymieszanym z mlekiem, oprószyć suszonymi pomidorami z czosnkiem i zrobić wzorek z ketchupu.

Piec około 15-20 minut, w temperaturze 200°C.

 

Zaszufladkowano do kategorii Przepisy, Przepisy, Wytrawne | Dodaj komentarz

Kakaowy torcik z kremem, frużeliną i owocami lata

Przepis na torcik, który śmiało można określić królem letnich wypieków: kakaowe, mięsiste blaty nasączone wiśniówką, aksamitny krem śmietankowy, soczysta frużelina z truskawek, malin, jagód i czereśni oraz wierzch udekorowany na wzór kopca stworzonego przez kreta, tyle, że zamiast niego, wyłaniają się świeże owoce 😉

Co ciekawe i zachęcające: blaty wykonuje się bez użycia miksera (!), ponieważ to nie jest klasyczny biszkopt, lecz ciasto kakaowe (wykorzystam je jeszcze nie raz).

Nie jest to wypiek nazbyt słodki, ale właśnie idealnie zrównoważony: bardziej wytrawne blaty, słodki krem, kwaskowata frużelina i owoce.

Ciasto jest podzielne i sycące.

Idealna propozycja na szczególne okazje (chociaż zapewne nikt się nie obrazi, jeśli wjedzie na stół w dzień powszedni), bo prezentuje się naprawdę elegancko, a do tego smakuje każdemu 😉

Przepis na kakaowy torcik z kremem, frużeliną i owocami lata (tortownica o średnicy 20 cm) (Przepis pochodzi z Moich Wypieków od Pani Doroty)

Składniki:

Ciasto kakaowe:

  • 150 g mąki pszennej (tortowej)
  • 60 g gorzkiego kakao
  • 1 i 1/4 szklanki brązowego cukru
  • 150 ml mleka
  • 130 ml oleju słonecznikowego lub rzepakowego
  • 3 duże jajka
  • 1 łyżeczka aromatu waniliowego
  • 0,5 łyżeczki sody oczyszczonej
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia

Krem śmietankowy:

  • 250 g serka mascarpone
  • 250 ml śmietany 36% lub 30%
  • 1,5 łyżki cukru pudru
  • 1 łyżeczka ekstraktu z wanilii 

Frużelina z owoców lata:

  • 250 g owoców lata (truskawki, czereśnie, jagody, maliny)
  • 1,5 łyżeczki agaru (lub żelatyny)
  • 0,5 szklanki cukru
  • 1 łyżka soku z cytryny
  • 1 łyżeczka skrobi ziemniaczanej rozpuszczona w 1 łyżce wody 

Dodatkowo:

  • wiśniówka (do nasączenia)
  • świeże owoce lata (do ozdoby)

Sposób przygotowania:

W misce umieścić jajka, mleko, olej, cukier i ekstrakt z wanilii – wymieszać ręcznie, rózgą kuchenną, do połączenia.

Następnie wsypać mąkę przesianą z gorzkim kakao, sodą oraz proszkiem – również wymieszać ręcznie.

Ciasto przelać do tortownicy wcześniej wyłożonej papierem do pieczenia.

Piec około 50 minut (lub dłużej, do tzw. suchego patyczka), w temperaturze 170°C.

Wyjąć. Wystudzić. Odciąć górkę (zostawić do pokruszenia wierzchu) i przekroić na 2 blaty.

Przygotować frużelinę z owoców lata:  agar (lub żelatynę) zalać wodą, wymieszać i odstawić na chwilę do napęcznienia. Owoce umyć, pokroić, wrzucić do garnka, posypać cukrem i podgrzać aż do jego rozpuszczenia. Następnie wlać sok z cytryny oraz dobrze wymieszaną z wodą mąkę – dokładnie połączyć i podgrzać. Agar ustawić na palniku i podgrzać króciutko, tylko by się rozpuścił (ale nie doprowadzać do wrzenia, bo straci właściwości żelujące) – wlać do jeszcze ciepłych owoców i odstawić do wystudzenia.

Wykonanie:

Pierwszy blat ciasta kakaowego ułożyć na paterze, nasączyć wiśniówką, posmarować 3/4 kremu śmietankowego (zmiksować wszystkie składniki na gęsty krem), dalej frużeliną, przycisnąć drugim blatem, nasączyć, posmarować pozostałym kremem, oprószyć pokruszonym ciastem i ozdobić świeżymi owocami – schłodzić.

Przechowywać w lodówce.

Zaszufladkowano do kategorii Czekoladowe, Owocowe, Przepisy, Przepisy, Torty | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Coś do obejrzenia: „Pozycja obowiązkowa”, „Madame” i „Tully”

Nie recenzuję tutaj wszystkich filmów, które widziałam w domu czy w kinie, ponieważ nie każdy zasługuje na wyróżnienie albo na krytykę; mam tutaj na myśli produkcje, które ani nie zachwycają, ani nie irytują, a więc jakoś szczególnie nie zapisują się w mojej pamięci – to takie filmy, które po prostu można zobaczyć, bo przyjemnie się je ogląda w trakcie samego oglądania.

Ale, że jutro niedziela, mówią, ze chłodna, więc raczej nie zapowiada się wyjazd w plener, to poniżej podrzucam kilka tytułów – w tym zestawieniu serce oddałam „Madame” 😉

1.”Pozycja obowiązkowa”, reż. Bill Holderman – 4 zbliżające się do 70-tki, wykształcone, pławiące w luksusach przyjaciółki od lat spotykają się raz w miesiącu w założonym przez siebie „Klubie Książki”, by omawiać konkretne, przeważnie jałowe i przypuszczalne jak ich partnerskie, prywatne oraz erotyczne życie, pozycje czytelnicze. Sytuacja ulega zmianie, gdy ich lekturą zostaje  „50 Twarzy Greya” autorstwa E.L. James, bowiem w paniach pokrytych rumieńcem zawstydzenia (bo to taka nieprzyzwoita historia!) obudzą się skrywane żądze – a wygląda to następująco:

Osamotniona po śmierci męża (którego notabene nie kochała, ale była z nim z rozsądku) Diane (Diane Keaton) postanawia wyłonić się ze swojego gigantycznego, otoczonego ogrodem domu, dodatkowo wyrwać spod skrzydeł nadopiekuńczych córek i rzucić w ramiona zamożnego pilota.

źródło ilustracji: http://film.interia.pl/wiadomosci/news-diane-keaton-milosc-i-seks-po-60,nId,2584886

Beztroska, ceniąca niezależność i jednorazowy seks, będąca w posiadaniu ekskluzywnego, dobrze prosperującego hotelu Vivian (Jane Fonda) odświeża zaprzepaszczoną przed 40 laty miłość.

źródło ilustracji: http://www.filmweb.pl/film/Pozycja+obowi%C4%85zkowa-2018-804821

Sfrustrowana bezczynnością męża przewodnicząca fundacji charytatywnej Carol (Mary Steenburgen) zrobi dosłownie wszystko (nawet posunie się do wciśnięcia kuszącego fartuszka z młodości i dosypania leku na potencję), by na nowo wzniecić małżeński płomień.

źródło ilustracji: http://www.filmweb.pl/film/Pozycja+obowi%C4%85zkowa-2018-804821

A moja ulubiona sędzia federalna, niezwykle stonowana, pruderyjna, opuszczona przez ślubnego dla dużo młodszej Sharon (Candice Bergen) zaloguje się na portalu randkowym, gdzie pozna mężczyzn skłonnych ofiarować jej chwile prawdziwej namiętności.

źródło ilustracji: http://www.filmweb.pl/review/Klub+pejczyka-21437

Wybrałam się na ten film, mając nadzieję, że będzie to coś w stylu „Złych mamusiek”, który o dziwo, zwłaszcza druga część, naprawdę mnie rozbawił (TU recenzja pierwszej części, a TU drugiej), ale niestety trochę się przeliczyłam, bo całość kojarzy mi się z pełną przepychu  i schematów, bardzo przewidywalną telenowelą, gdzie wszystko musi się bajkowo skończyć.

Ja byłam trochę zirytowana płochliwością oraz nadmiernym onieśmieleniem kobiet, brakło mi też dobrego żartu i głębi, bo poza przesłaniem, że seks nie jest tylko dla młodych, a miłość można znaleźć na każdym etapie nie dostrzegam  żadnego innego, ale pewnie o to tutaj chodzi.

Ogromny plus za dobór aktorek – moją faworytką została Sharon i to dla niej dotrwałam do końca (chociaż ten ckliwy toast kompletnie do niej nie pasował).

To coś lekkiego; bardziej pasuje na wieczór w domowym zaciszu niż na wyjście do kina.

Myślę, że jest to jednak propozycja skierowana do pań wiekiem zbliżonych do głównych bohaterek.

źródło ilustracji: http://www.filmweb.pl/film/Pozycja+obowi%C4%85zkowa-2018-804821

 

Miłość jest tylko słowem, jeśli nie wypełnisz go znaczeniem.

 

2.”Madame”, reż. Amanda Sthers – zamożne małżeństwo Anne (Toni Collette) i Bob (Harvey Keitel) Fredericks cieszy się sielankową, wytworną, bezstresową, próżną, naznaczoną korzystnymi znajomościami codziennością, w której mogą leżeć, pachnieć, cudować, podróżować i patrzeć, jak wyręcza ich służba – w niej z kolei przoduje hiszpańska imigrantka Maria (Rossy de Palma), czuwając nad tym, by zawsze wszystko było perfekcyjnie wykonane (a ułatwia jej to wieloletnia znajomość swoich chlebodawców).

Zgrzyt wdziera się z chwilą, gdy do domu przyjeżdża syn pana domu – Steven (Tom Hughes), ponieważ będzie on 13 gościem przy stole w trakcie kolacji, co zaburza wewnętrzną harmonię jego przesądnej macochy.

Kobieta stara się skombinować dodatkową osobę, a że ma na to zbyt mało czasu postanawia namówić właśnie Marię, by udawała przez te parę godzin tajemniczą arystokratkę: ma siedzieć, wypełniając miejsce i najlepiej nic się nie odzywać, żeby nie popełnić gafy.

Plan bierze w łeb, ponieważ służącą zachwyca się angielski handlarz dziełami sztuki David Reville (Michael Smiley), od którego to zależy obecny los zadłużonych gospodarzy – nie mogą więc drastycznie wyjawić mu prawdy, bo to kłamstwo negatywnie odciśnie się na ich reputacji, jednak wszelkimi siłami (poczynając od próśb, wykładów, a zakończywszy na szantażu i łgarstwie) postanawiają (zwłaszcza kobieta) uciąć ten rozkwitający romans.

Dla samej Marii jest to jeden z najpiękniejszych epizodów, pozwalający zasmakować burżujskiego życia oraz uwierzyć, że miłość jest bezinteresowna i nie zna zróżnicowań – niestety trwa to zaledwie moment.

„Madame” to zarazem zabawna, ale i bolesna baśń o współczesnym Kopciuszku, pełna hipokryzji, przesądów, obojętności, wpływów oraz pozorów: zabawna, ponieważ odkrywa i ośmiesza zadufanych bogaczy, bolesna, bo potwierdza, że za te pieniądze, które tworzą okrutne podziały społeczne, można naprawdę wiele.

To także opowieść o ulotności szczęścia i o jego rozmaitej definicji, o egoizmie, fałszu, intrygach, kryzysie wieku średniego, zdradach (pan zdradza panią, a pani pana), samotności, niezrozumieniu i o sile oraz świadomości, które nosi się w sobie.

Bardzo, bardzo polecam: trochę słodko, trochę gorzko – jak w życiu.

Seans bardziej bawi, ale płynąca z niego refleksja smuci.

źródło ilustracji: https://www.cinezik.org/critiques/affcritique.php?titre=madame

 

Jestem kobietą, nie służącą (…) Mam jedno pragnienie: być szczęśliwą.

 

3. „Tully”, reż. Jason Reitman – 30-letnia Marlo (Charlize Theron) jest doszczętnie wycieńczona i znużona codziennością, która opiera się na… byciu matką i gospodynią. Wszystkie zadania domowo-opiekuńcze spoczywają na jej barkach, ponieważ mąż Drew (Ron Livingston) wziął na siebie utrzymanie rodziny, jednak jego praca wiąże się z częstymi wyjazdami, co sprawia, że kobieta przeważnie jest sama, a jak nie jest, to zmęczony małżonek i tak nie pali się do pomocy (nie zważając na jej zmęczenie; woli na przykład zabijać zombie). Sytuacja komplikuje się, gdy kobieta rodzi trzecie, nieplanowane dziecko, które poza odprowadzaniem do szkoły dwójki pozostałych, gotowaniem,  praniem, sprzątaniem, robieniem zakupów i zmaganiem z trudnymi zachowaniami syna Jonaha (Asher Miles Fallica), prawdopodobnie cierpiącego na autyzm, na nowo wciąga ją w uciążliwy schemat zmieniania pieluch, karmienia i wstawania o nieokreślonych porach. Natłok obowiązków w połączeniu z krytycznym podejściem do własnego ciała, brakiem pożycia małżeńskiego i chwili wytchnienia wypełnia ją niemą frustracją (pod sztywną powłoką złość miesza się z niemocą, co widać w smutnych oczach i napięciu bohaterki), która, choć niechętnie, doprowadza do skorzystania z oferty usatysfakcjonowanego lekkim i pięknym, bo dostatnim życiem brata Craiga (Mark Duplass), proponującego wynajęcie nocnej niani.

I tak oto pewnej nocy do drzwi puka młodziutka, urocza, promienna, wypoczęta, momentami przyrównywana do syreny Tully (Mackenzie Davis), która nie tylko czuwa nad niemowlakiem, ale też wysprząta mieszkanie, upiecze babeczki, rzuci garść filozoficznych mądrości, wznieci wygaszony ogień, a do tego wyciągnie gdzieś w głębi zakopaną przebojowość, pozwalając strutej matce na regenerację i przypomnienie jak smakuje radość.

Pomiędzy kobietami nawiązuje się niezwykła, pełna zaufania, oczarowania i humoru więź, która przynosi psychiczną ulgę, ale również tęsknotę za tym, co wcześniejsze, czyli niezależne oraz beztroskie, co niestety doprowadza do dramatu, który mimo wszystko da zrozumienie i w jakiś sposób pomoże odbić się od dna.

„Tully” to film jednocześnie ciężki i lekki, bo bierze na tapetę temat o przykrej monotonii, ukrytej  depresji, rozczarowaniu, przemijaniu, rezygnacji z siebie, ofiarności, pokorze, odzyskiwaniu równowagi, godzeniu na zmiany, przewartościowaniu marzeń, nieumiejętności przystosowania do tego, co teraz, ze świadomością, że tamto już nigdy nie wróci (mimo wszystko wystrzega się egoizmu), jednakże czyni to w sposób dość przystępny, czasem nawet dowcipny.

Cóż można rzec: wspaniała antyreklama macierzyństwa.

źródło ilustracji: http://www.filmweb.pl/film/Tully-2018-776170

 

– Dziewczyny są silne.

– Nie prawda. Jesteśmy sprytne i dobrze się maskujemy.

 

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii, Film | Dodaj komentarz

Pianka z owoców leśnych z sosem z białej czekolady

Przepis na coś, co obiecałam zrobić już jakieś 2 lata temu i choć udało mi się to dopiero dzisiaj, to zapewniam, że cały czas o nim pamiętałam. A jest to przepyszny dwuwarstwowy deser, składający z kwaskowatej pianki z owoców leśnych (maliny, jagody, jeżyny – akurat tych ostatnich nie miałam, więc zastąpiłam je czereśniami i truskawkami) zalanej aksamitnym, słodkim sosem z białej czekolady i obsypanej zatrzęsieniem świeżych owoców 😉

To bardzo delikatny, niezbyt pracochłonny, a idealny na upalne dni rarytas, który powinien posmakować każdemu.

Cytuję przepis za autorką, ponieważ wykonałam go nie dla siebie, stąd nie znam dokładnych proporcji na wersję wege, ale przy gwiazdce napisałam zamienniki, których bym tutaj użyła.

Przepis na piankę z owoców leśnych z sosem z białej czekolady (4 porcje) (przepis pochodzi z bloga: http://gotowaniecieszy.blox.pl/html)

Składniki:

Leśna pianka:

  • 1 opakowanie śmietany „Śnieżka”
  • 250 ml mleka 3,2%
  • 1 galaretka o smaku owoców leśnych 
  • 150 ml wrzątku
  • 0,5 szklanki jagód
  • 1 szklanka malin
  • 1 szklanka jeżyn
  • 1 łyżka cukru pudru

*w wersji wege trzeba zblendować posłodzone ksylitolem owoce, zalać je rozpuszczonym we wrzątku agarem, chwilę pogotować, a potem połączyć z ubitą na sztywno wodą po cieciorce

Sos z białej czekolady:

  • 100 g białej czekolady
  • 8 łyżek kremówki

*w wersji wege kremówkę należy zastąpić śmietanką kokosową i wegańską czekoladą

Dodatkowo:

  • 3/4 szklanki jagód
  • 1 szklanka malin
  • 1 szklanka jeżyn

Sposób przygotowania:

Owoce zblendować z cukrem pudrem na mus, następnie przetrzeć przez sitko, by pozbyć się pestek i połączyć z rozpuszczoną we wrzątku galaretką – odstawić do wystudzenia.

„Śnieżkę” zmiksować ze szklanką schłodzonego mleka do otrzymania konsystencji bitej śmietany, po czym wlać do niej chłodną galaretkę – wymieszać i przelać do wysokich szklanek lub pucharków – wstawić do lodówki, by pianka stężała.

W niedużym rondelku podgrzać kremówkę (ale jej nie zagotowywać), zestawić z palnika, wrzucić połamaną na kostki białą czekoladę, chwilę poczekać aż się rozpuści i wymieszać na gładki sos – odstawić do całkowitego wystygnięcia.

Przestudzony sos rozlać na piankę i obficie posypać owocami.

Podawać mocno schłodzone.

 

Zaszufladkowano do kategorii Desery, Przepisy, Przepisy | Dodaj komentarz

Marmurkowe muffiny kakaowo-serowe z malinami

W niedzielne popołudnie wzruszyłam się zekranizowaną baśnią Braci Grimm „Gwiazdy i dukaty”. To historia dziewczynki o imieniu Mina, która z ubogiej wioski, usytuowanej tuż obok Gilowego Lasu, wyrusza w delegację do króla, by poprosić go o wypuszczenie rodziców, trudniących się tkactwem – zamknął ich u siebie za brak zapłaty podatków w celu odpracowania należności (rok pracy za pół roku zadłużenia – genialny). W trakcie dalekiej drogi napotyka rozmaite osoby, oddając im wszystko, co posiada – i chyba to bezinteresowne miłosierdzie sprawia, że kiedy jest najgorzej, gwiazdy po prostu zamieniają się w złote dukaty…

Jak ja kocham baśnie, od zawsze i na zawsze – wzruszają mnie odkąd pamiętam, ale na głos nigdy się do tego nie przyznaję 😉

A teraz trochę o tym, co na czerwcowy deser.

Jakoś mnie w tym roku pochłonęły truskawki, ale mimo tego truskawkowego upojenia udało mi się upiec i coś z rabarbarem i z czereśniami, i nawet z borówkami, więc teraz nadszedł czas na maliny (całe wieki obiecuję sobie wykonać słynną „malinową chmurkę”, ale nie mogę się za nią zabrać; nie lubię pracować z galaretkami i z bezą, jednak zrobię, na pewno zrobię) – a one tutaj raczej jako słodko-kwaśny dodatek, pyszna ozdoba usadowiona na kremowym kleksie z serka mascarpone, który wzbogaca smak tych niedużych muffinów: puszystych, wilgotnych, kakaowo-serowych, co po delikatnym wymieszaniu tworzy marmurkowy wzorek 😉

Inne pomysły na maliny dostępne na blogu:

  1. Malinianki
  2. Wafelkowy torcik z malinami
  3. Charlotte z malinowym kremem
  4. Torcik bezowy z kremem cytrynowym, malinami i truskawkami
  5. Piętrowy tort czekoladowy z malinami
  6. Czekoladowy sernik z malinowym kremem oraz musem
  7. Muffiny z malinami, białą czekoladą oraz bezami
  8. Babeczki Raffaello z dżemem malinowym
  9. Panna cotta z białą czekoladą i sosem malinowym
  10. Budyniowe babeczki malinowe z bitą śmietaną i żelem
  11. Kakaowe pierogi z malinami, serem i białą czekoladą
  12. Sałatka owocowa z malinami i advocaatem
  13. Koktajl malinowo-kokosowy

Przepis na marmurkowe muffiny kakaowo-serowe z malinami (10-12 sztuk) (Przepis pochodzi z Moich Wypieków od Pani Doroty; dodałam serek i maliny)

Składniki:

Ciasto kakaowe:

  • 250 g mąki pszennej (tortowej)
  • 30 g gorzkiego kakao
  • 100 g cukru
  • 70 g brązowego cukru 
  • 2 duże jajka
  • 175 ml mleka
  • 115 g masła (roztopionego i przestudzonego)
  • 70 g gorzkiej czekolady (posiekanej)
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia

Masa serowa:

  • 170 g twarogu, tłustego lub półtłustego (zmielonego przynajmniej dwukrotnie)
  • 1 żółtko
  • 3 łyżki cukru
  • 8 g cukru waniliowego

Dodatkowo:

  • 250 g serka mascarpone
  • 2 płaskie łyżki cukru pudru
  • świeże maliny (do ozdoby)

Sposób przygotowania:

W misce, przy pomocy rózgi kuchennej, połączyć jajka, mleko, masło i cukier. Następnie dodać mąkę przesianą z proszkiem oraz gorzkim kakao. Na sam koniec wmieszać posiekaną gorzką czekoladę.

Ciasto rozdzielić równo pomiędzy papilotki, nalewając mniej więcej do 3/4 wysokości.

Dalej na środek ciasta nałożyć po 2 łyżeczki nadzienia serowego (dokładnie połączyć wszystkie składniki) i delikatnie wymieszać łyżeczką z górną częścią ciasta kakaowego, by uzyskać efekt marmurka.

Piec około 25 minut, w temperaturze 170°C.

Wyjąć. Wystudzić. Z wierzchu ozdobić kleksem z serka mascarpone wymieszanego z cukrem pudrem oraz świeżymi malinami.

Zaszufladkowano do kategorii Babeczki, muffiny, tartaletki, Czekoladowe, Owocowe, Przepisy, Przepisy | Dodaj komentarz

Przeobrażenie

Blask oczu sztucznie wykrzesany.

Wierzch Duszy gładko ociosany.

Bez skazy figurę wątłego ciała

wizja sprytnego profana nadała;

w wonności ziół za sprawą dłutku,

spijając z czary napój smutku,

wyrzeźbił siebie pomalutku.

W ciemnym, zamglonym krzewów ukrytku

złudnie wypełnił boleść ubytku.

Pragnąc przytłumić wewnętrzne łkanie,

zmówił bezgłośnie żarliwą litanię –

amokiem było gwiazd migotanie.

 

Pod mrocznym, chłodnym zwierciadłem nieba:

nic już nie trzeba. Nic już nie trzeba.

A wypłowiała toń jeziora

w błotnistych odmętach chowa upiora;

na żwirach brzegu przykuca pokora.

Bledną rojenne-senne obrazy –

Ci najwrażliwsi przerodzą się w głazy.

(autor: Ja)

 

 

Zaszufladkowano do kategorii Moje wiersze | Dodaj komentarz

Mini serniczki z czereśniami

Niewielki straganik ustawiony w pobliżu piekarni uzmysłowił mi, że zaczął się sezon na czereśnie, bo właśnie one rozwielmożniły się na drewnianej tacy, nieopodal koszyczków po brzegi wypełnionych truskawkami.

Kupiłam.

A będąc dzieckiem nie kupowałam, tylko nocą, nielegalnie, zrywaliśmy ze znajomymi z drzew tych, którzy pośród bloków mieli domy, a obok tych domów drzewa, których gałęzie wprost uginały się od czereśni; zrywaliśmy całymi siatami, wierząc, że robimy to dla dobra sprawy, bowiem uprzedzimy łakome szpaki (nie biorąc pod uwagę łakomstwa własnego) – uprzedzaliśmy.

I z dodatkiem tych ciemnoczerwonych soczystości upiekłam błyskawiczne mini serniczki: ich spód stanowi kruche maślane ciasteczko, masa serowa jest idealnie kremowa, a wierzch pokrywa polewa z mlecznej czekolady.

Idealne na letni podwieczorek w ogrodzie (to tak w rozmarzeniu, bo spokojnie może być też w ciasnej kuchni, ciasnym pokoju, itd. – byle w miłym towarzystwie 😉 ).

Na blogu jest mało przepisów z użyciem czereśni, ale te, które są, naprawdę warto wypróbować:

  1. Kruche ciasto z budyniową pianką i czereśniami
  2. Tarta z czereśniami
  3. Czereśniowa kostka

Przepis na mini serniczki z czereśniami (10-12 sztuk) (Przepis pochodzi z Moich Wypieków od Pani Doroty; truskawki zamieniłam na czereśnie, dodałam polewę)

Składniki:

Spód:

  • 10 kruchych, maślanych, okrągłych ciastek

Masa serowa:

  • 250 g twarogu tłustego lub półtłustego (dwukrotnie zmielonego)
  • 250 g serka ricotta
  • 0,5 szklanki cukru
  • 1 duże jajko
  • 0,5 opakowania budyniu waniliowego bez cukru (w sumie 20 g)

Polewa czekoladowa:

  • 100 g mlecznej czekolady
  • 80 ml śmietany 30%

Dodatkowo:

  • czereśnie (całe do ozdoby i poprzecinane na pół do masy serowej)

Sposób przygotowania:

Na spodzie każdej papilotki ułożyć maślane ciasteczko.

Wszystkie składniki na masę serową dokładnie zmiksować (ale niezbyt długo, by niepotrzebnie jej nie napowietrzyć) i rozdzielić pomiędzy papilotki. Dodatkowo powciskać w masę połówki czereśni (ja do każdej dawałam 6-7 połówek).

Piec około 30 minut, w temperaturze 160°C.

Wyjąć. Wystudzić. Z wierzchu oblać polewą czekoladową (podgrzać śmietanę, wrzucić połamaną na kostki czekoladę, poczekać aż się rozpuści i wymieszać na gładki sos) i ozdobić całymi czereśniami.

Przechowywać w lodówce.

Zaszufladkowano do kategorii Babeczki, muffiny, tartaletki, Owocowe, Przepisy, Przepisy, Serniki | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

„Przebiegła i pełna wyobraźni. Najwyraźniej nie znała granic moralnych” – „Ta dziewczyna” autorstwa Michelle Frances

Noce senne-bezsenne: senne, bo niby przespane, bezsenne, bo niespokojne, więc ten sen pozorny. Niezrozumienie. Udręczenie. Oddech znacznie cięższy, przytłoczony wspomnieniami i dezaprobatą – tak jakbym wciągała zbyt gęste powietrze: jak lepkie, surowe ciasto pozbawione pęcherzyków, jak przegotowany budyń.

Nie potrafię mieć miłych snów – wrażenia tym większe, że czuję ich zapach, mogę ich dotknąć.

Wierze, nie wierze, w Duszy mam chaos okrutny. Tęsknota nie do opanowania, tylko do pozornego wyciszenia, gdy zahamuje się myśli. Ból.

Cisza, której nie da się przerwać.

Świat roztrzaskany na milion kawałków – posklejany już zawsze ma ślady posklejania.

I najgorsze, że słońce świeci jak świeciło, że kwiaty kwitną, a wiatr wieje w swoją stronę – ja zawsze w przeciwnym kierunku.

Obcięłam różom główki i ułożyłam na wodzie.

Wypełniłam fioletowy kielich czerwonym winem.

Przeczytałam thriller psychologiczny „Ta dziewczyna” autorstwa Michelle Frances – spodziewałam się takiego zakończenia, bo czego można oczekiwać po bezgranicznym uwielbieniu pieniędzy, zaślepieniu, kłamstwach, pokrzywionej sprawiedliwości, naiwniactwie, matczynej zaborczości i pragnieniu zemsty? DRAMATU, jednego wielkiego dramatu na własne życzenie.

Laura Cavendish jest dobrze zarabiającą producentką filmową. Na co dzień mieszka w pięknym domu w Kensington z bajkowym ogrodem i podziemnym basenem, ale dla wytchnienia posiada jeszcze we Francji willę w stylu prowansalskim, z której z tarasu rozpościera się widok na półwysep Saint-Tropez. Kobietę łączy z synem Danielem mocna, nawet podchodząca pod toksyczną więź, co zapewne ma źródło w tym, że po pierwsze jest osamotniona w małżeństwie (mąż Howard, partner w dużej firmie księgowej, od lat zdradza ją z Marianne, czego w zasadzie nie ukrywa), a po drugie przed przyjściem na świat chłopaka urodziła córkę Rose, która, mając zaledwie tydzień, zmarła na paciorkowce grupy B; po tej tragedii obiecała sobie, że kolejne dziecko otoczy specjalną opieką. Daniel to inteligentny, przystojny, skromny, niezepsuty, ale niefrasobliwy 23-latek (oczywiście jest rozpieszczony, wszakże nie snobistyczny, wyzbyty podejrzliwości i krętactwa, raczej dobroduszny, łatwowierny i podatny na manipulacje), który ukończył medycynę w Cambridge, ponieważ pragnie zostać kardiologiem. Młody mężczyzna obecnie wybiera się do szpitala na staż, do tego podjął decyzję o wyprowadzce, w związku z tym, nieograniczony finansami, wybiera się do pobliskiej agencji nieruchomości, gdzie poznaje skrępowaną biedą (pochodzi z ubogiej dzielnicy, wcześnie straciła ojca, wstydzi się za prostą, pracującą w supermarkecie matkę Wendy), uroczą, niemniej jednak wyrachowaną intrygantkę Cherry Laine, dla której staje się przepustką do utęsknionej, kosztownej, obfitującej w wygody i bogactwa rzeczywistości – odtąd między jego nieufną i zaborczą matką, a przebiegłą i zdeterminowaną ukochaną rozpoczyna się prawdziwa, nie znająca granic moralnych wojna.

Bo każda z nich, nie zważając na użyte środki, dąży do zwycięstwa.

„Ta dziewczyna” to debiut literacki autorki – według mnie debiut udany, ale bardziej w kierunku powieści obyczajowej o skomplikowanych relacjach interpersonalnych z elementami thrillera, a nie thrillera jak zaświadcza tekst na okładce. Historia jest zgrabnie utkana, dialogi oraz opisy proste, ale ciekawe, stąd książkę, mimo 414 stron (Wydawnictwo Albatros) czyta się błyskawicznie, jednak brakuje mi tu mroku, obsesji, napięcia i zaskoczenia, bo w zasadzie wszystkiego można się domyślić, do tego bohaterowie są czarno-biali, przewidywalni. Najbardziej podoba mi się ukazanie konkretnego zdarzenia z różnych perspektyw, a najbardziej przeraża mnie świadomość, że tak się faktycznie w życiu dzieje, że ludzie tak potrafią, bo chcą, i tak właśnie czynią.

Tak mi się jakoś skojarzyło

źródło: https://www.youtube.com/watch?v=F7PzYXfuCe4

Wiążę jedwabne sznurowadła 
I diamentowy wkładam frak 
Te krwią znaczone prześcieradła 
Na waszej hańby wieszam znak 
Niechże wam szybko wiosny lecą 
Moja prześliczna bando hien
Obracam w palcach złoty pieniądz 
I przeraźliwie nudzę się.

Zaszufladkowano do kategorii Literatura, Literatura | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Kruche tartaletki z rabarbarem i różową pianką

Jeszcze jeden pomysł na rabarbar, a więc kruche tartaletki wypełnione słodką budyniową pianką o smaku malinowym, kwaśnym rabarbarem i maślaną kruszonką, z wierzchu oprószone cukrem pudrem.

Niezbyt skomplikowane, a bardzo smaczne – tak smaczne, że można pokusić się o przygotowanie w większej blaszce (24×24 cm), ale wtedy trzeba podwoić składniki na piankę 😉

Przepis na kruche tartaletki z rabarbarem i różową pianką (8 sztuk) (Przepis pochodzi z bloga: http://ilovebake.pl/; wykonałam w formie tartaletek)

Składniki:

Ciasto:

  • 2,5 szklanki mąki pszennej (tortowej)
  • 200 g masła (zimnego)
  • 5 żółtek
  • 3 łyżki cukru pudru
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • szczypta soli

Różowa pianka:

  • 2,5 białka
  • 0,5 szklanka cukru
  • 1 opakowanie budyniu malinowego 
  • 1/4 szklanki oleju

Dodatkowo:

  • 1-2 łodygi rabarbaru
  • cukier puder (do oprószenia)

Sposób przygotowania:

Składniki na ciasto zagnieść, podzielić na dwie części: większą wylepić foremki do tartaletek, delikatnie ponakłuwać je widelcem i wstawić do lodówki na 30 minut, mniejszą owinąć folią spożywczą i włożyć do zamrażarki.

Po upływie wskazanego czasu wierzch ciasta oprószyć mąką pszenną, wyłożyć na nie papier do pieczenia, a na papier wysypać kulki ceramiczne, które obciążą tartaletki (może być też fasola lub ryż).

Podpiec około 15 minut, w temperaturze 190°C (muszą się zarumienić).

W tym czasie przygotować różową piankę: białka ubić na sztywno ze szczyptą soli, potem powoli, łyżka po łyżce, wsypać cukier, dalej przesiany proszek budyniowy oraz olej.

Piankę wlać do podpieczonych tartaletek, a na niej poukładać pokrojony w plasterki rabarbar.

Na wierzch pianki zetrzeć zamrożone ciasto.

Piec około 35-40 minut, w temperaturze 190°C.

Wyjąć. Wystudzić. Oprószyć cukrem pudrem.

Słucham…

źródło: https://www.youtube.com/watch?v=kD3zW1wqoyM

Wybiegnę, pobiegnę, dobiegnę aż na skraj
By rzucać kamienie do studni bez dna
Kamienie, cierpienie z serca i z mych ust
Tęsknotę, płakotę i żal utopię tu
Cicha, cierpliwa, spolegliwa ona trwa
Studnia tajemnic ona nie ma dna
(…)
Z cieniem, cierpieniem, zwątpieniem staję się
Tak senna, marzenna, westchnienna, słodki miód.

źródło: https://www.youtube.com/watch?v=VVvGWzlmem4

Czarne noce, kocie oczy, 
Mroczne głębie studzien, 
Gór wysmukłych cienie dumne, 
Pies warczący w budzie

(…)

Wśród zamszystych zagajników 
Krążą cienie legend, 
Stare klechdy upiorowe 
Śpią nad rzeki brzegiem. 
Na konarach rosochatych 
wiatr gra dumkę rzewną; 
W Twoim życiu moje życie 
Zmieści się na pewno. 

źródło: https://www.youtube.com/watch?v=TXPtrJhYWWc

Poszłabym za tobą do samego nieba, 
ale za wysoko, ale za wysoko, 
ale jak się tego nie bać? 

Poszłabym za tobą do samego piekła, 
ale za gorąco, ale za gorąco, 
ale jeszcze bym się spiekła! 

Poszłabym za tobą na rozstajne drogi, 
ale za daleko, ale za daleko, 
jak na moje nogi – hej, hej! 

Poszłabym za tobą na sam koniec świata, 
ale mi się nie chce, ale mi się nie chce, 
nie chce za chłopcami latać.

 

 

Zaszufladkowano do kategorii Babeczki, muffiny, tartaletki, Owocowe, Przepisy, Przepisy | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz