Wegańska babka batatowo-kokosowa oblana słonym karmelem

Przedwielkanocny cykl babkowy zamknę babką wegańską, bo i wege i wegan należy się od kuchni życia w tym dniu coś słodkiego 😉

W tym roku postawiłam na znakomitą, wyrośniętą babkę kokosową z dodatkiem puree z batata (tak właśnie!), rumu oraz ekstraktu waniliowego z wierzchu oblaną cudownym, gęstym, słonym karmelem (jest naprawdę najlepszy na świecie).

Poza tym, że jest pysznie, to do tego wegańsko, bezglutenowo i bezcurkowo – no czego chcieć więcej? 😉

Wegańska babka batatowo-kokosowa oblana słonym karmelem (upiekłam w foremce na bakę o średnicy dołu 14cm) (przepis na babkę pochodzi z bloga: www.truetastehunters.com, a na słony karmel z bloga: http://www.mniumniu.com/ )

Słony karmel:

Składniki:

  • puszka pełnotłustego mleka kokosowego o zawartości kokosa nie mniejszej niż 80% (puszka 400 g)
  • 0,5 szklanki cukru kokosowego
  • 2 łyżki oleju kokosowego
  • 0,5 łyżeczki soli
  • 0,5 łyżeczki ekstraktu waniliowego

Sposób przygotowania:

Mleko kokosowe przelać do rondelka, dodać cukier  i gotować na średnim ogniu, doprowadzając do wrzenia, po czym zmniejszyć ogień i gotować jeszcze 20 minut (od czasu do czasu należy przemieszać).

Następnie rondelek zdjąć z palnika, dodać olej kokosowy, sól oraz ekstrakt waniliowy i dokładnie wymieszać.

Babka:

  • 80 g mąki kukurydzianej
  • 70 g mąki ryżowej
  • 60 g skrobi ziemniaczanej
  • 120 g mąki z cieciorki (użyłam sojowej)
  • 150 g puree z pieczonych batatów
  • 20 g mielonego siemienia lnianego
  • 50 g wiórków kokosowych
  • 100 g oleju kokosowego
  • 100 g ksylitolu / erytrolu
  • 300 ml mleka roślinnego
  • 1,5 łyżki rumu
  • 1 łyżeczka ekstraktu waniliowego
  • 1 łyżka octu winnego / jabłkowego / ryżowego
  • 1 łyżeczka sody oczyszczonej
  • 2  łyżeczki bezglutenowego proszku do pieczenia

Sposób przygotowania:

W kąpieli wodnej rozpuścić olej kokosowy, potem wrzucić ksylitol/erytrytol, mleko roślinne, ekstrakt waniliowy oraz rum – podgrzewać do momentu aż składniki się połączą i odstawić do wystudzenia.

Następnie wsypać mielone siemię lniane i wiórki kokosowe – wymieszać.

Dalej dodać mąki przesiane z proszkiem do pieczenia – połączyć.

W misce zalać sodę octem, a powstałą pianę dokładnie wmieszać do ciasta.

Ciasto wlać do formy na babkę posmarowanej rozpuszczonym olejem kokosowym i oprószonej mąką ryżową.

Piec około 30 minut, w temperaturze 170°C (do suchego patyczka).

Wyjąć. Wystudzić. Z wierzchu oblać słonym karmelem i oprószyć wiórkami kokosowymi.

Zaszufladkowano do kategorii Przepisy, Wegańskie | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Babka makowa z białą czekoladą

Znakomita babka na wielkanocny stół z dodatkiem suchego maku, który przy każdym kęsie przyjemnie chrupie, z wierzchu pokryta polewą z białej czekolady oraz kandyzowanymi wiśniami. Ciasto jest zarówno wilgotne, jak i piaskowe, bardzo miękkie, a sama słodycz idealnie zrównoważona.

Robi się ją naprawdę szybko i bezproblemowo, a warto, bo jest przepyszna 😉

Przepis na babkę makową z białą czekoladą (forma na babkę o średnicy spodu 24cm) (Przepis pochodzi z bloga:http://cukierenkaklementynki.blogspot.com/ )

Składniki:

Babka:

  • 3/4 szklanki mąki pszennej (tortowej) 
  • 3/4 szklanki mąki ziemniaczanej
  • 3/4 szklanki suchego maku
  • 1 szklanka cukru
  • 6 jajek
  • 200 g miękkiego masła
  • skórka otarta z 1 cytryny
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 1 łyżeczka aromatu rumowego
  • szczypta soli

Polewa z białej czekolady:

  • 100 g białej czekolady
  • 80 ml śmietany 30%

Dodatkowo:

  • wiśnie kandyzowane (do ozdoby)

Sposób przygotowania:

Masło utrzeć z cukrem na puch, potem dodać jajka – zmiksować na jednolitą masę, po czym wsypać mak, skórkę otartą z cytryny i wlać aromat rumowy – połączyć. Na sam koniec wmieszać obie mąki przesiane z solą i proszkiem do pieczenia.

Ciasto przelać do foremki wysmarowanej masłem oraz oprószonej bułką tartą  (chyba, że jest silikonowa – wtedy nie trzeba).

Piec około 45 minut, w temperaturze 170°C (do suchego patyczka).

Wyjąć. Wystudzić.

Z wierzchu oblać polewą z białej czekolady (zagotować śmietankę, zestawić z palnika, wrzucić połamaną na kostki białą czekoladę, odczekać aż się rozpuści i energicznie wymieszać na gładki sos) i ozdobić kandyzowanymi wiśniami.

Zaszufladkowano do kategorii Babki, Przepisy | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Warszawa – część II

Temperatura świata na minusie. Słońce walczy o oddech jak człowiek o realizację wygórowanych celów. Przestrzeń nieba z ledwie naszkicowaną chmurą. Zmęczone powietrze nie chce ożywczo wypełnić piersi. Cherlawe drzewo zgięte w półbólu i półwstydzie. Wolne są ptaki i czasem ci, co potrafią po swojemu, ale lepiej, by bez nadmiernej pychy; czasem, bo Los lubi pogmerać i zaburzyć. Krajobraz się nie pokolorował – matowa szarość poddusza tęskno-obłąkańczy wzrok. Niewiele łąk po obu stronach moich dłoni. Czarnym paznokciem nacinam papierowy kubek i własne myśli. W torbie z wyhaftowanymi księżycami powieść „On” autorstwa Zośki Papużanki, a w głowie strumień świadomości. Pachnie kawą, troskami i miłością. Jedziemy nierównym asfaltem pośród terenów zabudowanych i nie, a milczenie w naszej przestrzeni nie jest tym ciążącym, bo splatamy je sami.

Jedziemy, postukując nogą w przeciwnym rytmie życia.

Jedziemy do Warszawy w jakimś celu i by trochę douzupełnić.

I choć od TEGO lipcowego wpisu byliśmy tam jeszcze dwukrotnie (przebywaliśmy w Hostelu „Puffa”), to nie było mocy i ochoty uwiecznić tego na fotografiach, bowiem za pierwszym razem tak dziecięco wciągnęliśmy się w zamkniętą rzeczywistość Centrum Nauki Kopernik, że zamiar i entuzjazm wyprzedził przemijający czas, z kolei za drugim byliśmy z ukochaną psinką w klinice.

Jesteśmy więc teraz, by w szalonej ciszy zakamarków, pomiędzy jednym a drugim łykiem ciepłych naparów i w lustrze czułych spojrzeń, spędzić pierwsze dni obiecującej kwiaty wiosny.

Tym razem Hostel „Oki Doki” (no nie przesiadujemy w tych super kosztownych, choć i ten w porównaniu do górskich pensjonatów taniuchny nie jest) z zabawnie zaaranżowanymi pokojami – nam przypadł „Dom kota”, który wygląda jak ten przerażająco dziwnie uśmiechnięty z Cheshire z „Alicji w Krainie Czarów”; zwinął się w kłębek w przymocowanym do naściennej rury wiklinowym fotelu.

Niczym z Alicji jest również szachowy stolik i lustro oprawione w ciężką, rzeźbioną ramę. Łazienki są tu ładne i co najważniejsze: CZYSTE. Obszerna szafa. Wygodne łóżko. Duże okno. Tylko czajnik nie odskakuje, gdy woda już bulgocze z wściekłości i zbyt długo nagrzewa się ta prysznicowa. Bardzo miłe Panie w rejestracji.

Zaczynamy oczywiście od Centrum Nauki Kopernik, ponieważ wtedy przeznaczyliśmy sobie na nie zaledwie 3 godziny (które w całości spędziliśmy w galerii RE: Generacja), a to jednak okazało się niewystarczająco, bo potrzeba drugie tyle (pomijając Teatr Wysokich Napięć i Teatr Robotyczny, gdzie nie poszliśmy), by szczegółowo obejrzeć, dotknąć i pokorzystać.

Obecna wystawa czasowa to: „Powietrze – więcej niż nic”, z kolei chwilowo zamknięta jest „Człowiek i środowisko”.

Trochę zdjęć

Powietrzna fontanna z roztańczonymi szarfami

Trąba powietrzna

Poczta pneumatyczna

Pocałunek kul

Tonący statek

Słoń Bernoulliego – z jego trąby wypływa strumień powietrza, który stale unosi nad nią piłkę

Odwrócone wahadło Foucaulta

Fontanna piłek

Gorący balon

Najeżone ciesze – kiedy przekręci się pokrętło ten czarny płyn (ferrofluid) ulega namagnesowaniu, tworząc przestrzennie jeżowate struktury

Tutaj kręciliśmy niebieskim motylkiem

Rysowanie na piasku

Stół Chlandiego – przy pomocy pokrętła wyszukuje się wysokości dźwięków, przy których piasek rozsypany na stalowej płycie układa się we wzory

BębnOscyloskop

„Świrk” – świerk płaczący (świerk pospolity – odmiana inversa, czyli odwrotna); z charakterystyczną wiotką sylwetką, zwisającymi gałęziami oraz opadającym wierzchołkiem

Byli, widzieli, pobawili się

Kolejnym miejscem jest Muzeum Literatury im. Adama Mickiewicza, gdzie poza stałą ekspozycją

Kaseta na karty Adama Mickiewicza, ale tych przedmiotów jest znacznie więcej, na przykład szkło powiększające, zegarek, złote spinki do mankietów, lornetka teatralna, szklanka, karafka, cukiernica, suszka do atramentu, szpilka do fularu

Szkatułka-puzdro na biżuterię Celiny Mickiewiczowej (są także inne przedmioty, jak choćby lichtarzyk, kałamarz, neseser na przybory do pisania), a obok buciki małych Mickiewiczów

jest również wernisaż wystawy poświęcony zmarłemu w zeszłym roku Wojciechowi Młynarskiemu

Diamentowy mikrofon – nagroda Polskiego Radia za całokształt pracy artystycznej

24.Krajowy Festiwal Piosenki Opolskiej – Opole ’87. Nagroda Przewodniczącego Wojewódzkiej Rady Narodowej za twórczość literacką

Potem trochę czasu w Muzeum Karykatury im. Eryka Lipińskiego

Moje ulubione ilustracje

-Nie, do lasu z tobą nie pójdę, bo możesz mi uczynić krzywdę.

-Ależ, przysięgam ci najdroższa, że nie uczynię ci żadnej krzywdy.

-No to po co mamy tam iść?

Anna Gosławska-Lipińska

-Proszę o datek na głodnych.

-Dziękuję, już jadłem.

Fryderyk Kleinman

Człowiek ustosunkowany

Eryk Lipiński

-Dlaczego nosi pani taką gęstą woalkę?

-Bo mam tak wyciętą sukienkę, że mi wstyd przed ludźmi.

Maja Berezowska

Jarmark Przedwyborczy

Jerzy Zaruba

 

I ulubione fragmenty wierszy Juliana Tuwima

 

Z miłością wpadłem już nie raz,

bo mam demokratyczne serce,

I tak się stało, proszę was,

Że zakochałem się w kelnerce.

Gdym ją uścisnął, rzekła: „Nie!

Patrz pan, ze wstydu cała płonę!

Jak z ciastkiem ze mną, wszak pan wie:

Dotknięte będzie policzone!”

[…]

Od czasu, kiedym widział ją,

Minęły zda się trzy kwartały:

Odwiedził kelnereczką mą

Gość wprawdzie mały, ale stały.

A dawny gość dziś kłopot ma,

Na interesie musiał stracić:

Dzwoniłem dawniej na nią ja,

Dziś ona dzwoni: „Proszę płacić”.

(„Przygoda z kelnerką”)

 

Z suchych gałęzi, klamek, haków, 
Z młynów i strychów, wsi i miast, 
Ta klientela głodnych ptaków 
Na szubienicach ma dziś zjazd. 
Z szelek, postronków ma krawaty 
Ta zwisająca wdzięcznie brać! 
Skazańcy to artystokraty , 
A samobójcy plebs, psia mać! 
Po co im przepych złotych sal! 
Na szubienicach mają bal!

[…]

To sznur konopny zrównał stany: 
Wisi bandyta, złodziej, łyk. 
Spod ciemnej gwiazdy jaśnie pany 
Też noszą namydlony stryk. 
Drewniana dama – serc ich pani 
Na balu godnie wodzi rej! 
Ach, bo są mocno przywiązani 
Do lubej szubienicy swej! 
Wiatr im do tańca gra i gra, 
Kruki wtórują: Kra, kra, kra!

[…]

(„Bal wisielców”)

 

Mnie wielkomiejski tłok i szum
I ludzie się znudzili…
Ja pragnę widzieć słodkich dum,
Sielanki i idylli.
To miejskie życie nuży mnie.
Pociągu w dal mnie zawieź!
Ja pola chcę, ja łączki chcę,
Ja chcę pojechać na wieś…

Ja pragnę mieć zielony las
Dokoła swej sadyby.
Po świeżym deszczu, w ranny czas
Tam chodziłbym na grzyby.
O, gdybym co dzień zebrać mógł
Grzybulków kosz pachnących!
I posłać cioci kilka sztuk,
Specjalnie tych trujących.

[…]

Mieć mały, biały domek swój
I ławkę przed tym domkiem.
Na barwnych muszek patrzeć rój
I jeść chlebusia kromkę…
Niech pachnie kwiat,
Niech szemrze zdrój,
Niech drzewa się kołyszą,
A na tych drzewach, Boże mój,
Niech moje wrogi wiszą!

(„Idylla”)

W drodze powrotnej, przy Rynku Starego Miasta 4/6, weszliśmy do sklepu z biżuterią bursztynową, by zobaczyć stałą wystawę „Czas bursztynu” – ekspozycja jest poświęcona historii powstania bursztynu, sposobom jego przetwarzania i wykorzystania na przestrzeni wieków.

Tutaj poza ogromną ilością biżuterii można zobaczyć dziesiątki odmian bursztynu (dla przykładu: czerwony, ziemny mieszany i ziemny przezroczysty, jarzębaty, kredowy, łaciaty, wełnisty, kapuściak, marmurkowy, z chmurką, pasiasty, cukrowy, miodowy, mozaikowy, beżowy)

oraz fantastyczne przedmioty z niego wykonane

Oczywiście wstąpiliśmy do paru kawiarni, by porozmawiać przy filiżance kawy bądź herbaty – tym razem odwiedziliśmy

GREEN CAFFÈ NERO, czyli kawiarnia we włoskim stylu, której myślę nie trzeba specjalnie reklamować, bo wszystko tam jest wspaniałe: kawy, herbaty, czekolady, szejki (na ciepło lub na zimno), ciasta (myślę, że na szczególną uwagę zasługuje tarta cytrynowa, bo wygląda wprost obłędnie), ciastka, muffiny, rogaliki, bagietki, wrapy, panini.

Na naszym stoliku tym razem zagościła zielona herbata z mango, papają, ananasem, płatkami róży, pomarańczą i miodem oraz jeżynowa kawa na podwójnym espresso z mleczną pianką – genialna (poprosiłam o wersję bez bitej śmietany)!

Obecnie jest jeszcze w ofercie kawa o smaku czarnego bzu, ale jak ja byłam, to niestety jej zabrakło.

SŁONY KARMEL

Tutaj przybyliśmy na wieczorną kawę krótko przed zamknięciem, ale mimo wszystko zostaliśmy obsłużeni z serdecznym uśmiechem.

Zdążyłam dostrzec, że jest spory wybór kaw smakowych, ciast (również bezglutenowych) i wypasione desery w postaci: Buble waffle oraz Freakshaki (nawiasem: podam na blogu przepis na ten, który ja kiedyś przyrządziłam) – chciałam na któryś namówić Mojego Niebieskookiego (bo prezentują się zankomicie), ale nie dał się, bo stwierdził, że o tak późnej porze zemdli go od tylu słodkości.

Zdecydowaliśmy się więc na latte o smaku białej czekolady (z naprawdę OGROMNĄ ilością pianki) i zimową herbatę z dodatkiem cytryny, świeżego imbiru, goździków oraz cynamonu.

Ps. Pani, która nas obsługiwała przemiła!

FRANCUSKA 30

Przed wejściem, na wzór tęczowej alejki w portugalskim miasteczku Águenda, ogródek zadaszony kolorowymi parasolami, a tam…

…po prostu tradycyjne cappuccino, ale za to z uroczym wzorkiem i…

…po prostu brownie, jednak bardzo smaczne i zaserwowane na ciepło

Wybór herbat i kaw (można poprosić o mleko sojowe lub ryżowe) jest jednak zdecydowanie większy (chociażby espresso, flat white, macchiatto, americano, doppio, mocha, latte, frappe, zbożowa, ale też ta parzona w dripie). Do tego jest cydr, są soki, lemoniady, koktajle owocowe, drinki, jogurty z musli, owsianki, croissanty, ciastka owsiane, orzeszki w słoiczkach, hummus, ciasta na słodko (akurat było marchewkowe, sernik, tort bezowy i brownie) i wytrawnie (różne wersje Quiche), kanapki, tosty, tortille, sałatki i zupy.

TO LUBIĘ

Dość ciasna, ale przytulna kawiarenka, która mieści się w wieży kościoła oo. Dominikanów na warszawskiej starówce.

Znaczny wybór herbat (czarne, owocowe, zielone), kaw (klasyczne oraz smakowe: cynamonowa z miodem, czekoladowa z miętą, waniliowa z kardamonem, słodko-ostra z chili, karmelowa z płatkami migdałowymi, czekoladowo-malinowa, do tego mrożona z bitą śmietaną i lodami), czekolad z rozmaitymi syropami (choćby piernikowy, orzechowy, amaretto), koktajli (na soku, mleku lub jogurcie), jest też szprycer (napój na bazie wina i wody sodowej, ewentualnie likieru), wino i miód pitny.

Można tu zjeść śniadanie i kolację: biały/żółty ser, pasty (jajeczna, z cieciorki), sezonowe warzywa i owoce, miód, konfitury, pieczywo, wafle ryżowe, prażone musli, tortille, rogaliki z masłem bądź dżemem.

Mam wrażenie, że świat tutaj zwalnia.

Wypiliśmy tu herbatę mrożoną z pomarańczami, cytryną, imbirem i konfiturą z płatków róży (taki kufel ma 0,5 l)

ZACHCIANEK – PIEROGARNIA POLSKA

Ja, przez wzgląd na to, że zmarzłam, skusiłam się tylko na DRAMATYCZNIE DROGĄ (9 zł jak na parzoną z saszetki, minimalną filiżankę to naprawdę za drogo) herbatę o smaku liczi, z kolei Mój Mi On wziął schaboszczaka z pieczonymi łódeczkami ziemniaczanymi, no ale z wiadomych względów nie będę uwieczniała na fotografii.

Widziałam, że jest spory wybór pierogów i alkoholi.

Ja, jeśli miałabym coś wziąć, to byłyby to pieczone plasterki buraka (chyba z jakimś serem, gruszką i orzechami włoskimi) lub byłaby to deska serów z żurawiną.

Samo pomieszczenie nieduże, ale klimatycznie urządzone (dużo świeżych kwiatów i świec) – znacznie większy jest ogródek na zewnątrz.

Obsługa na wysokim poziomie.

No i na koniec najlepsze:

SŁODKI BEZ, czyli maleńka wegańska cukiernio-kawiarnia (naliczyłam 5 stolików; w tym ławeczka na parapecie i ustawione tuż obok kasy krzesełka na jednej nóżce przy przytwierdzonej do ściany ladzie), gdzie zamówiliśmy

tort czekoladowy z wiśnią na mące migdałowej i ryżowej, słodzony erytrytolem, a żelowany agarem oraz Bezsernik wanilia-malina-mango na śmietance kokosowej i jaglano-daktylowym spodzie, oprószony suszonymi płatkami róży oraz kokosa, a do tego…

…herbatkę owocową „RED KISS” (w jednym dzbanuszku mieszczą się 2 takie filiżanki)

Urzeczona mnogością delikatnych, aksamitnych, niezbyt słodkich, ale smakowo rewelacyjnych i NIEDROGICH wypieków zabrałam jeszcze do domu

warstwowy deser w słoiczku: krem jaglany zblendowany z masłem orzechowym, prażone arachidy, masa karobowa i śmietanka kokosowa oraz…

…przepiękne bezy w kształcie róż wykonane na wodzie z cieciorki

Czy dzięki tym kolejnym pobytom pokochałam Warszawę? Nie. Nawet jej nie lubię. Nie podoba mi się to, że jest tu gęsto od wszystkich i od wszystkiego (dosłownie budynek przy budynku), że jest zbyt rozległa przestrzeń, sam beton – niezauważalna zieleń, ciągłe korki, zgiełk, wysokie ceny, jakiś taki większy chaos, pęd, co naprawdę męczy.

Tym, co mnie tutaj przyciąga są ciekawe zabytki, muzea, kawiarnie (żal, że nie udało nam się wpaść do NANA CAFE, które nęci tym, że poza kawiarnią jest Komisem Rzeczy Pięknych, ale albo byliśmy za wcześnie i nie było czasu, żeby poczekać albo akurat w danym dniu było wcześniej zamknięte), no i Teatr Narodowy oraz Teatr Dramatyczny, więc jeśli jeszcze kiedykolwiek zdecydujemy się tu przyjechać, to właśnie na jakąś konkretną sztukę.

Zaszufladkowano do kategorii Życie, Życie | Dodaj komentarz

Babka chałwowo-orzechowa

Mam tu ostatnio na blogu babkowe zatrzęsienie, ale kiedy pisać o tych najpyszniejszych jak nie w okresie przedwielkanocnym? (rzecz ma się podobnie z piernikami i makowcami, które jakoś lepiej piecze się przed Bożym Narodzeniem, z kolei jabłeczniki jesienią) 😉

Ta dzisiejsza jest wyśmienita: delikatne, mięciutkie, wilgotne, bardzo aromatyczne ciasto, otulające słodkie nadzienie chałwowo-orzechowe (w jeszcze ciepłym bajecznie półpłynne i ciągnące), z wierzchu oprószone chrupiącym miksem z orzechów włoskich, masła palonego, cynamonu oraz brązowego cukru.

Ja od razu podwoiłam proporcje i wykonałam w większej foremce.

Przepis do wielokrotnego powtórzenia 🙂

Przepis na babkę chałwowo-orzechową (keksówka o górnych wymiarach 12x25cm) (Przepis pochodzi z Moich Wypieków od Pani Doroty)

Składniki:

Ciasto:

  • 200 g mąki pszennej (tortowej)
  • 100 g cukru
  • 85 g masła
  • 2 jajka
  • 130 g kwaśnej śmietany
  • 0,5 łyżeczki sody oczyszczonej
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia

Kruszonka orzechowa:

  • 120 g orzechów włoskich (posiekanych)
  • 60 g masła
  • 25 g brązowego cukru
  • 1 łyżeczka cynamonu

Dodatkowo:

  • 170 g chałwy waniliowej

Sposób przygotowania:

Najpierw należy przygotować kruszonkę orzechową: roztopić masło i pogotować je na wolnym ogniu do chwili aż stanie się brązowe i zacznie pachnieć orzechami – lekko wystudzić i wymieszać z posiekanymi orzechami włoskimi oraz cynamonem, po czym podzielić na pół i do jednej połowy wsypać brązowy cukier.

Teraz można zabrać się za ciasto: masło utrzeć z cukrem na puch, cały czas mieszając, kolejno, jedno po drugim, dodać jajka, potem kwaśną śmietanę i mąkę przesianą z proszkiem oraz sodą – zmiksować.

Trochę więcej niż połowę ciasta przelać do foremki wysmarowanej masłem oraz oprószonej bułką tartą  (chyba, że jest silikonowa – wtedy nie trzeba), następnie wysypać bezcukrowy miks orzechowy, poukładać na nim pokruszoną chałwę, przykryć pozostałym ciastem, a jego wierzch obsypać cukrowym miksem orzechowym.

Piec około 40-45 minut, w temperaturze 160°C (do suchego patyczka).

Zaszufladkowano do kategorii Babki, Przepisy | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Babka z jabłkami

Myślę, że ta babka może być hitem tegoroczne stołu wielkanocnego, bo choć wszystkie, które dotychczas wstawiłam są naprawdę smaczne, to ta jest po prostu obłędna; zwłaszcza dla tych, którzy lubią szarlotkę, ponieważ to taka biszkoptowa szarlotka w kształcie babki: bardzo delikatne, puszyste, mimo że wilgotne ciasto, otaczające wymieszane z cynamonem jabłka, które po wystudzeniu można z wierzchu dodatkowo oblać sosem karmelowym (jabłka+cynamon+karmel – połączenie idealne), lukrem lub po prostu oprószyć słodkim cukrem pudrem 😉

Przepis na babkę z jabłkami (forma na babkę o średnicy spodu 24cm) (Przepis pochodzi z bloga: http://gotowaniecieszy.blox.pl/html)

Składniki:

  • 3 szklanki mąki pszennej (tortowej) 
  • 1,5 szklanki cukru
  • 4 jajka
  • 1 szklanka oleju słonecznikowego
  • 1/4 szklanki soku jabłkowego (z odciśniętych jabłek)
  • 2 łyżeczki ekstraktu waniliowego
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • szczypta soli

Dodatkowo:

  • 3 większe jabłka
  • 1 łyżeczka cynamonu

Sposób przygotowania:

Jabłka obrać ze skórki, usunąć gniazda, zetrzeć na grubych oczkach tarki, odcisnąć z nadmiaru soku i wymieszać z cynamonem.

W misce zmiksować jajka, olej, sok odciśnięty z jabłek, cukier oraz ekstrakt waniliowy. Następnie wmieszać mąkę przesianą z solą oraz proszkiem do pieczenia.

1/3 ciasta przelać na spód foremki wysmarowanej masłem oraz oprószonej bułką tartą  (chyba, że jest silikonowa – wtedy nie trzeba), ułożyć połowę jabłek (z zachowaniem 1,5 cm odstępu od ścianek formy, by ciasto dokładnie je otoczyło), przykryć kolejną warstwą ciasta, wyłożyć resztę jabłek i przykryć pozostałym ciastem.

Piec około 55-60 minut, w temperaturze 175°C (do suchego patyczka).

*by uniknąć zakalca trzeba ją piec do momentu aż wbity patyczek nie będzie oblepiony ciastem

Wyjąć. Wystudzić.

Z wierzchu można oblać lukrem, sosem karmelowym (50 g cukru, 30 g masła, 90 ml śmietany 36%: cukier podgrzać aż do rozpuszczenia i uzyskania bursztynowego koloru, dodać pokrojone masło, poczekać aż się rozpuści i energicznie wymieszać, po czym wlać śmietanę i ponownie energicznie wymieszać, by uzyskać gładki sos) lub po prostu oprószyć cukrem pudrem.

Zaszufladkowano do kategorii Babki, Przepisy | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Już wiem! że nie zmienia się ból utraty…

Już wiem! że nie zmienia się ból utraty;

wspomnień rzuca się cień.

W niebie, na niebie anioł skrzydlaty.

Żywi, umarli spłacają spłaty.

Smutna jest noc – smutny jest dzień.

W zimowym obrazku gałęzie dygocą.

Stłumić chcę lęk.

Strzępy tamtego w pamięci furkocą.

Róż składam pęk.

 

Wypruta z mocy – myślę: na zawsze.

Porzucić nie sposób, gdy temat się zna.

Serce wyblakłe nie będzie żwawsze.

Człowiek przed siebie jak ślepa ćma gna.

A mnie się nie chce – to głupia gonitwa.

Zapalam zniczy dwurząd.

Teraz nie koi żadna modlitwa.

Nie wiem czy Los, czy ludzki błąd?

 

Liście skruszały – nadzieje skończone.

Pustka tęsknotę spija.

Z czarnej źrenicy zedrzeć zasłonę,

zawczasu strącić pychy koronę.

Wina to czyjaś, czy niczyja?

Stada cmentarnych sów pohukują.

Najgorsze, że w życiu tak jest – jak było.

Tego co ja – oni nie czują.

U mnie dotkliwie wszystko się zmieniło.

(autor: Ja)

Zaszufladkowano do kategorii Moje wiersze | Dodaj komentarz

Babeczki z masłem orzechowym i konfiturą malinową

Na zewnątrz wiatr nieprzyjemnie mrozi, więc fajnie umilić ten chłodny krajobraz kubkiem gorącej herbaty, do której doskonale pasuje coś uroczego, niezbyt dużego, tak na kilka kęsów, na przykład te oto babeczki w orzechowo-malinowych klimatach 😉

Babeczki są wilgotne, mięciutkie i niesamowicie aromatyczne; w trakcie ich pieczenia cudownie pachnie orzechami!

Wierzch otula puszysty, aksamitny, bardzo smaczny krem na bazie masła orzechowego, przełamany lekko kwaskowatą konfiturą malinową i oprószony chrupiącymi arachidami.

Naprawdę polecam.

Przepis na babeczki z masłem orzechowym i konfiturą malinową (12 sztuk) (Przepis pochodzi z bloga: https://malacukierenka.pl/)

Składniki:

Babeczki:

  • 150 g mąki pszennej (tortowej)
  • 120 g jasnego brązowego cukru
  • 90 g miękkiego masła
  • 70 g masła orzechowego z kawałkami orzechów
  • 2 jajka
  • 80 g konfitury malinowej
  • 0,5 łyżeczki sody oczyszczonej
  • 1 płaska łyżeczka proszku do pieczenia

Krem orzechowy:

  • 70 g masła orzechowego
  • 70 g miękkiego masła
  • 100 g cukru pudru
  • 2 łyżeczki ekstraktu waniliowego

Dodatkowo:

  • 12 łyżeczek konfitury malinowej
  • posiekane orzechy arachidowe

Sposób przygotowania:

Masło, masło orzechowe i brązowy cukier zmiksować na puch, potem dodać pozostałe składniki i dokładnie, ale niezbyt długo wymieszać.

Papilotki wypełnić do 3/4 wysokości ciastem.

Piec około 20-22 minuty, w temperaturze 190°C (do tzw. suchego patyczka).

Wyjąć. Wystudzić. Z wierzchu wykonać gniazdka z kremu orzechowego (wszystkie składniki ubijać do momentu uzyskania jasnej, puszystej masy). W środek każdego gniazdka nałożyć konfiturę malinową i posypać posiekanymi orzeszkami.

Zaszufladkowano do kategorii Babeczki, muffiny, tartaletki, Przepisy | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Babeczki caffe latte

Dzisiaj coś dla kawoszy, czyli dwukolorowe, waniliowo-kawowe babeczki z dużą ilością bitej śmietany 😉

Babeczki są bardzo delikatne, puszyste, mięciutkie, niezbyt słodkie i eleganckie.

Jeśli ktoś chce mocniej wyczuć smak kawy musi podobnie jak ja dodać jej więcej.

Zdecydowanie warte grzechu 😉

Przepis na babeczki caffe latte (7 sztuk) (Przepis pochodzi z Moich Wypieków od Pani Doroty)

Składniki:

Babeczki:

  • 150 g mąki pszennej (tortowej)
  • 120 g cukru
  • 150 g miękkiego masła
  • 2 jajka
  • 2 łyżki mleka
  • 1 łyżeczka ekstraktu waniliowego
  • 1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1 łyżka kawy rozpuszczalnej (dałam 3)

Dodatkowo:

  • 300 ml śmietany 36%
  • 2 pełne łyżki serka mascarpone
  • 1 łyżeczka ekstraktu waniliowego
  • 1 łyżka cukru pudru
  • słodkie kakao w proszku (do oprószenia)

Sposób przygotowania:

Masło utrzeć z cukrem na jasną, puszystą masę, po czym, cały czas miksując, wbić jajka. Następnie wlać ekstrakt waniliowy oraz mleko – połączyć. Na sam koniec wmieszać mąkę przesianą z proszkiem do pieczenia.

Ciasto podzielić na pół. Do jednej połowy dodać kawę – wymieszać.

Papilotki do połowy wypełnić jasnym ciastem, a resztę uzupełnić tym kawowym.

Piec około 25 minut, w temperaturze 170°C (do tzw. suchego patyczka).

Wyjąć. Wystudzić. Z wierzchu ozdobić śmietaną ubitą z mascarpone, ekstraktem waniliowym oraz cukrem pudrem i oprószyć słodkim kakao.

Przechowywać w lodówce.

 

Zaszufladkowano do kategorii Babeczki, muffiny, tartaletki, Przepisy | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

O pogoni za marzeniami… za wszelką cenę, czyli „The Disaster Artist” w reż. Jamesa Franco

Tuż po walentynkach wspomniałam, że wybraliśmy się wtedy na mało romantyczny, ale bardzo udany film, nie będący obleganym w tamtym dniu Christianem Greyem, lecz historią o błędnym rycerzu, który pomimo wszystko i na przekór wszystkim postanowił spełnić swoje marzenia, nie do końca przewidując konsekwencje oraz kierunek, w jakim to podąży; i choć takie rzeczy rzadko kiedy można przeczuć, bo los lubi robić swoje, to tutaj po części się dało, czyli że przewidziana klapa, ale że z tej klapy taki sukces z tego powodu, że najgorzej?

Ano właśnie dlatego, bo rozgłos gwarantuje nie tylko katorżnicza praca, talent (a to chyba sporadycznie), znajomości, kasa, lecz głupie szczęście, traf, czyli że gdzieś ktoś przypadkiem dostrzeże, coś podchwyci, puści z różnych pobudek w obieg, i tak też było w tym przypadku – chodzi mi oczywiście o „The Disaster Artist” w reż. Jamesa Franco, czyli opowieść o scenarzyście, reżyserze, producencie oraz odtwórcy głównej roli w powstałym w 2003 roku niezależnym dramacie „The Room”, który stał się w publicznym odbiorze komedią i został okrzyknięty najpierw najgorszym filmem na świecie, a potem najlepszym najgorszym filmem na świecie (bo ponoć tak cudnie gorzej już się nie da), w pełni sfinansowanym wyłącznie przez jedną osobę, a więc jego pomysłodawcę –  zagadkowego Tommy’ego Wiseau, na temat którego snuje się wiele legend (między innymi, że pochodzi nie z Nowego Orleanu, lecz z Poznania i nazywa się Tomasz Wieczorkiewicz, a lat ma znacznie więcej niż podaje; a w zasadzie nie podaje, bo na pytanie ile ich ma zwykł odpowiadać: „tyle co ty”), ale jak to z legendami bywa: żadna nie została wiarygodnie potwierdzona.

Zachęceni zwiastunem, na którym długowłosy mężczyzna w sposób wymuszony, nieudolny i z zaskakująco źle dobraną emocjonalnością (niby się bulwersuje, wszakże po zobaczeniu kumpla gwałtownie o tym zapomina) tak dużo razy próbuje odegrać krótką scenę na dachu, że aż  zaczyna ją powtarzać cała ekipa sprawiła, że zdecydowaliśmy się przystąpić do seansu (tutaj należy napomknąć, iż owy mężczyzna sam tę kwestię napisał), ale zrobiliśmy to bez wcześniejszego obejrzenia „The Room”, co, jak się okazuje: wcale nie jest konieczne, bo „The Disaster Artist” w sposób spójny oraz przejrzysty ukazuje etapy powstawania kultowego najgorszego dzieła, jednocześnie wspaniale odwzorowuje przejaskrawiony portret człowieka, który w istocie jest w swoim zachowaniu nieudawany (wystarczy zerknąć na filmiki z nim, zważając na jakby wystudiowaną, spowolnioną formę śmiechu, mimikę, sposób poruszania i wysławiania).

Akcja zawiązuje się w latach 90. w San Francisco na zajęciach teatralnych, gdzie uczęszcza marzący o karierze aktorskiej nieśmiały Greg Sistero (Dave Franco), który zwraca uwagę na ekscentrycznego, nie przejmującego opinią pozostałych Tommy’ego Wiseau (w tej roli sam James Franco) i w celu nauczenia tego nieprawdopodobnego dystansu (tudzież przekonania o własnym uzdolnieniu) postanawia się do niego zbliżyć – tak oto rozpoczyna się przyjaźń utopistów, którzy niczym Matt Damon i Benn Affleck (wówczas nikomu nieznani napisali scenariusz do „Buntownika z wyboru”, który dzięki determinacji przyniósł im Oscara) pragną urzeczywistnić amerykański sen, stąd wyjeżdżają do Los Angeles i pełni zapału oraz nadziei starają się zawojować Hollywood, co niestety im się nie udaje. Wtedy też w głowie Tommy’ego rodzi się myśl, że jeśli nikt nie chce dać im roli, to po sławę sięgną samodzielnie, kręcąc własny film, czyli „The Room”, którego warunki powstawania wsparte wzajemną motywacją i niezłomnością (może trochę desperacją?) zajmują największą część fabuły, jednak to nie wszystko, bowiem jest tu również przybliżona sylwetka głównego bohatera, rekonstrukcja słynnych scen z „The Room”, trochę o męskiej komitywie, o pogoni za rojeniami i ich upartej realizacji, nawet, jeśli rezultat jest inny od zamierzonego, o miłości do kina, o tym jak faktycznie działa branża filmowa i jak wygląda zaplecze hollywoodzkiego przemysłu – należy przysłuchać się komentarzom wynajętej ekipy, która ma świadomość marności tego działania, jednak wyczuwa dobry biznes, bo chociaż wydaje się to niemożliwe, to budżet tego filmu wynosi 6 mln dolarów (nikt nie wie jakie jest źródło posiadania przez Tommy’ego takiej ilości pieniędzy – on sam twierdzi, że wzbogacił się importując do USA skórzane płaszcze z Korei), z czego początkowo zwróciło się zaledwie 1,8 tys., ponieważ po 2 tygodniach przestał być wyświetlany, jako że skonsternowani ludzie po prostu wychodzili w trakcie seansu, dostrzegając szereg absurdalnych nieprawidłowości: mizerne, sztuczne, wręcz karykaturalne aktorstwo (tam zresztą grał każdy, kto podobnie jak Tommy, nie mając fundamentalnej wiedzy, rozeznania i talentu, chciał wspaniałości oraz rozgłosu), urywające się i zbędne wątki, bezsensowne, trywialne, często zbyt krótkie dialogi, brak logiki, błędy w montażu, niedopracowana scenografia.

Na czym więc polega obecny fenomen historii szlachetnego bankiera, którego narzeczona zaczyna zdradzać z ich najlepszym przyjacielem?

No chyba przede wszystkim na tym, że widz nie dowierza w to, co widzi i słyszy, bo to jest tak złe, tak godne pożałowania, cudaczne, posklejane z podstawowych błędów, że ma się wrażenie, że to wszystko nie prawda, że to iluzja, a jednak postawa twórcy uzmysławia, że on to na bardzo, bardzo poważnie; usilnie wierzy, że stworzył profesjonalną, wybitną historię człowieka, który został zdradzony przez najbliższych, jednak jest w tym tak nieporadny, tak nieświadomy, rozbrajająco szczery i dziecięco naiwny, że aż rozczula… i totalnie rozbawia. Całość nakręca jeszcze sama osoba Tommy’ego (to, jaki jest w ogóle), to, że film został uznany za fatalny już w dniu premiery, no i fakt, że w dobie Internetu taka perełka po prostu nie umknie ludziom, którzy lubią się uśmiać z tak żenujących produkcji.

Jakby nie było: zamiar został osiągnięty, bo o Panu Wiseau usłyszał cały świat.

źródło ilustracji: http://www.filmweb.pl/film/Disaster+Artist-2017-714538

źródło ilustracji:  https://media.newyorker.com/photos/5a25aa654598505d27f3c250/master/w_727,c_limit/Brody-The-Disaster-Artist.jpg

źródło ilustracji: https://ocs-pl.oktawave.com/v1/AUTH_2887234e-384a-4873-8bc5-405211db13a2/splay/2018/01/the-disaster-artist-film.jpg

źródło ilustracji: https://media.multikino.pl/uploads/images/films/disaster-artist-4_00e04dcb5d.jpg

źródło ilustracji: https://ocs-pl.oktawave.com/v1/AUTH_2887234e-384a-4873-8bc5-405211db13a2/splay/2018/01/the-disaster-artist-film-2.jpg

A po filmie poszliśmy do „So!Coffe”, gdzie obecnie (mam nadzieję, że w dalszym ciągu tak) serwują przepyszne korzenne latte „cynamonowe ciasteczko” – to to po lewej, zaś po prawej deser lodowy „malinowe brownie” (lody czekoladowe i malinowe, bita śmietana, mus malinowy, sos czekoladowy oraz ciasteczko brownie)

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii, Film | Otagowano | Dodaj komentarz

Babka cytrynowa ze „Sprite’m”

To jest chyba jedna z najlepszych babek cytrynowych, jaką udało mi się upiec: wspaniale wyrośnięta, niesamowicie lekka, delikatna, puszysta, mięciutka, o wyraźnie cytrynowym, ale nie narzucającym się smaku, ze słodką, chrupiącą, lukrową skorupką i kandyzowaną skórką z limonki 😉

Przepis na babkę cytrynową ze „Sprite’m” (forma na babkę o średnicy spodu 24cm) (Przepis pochodzi z bloga: http://gotowaniecieszy.blox.pl/html)

Składniki:

  • 3 niepełne szklanki mąki pszennej (tortowej) 
  • 1,5 szklanki cukru
  • 5 jajek
  • 160 g miękkiego masła
  • 3/4 szklanki „Sprite’a”
  • skórka otarta z 1 dużej cytryny
  • sok wyciśnięty z 0,5 cytryny
  • 1,5 łyżeczki proszku do pieczenia

Dodatkowo:

  • 1,5 szklanki cukru pudru + 2-3 łyżki wody
  • kandyzowana skórka z cytryny lub limonki

Sposób przygotowania:

Masło zmiksować z cukrem na puch, potem połączyć je z sokiem i skórką otartą z cytryny. Następnie, cały czas miksując, dodawać stopniowo po 1 jajku. Dalej, naprzemiennie, wlewać „Sprite’a” i wsypywać mąkę przesianą z proszkiem do pieczenia.

Ciasto przelać do foremki wysmarowanej masłem oraz oprószonej bułką tartą  (chyba, że jest silikonowa – wtedy nie trzeba).

Piec około 1h, w temperaturze 180°C (do suchego patyczka).

Wyjąć. Wystudzić.

Z wierzchu oblać lukrem i ozdobić kandyzowaną skórką z cytryny lub limonki.

Zaszufladkowano do kategorii Babki, Przepisy | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz